1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Tylko usłyszał, że jestem rodakiem Szymona Marciniaka, i się zaczęło. Tyrada

    Tylko usłyszał, że jestem rodakiem Szymona Marciniaka, i się zaczęło. Tyrada

    RAK0RAK0przeszczepów
    3080 odsłon
    Tylko usłyszał, że jestem rodakiem Szymona Marciniaka, i się zaczęło. Tyrada

    — A właśnie, mówiłeś, że jesteś z Polski. Tak jak [Szymon] Marciniak, co nie? To świetny sędzia, a taki cyrk tutaj odstawił — piekli się Anglik, a ja nie wiem, jak mam bronić przegranej sprawy.

    Korespondencja z Miami

    Od razu po końcowym gwizdku w meczu Norwegia — Anglia (1:2) ładuję się do autobusu dla mediów z myślą o tym, żeby jak najszybciej dojechać do centrum i usiąść w jakiejś knajpie z transmisją ostatniego z ćwierćfinałów. Korki skutecznie uniemożliwiają obejrzenie pierwszej połowy i początku drugiej, więc po dotarciu do śródmieścia wybieram pierwszą lepszą restaurację.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Zasiadam przy barze, a obok mnie dwójka Anglików około "60" sączy piwo. Nie wyglądają na takich, którzy przesadnie ucieszyli się z awansu do strefy medalowej. Szwajcarzy właśnie wyrównali z Argentyną, więc zaczepiam moich sąsiadów pytaniem, z kim woleliby zagrać w półfinale.

    — Wiadomo, że ze Szwajcarią byłoby łatwiej. Ale to z Argentyną mamy pewne rachunki do wyrównania. Czekamy już 40 lat. — Wypowiadając ostatnie słowa, żyły na jego ręce ściskającej butelkę ewidentnie się napięły.

    • Ukryta historia "ręki Boga". Dlatego trzymał zdjęcie Maradony w sekrecie

    Chodzi oczywiście o mecz na mistrzostwach świata w 1986 r. W trakcie brytyjsko-argentyńskiego konfliktu zbrojnego o Falklandy, Synowie Albionu zmierzyli się z Diego Maradoną i spółką na meksykańskim Estadio Azteca. "El Pelusa" dał prawdziwy show. Najpierw trafił do siatki "ręką Boga", a później przeprowadził rajd przez połowę boiska zakończony "golem stulecia". I Anglicy odpadli w ćwierćfinale.

    Potem te drużyny zmierzyły się ze sobą na mundialach jeszcze dwa razy, ale już nie w takim anturażu. Choć i tak te mecze zapisały się w historii mistrzostw świata. W 1998 r. Wyspiarze przegrali po rzutach karnych w 1/8 finału. Jedynym winowajcą okrzyknięto Davida Beckhama, który dał się sprowokować Diego Simeone i dostał czerwoną kartkę.

    Na odkupienie swoich win czekał cztery lata. Na kolejnym mundialu był autorem jedynej bramki w meczu tych drużyn, przez co Argentyna odpadła już w fazie grupowej.

    "Szymon Marciniak? Po co mu to?"

    Mija kilka minut i z boiska wylatuje Breel Embolo. Jest to decyzja co najmniej kontrowersyjna, bo drugie upomnienie dostał po analizie VAR, który co do zasady żółtych kartek nie weryfikuje.

    — W każdym meczu jest to samo! FIFA ciągnie za uszy Argentynę. Tak jest od początku tego turnieju! — piekli się Anglik.

    Kładę tylko uszy po sobie, bo zaraz będę musiał bronić przegranej sprawy.

    — A właśnie, mówiłeś, że jesteś z Polski. Tak jak Marciniak, co nie? To świetny sędzia, prowadził finał mistrzostw świata i Ligi Mistrzów, a taki cyrk odstawił tutaj w pierwszym meczu. Przecież Messi powinien dostać czerwoną kartkę w meczu z Algierią. Marciniak go oszczędził! Po co mu to?

    — Zgadzam się. Tyle że pierwszy gol Bellinghama z Norwegią nie powinien zostać uznany.

    — Dlaczego?

    — Piłka trafiła w kabel od kamery, sędzia nie przerwał gry, Anglicy przejęli piłkę i zaraz padł gol na 1:1.

    — Coooo? Pierwsze słyszę! — odpowiada przeciągle Anglik, po czym mruga do mnie okiem i dziarsko pociąga łyk piwa.

    Nie mogli nachwalić się Polski

    W tzw. sukurs przychodzi mu jego kolega.

    — Pierwszy raz w Polsce byłem w 1993 r.

    — Z okazji meczu?

    — Tak.

    — Chorzów?

    — Tak, Stadion Śląski. Angielskich kibiców było niewielu. Myślałem, że dostaniemy wp*****l. A tu w trakcie meczu Polacy zaczęli się bić między sobą! Siedzieliśmy o tak — w tym momencie mój rozmówca pokazuje rozdziawione usta. — Niedawno wróciłem do Polski z okazji meczu Anglii z Ukrainą [we wrześniu 2023 r.] i nie mogłem uwierzyć, że to ten sam kraj, w którym byłem 30 lat temu. Przylecieliśmy do Warszawy, tam byliśmy jakiś czas, później pojechaliśmy do Wrocławia. Bezpieczne, piękne, zadbane miasta. Wow! — nie może się nachwalić.

    — O tak, stary. To musi być znakomite miejsce do życia. Mam nadzieję, że niedługo znowu będę miał okazję przyjechać — dodaje jego kolega.

    Gdy po kilkunastu minutach Julian Alvarez strzela w samo okienko, łapie się za głowę i zaczyna przeciągle siorbać piwo przez słomkę. Po chwili wypluwa jeszcze z siebie serię angielskich słów rozpoczynających się na "f".

    Czas rewanżu nieubłaganie nadchodzi.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.