
2 sierpnia 2026 12:00
„ Dwa tygodnie temu napisałem do Kasi Mrzygłockiej, żeby wracała do roboty, bo wszyscy za nią tęsknimy. Odpowiedziała, że jest gotowa i niech się wszyscy boją. I dodała serce” – napisał Donald Tusk tuż po tym, gdy w sierpniu 2024 roku nadeszła wiadomość o jej śmierci. Ta krótka wymiana wiadomości mówi o Katarzynie Mrzygłockiej więcej niż najbardziej oficjalne biogramy. Pokazuje kobietę o ogromnym harcie ducha, która nawet w walce z ciężką chorobą nie traciła poczucia humoru i niezwykłej energii.
10 sierpnia mija druga rocznica jej odejścia. W cyklu „Wałbrzyscy Herosi” wracamy do postaci, której brak wciąż jest wyczuwalny – zarówno na sejmowych korytarzach w Warszawie, jak i na ulicach jej rodzinnego Wałbrzycha.
Kiedy w latach 90. Wałbrzych przeżywał najtrudniejszy czas po likwidacji kopalń, Kasia – bo tak mówiła o niej większość znajomych i mieszkańców – nie przyglądała się kryzysowi z daleka. Praca w Powiatowym Urzędzie Pracy oraz w Radzie Miejskiej była dla niej bezpośrednim zderzeniem z ludzkim lękiem o jutro, utratą pracy i brakiem perspektyw. To wtedy ukształtowało się jej podejście do polityki: bez zbędnego patosu, za to z absolutnym skupieniem na konkretnym człowieku.
Gdy zdobyła mandat poselski, do Warszawy zabrała ze sobą dokładnie tę samą wałbrzyską wrażliwość. W Sejmie powierzano jej funkcje wymagające niezwykłego wyczucia. Była wiceprzewodniczącą klubu parlamentarnego i dbała o etykę oraz dyscyplinę poselską – rolę z natury surową i wdzięczną niezwykle rzadko. Ona jednak sprawowała ją po swojemu: z ciepłem, wyrozumiałością i uśmiechem. W świecie polityki pełnym ostrych sporów potrafiła budować mosty i zjednywać sobie ludzi po obu stronach barykady. Jej sejmowy pokój był dla wielu miejscem, gdzie można było po prostu usiąść, porozmawiać i odpocząć od politycznej gorączki.
Najważniejszy był jednak dla niej zawsze powrót na Dolny Śląsk. Przez lata cicho i konsekwentnie wspierała wałbrzyskie placówki medyczne – w tym szpital ginekologiczno-położniczy oraz szpital im. Sokołowskiego. Stawała w obronie spraw pracowniczych jako przewodnicząca Rady Ochrony Pracy, pomagała lokalnym fundacjom, szkołom i dzieciom. To właśnie od najmłodszych otrzymała jedno ze swoich najważniejszych wyróżnień – Order Uśmiechu, który ceniła sobie najbardziej, bo przyznany z czystego, dziecięcego serca.
Ostatnie miesiące jej życia nie były pokazowe. Zgodnie ze swoim stylem nie szukała rozgłosu ani współczucia. Pracowała niemal do samego końca, pokazując niezwykłą klasę i godność.
Dwa lata po jej śmierci w Wałbrzychu nie wspomina się jej przez pryzmat politycznych nagłówków. Wspomina się Kasię – osobę, która po prostu była blisko ludzi, słuchała ich i potrafiła pomóc bez robienia wokół siebie hałasu.
Co sądzisz na ten temat?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy .
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu walbrzych24.com. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu . Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Źródło: walbrzych24.com
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.