1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    O tej nocy w Argentynie nikt nie zapomni. Ulice zalało. Anglicy pogrążeni

    O tej nocy w Argentynie nikt nie zapomni. Ulice zalało. Anglicy pogrążeni

    0przeszczepów
    623odsłon
    O tej nocy w Argentynie nikt nie zapomni. Ulice zalało. Anglicy pogrążeni

    Tłumy ludzi wypełniły ulice i place argentyńskich miast, świętując zwycięstwo "Albicelestes" nad odwiecznym rywalem, Anglią, i awans do finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Kibice wiwatowali, śpiewali, tańczyli i bili w bębny do późnych godzin nocnych.

    Spotkanie, które dziennik "La Nacion" określił jako "mecz stulecia", zakończyło się wynikiem 2:1 dla Argentyny, choć do 84. minuty podopieczni Lionela Scaloniego przegrywali 0:1. W niedzielę broniąca tytułu Argentyna zmierzy się z Hiszpanią w finale.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    W stołecznej dzielnicy Palermo w strefie kibica zgromadziło się prawie 30 tys. osób. Początkowy entuzjazm przygasł w 55. minucie meczu, po bramce Anthony'ego Gordona. Nastroje zmieniły się ponownie, gdy wyrównał Enzo Fernandez. Kiedy w doliczonym czasie gry wynik spotkania ustalił Lautaro Martinez, ludzie na placu zaczęli skakać i się obejmować.

    — Już było źle, ale tak robi Argentyna. Najpierw cierpimy, a potem przychodzi radość — powiedział 24-letni Nahir Otero, cytowany "La Nacion".

    — Było wszystko razem. Oczekiwania, nerwy, rozpacz, smutek i szczęście. Wspaniale przeżycie — oceniła 39-letnia Noelia Gomez.

    Fani Argentyny w Buenos Aires

    Tobias Skarlovnik / Getty Images

    Fani Argentyny w Buenos Aires

    Większość Argentyńczyków ogląda zmagania reprezentacji w domach, całymi rodzinami. W meczu z Anglią po każdym z goli "Albicelestes" wiwaty dobiegające z poszczególnych mieszkań łączyły się w głośną wrzawę. Wiele osób wychodziło na balkony, skacząc i machając flagami.

    "Kto nie skacze, jest Anglikiem"

    Uliczne święto zaczęło się po ostatnim gwizdku. W Buenos Aires w tradycyjnym miejscu, pod Obeliskiem, w ciągu kilku minut zaczęły się gromadzić tłumy. Podobnie było w Rosario, Cordobie, Mendozie, Tucumanie i Mar del Plata.

    W La Placie, stolicy prowincji Buenos Aires, tysiące mieszkańców, od małych dzieci po seniorów, zebrały się na głównym Placu Moreno oraz przy Placu San Martina. Ludzie w biało-błękitnych barwach tańczyli, śpiewali i bili w bębny. Nocne niebo rozświetlały sztuczne ognie.

    Jedną z najczęstszych przyśpiewek było "kto nie skacze, jest Anglikiem", śpiewane przez argentyńskich kibiców od lat 80. XX wieku i świadczące o głębokich animozjach pomiędzy Argentyną a Anglią, związanych między innymi z wojną o Falklandy (Malwiny), stoczoną przez oba kraje w 1982 r. i przegraną przez Argentynę.

    Eksperci oceniali pojedynek Argentyna — Anglia jako jeden z największych międzynarodowych klasyków i powtórkę najbardziej mitologizowanego meczu w historii argentyńskiego futbolu — zakończonego takim samym wynikiem ćwierćfinału mistrzostw świata z 1986 r.

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA