1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    DIOZ uratował lisy z Legnicy. Miasto zawiodło - wiceprezydent nie

    DIOZ uratował lisy z Legnicy. Miasto zawiodło - wiceprezydent nie

    0przeszczepów
    1169odsłon
    DIOZ uratował lisy z Legnicy. Miasto zawiodło - wiceprezydent nie

    Jest wniosek o wydalenie Marcina Borysa z Koalicji Obywatelskiej. Spóźniony? +5 11 1 Spis treści "Miasto Legnica popisało się całkowitą nieudolnością i brakiem elementarnej empatii w stosunku do cierpiących szczeniąt lisów, których matkę zabiło auto. Służby przez miesiąc nie były w stanie znale

    Spis treści

    1. Pani Maria sama z liskami
    2. Rocznie sto próśb z Legnicy
    3. Środek na ostraszanie
    4. Mejl do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt
    5. Wiceprezydent od spraw beznadziejnych
    6. Ratunek
    7. Legnica musi z tym coś zrobić

    "Miasto Legnica popisało się całkowitą nieudolnością i brakiem elementarnej empatii w stosunku do cierpiących szczeniąt lisów, których matkę zabiło auto. Służby przez miesiąc nie były w stanie znaleźć żadnego rozwiązania, by zrobić cokolwiek w sprawie rozkładających się żywcem zwierząt" - pisze Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. Znamy tę historię od podszewki, bo kiedy miejskie instytucje okazały się bezradne, to my poprosiliśmy DIOZ o interwencję.

    4 lipca, sobota, koło południa. Alarmujący telefon od Mai Lewickiej z Legnickiego SOS dla Zwierząt Psiakot. Do domku dla kotów na Bielanach od kilku tygodni przychodzą lisie szczenięta, by wyjadać kocią karmę. Są wygłodzone i ewidentnie chore, zarażone świerzbowcem albo podobną chorobą, bo schodzi z nich sierść. Lisica, którą jakiś czas wcześniej zabił samochód na ul. Bielańskiej, prawdopodobnie była ich matką. Bez pomocy człowieka także te maluchy czeka śmierć. Trzeba coś zrobić. Dostaję telefon do pani Marii.

    Pani Maria sama z liskami

    Pani Maria jest wolontariuszką, dokarmia koty wolno żyjące z Bielan. Nie może patrzeć na cierpienie zwierząt. W sprawie lisków poruszyła niebo i ziemię. I udało jej się ściągnąć do siebie patrol legnickiej Straży Miejskiej. Tyle że skończyło się na niczym. Funkcjonariusze rozejrzeli się po terenie i oznajmili, że nic nie mogą zrobić, bo koci domek, w którym stołują się liski, nie stoi na gruncie gminy. Ergo - to prywatny problem i niech sobie pani Maria sama radzi. To bezczelny wykręt, bo lisy poruszają się nie tylko po prywatnych posesjach. Straż Miejska ewidentnie miga się od interwencji. 

    Wydaje się, że liski są dwa. Dopiero w połowie lipca okaże się, że jest też trzeci, najmniejszy i w najgorszym stanie ze wszystkich. Przychodzą nieregularnie, najczęściej pod wieczór. Czasem po opróżnieniu misek kładą się w domku i odpoczywają. Wyglądają tak, że pani Marii ściska się serce. Ale nie wie, co jeszcze mogłaby zrobić, by ktoś zareagował.

    Rocznie sto próśb z Legnicy

    Pierwsza myśl: Krzysztof Strynkowski. Fantastyczny człowiek, przyrodnik, który pod szyldem FOPiT GOBI prowadzi w Raczkowej ośrodek, gdzie ratuje dzikie zwierzęta. Niestety, po okresie ekstremalnych upałów ośrodek jest pełen ptaków, które potrzebowały ratunku, i pan Krzysztof nie jest w stanie na cito przyjąć lisich szczeniąt z Legnicy. Na podstawie opisu i filmików, które dostałem od panii Marii, ocenia, że zaatakował je świerzbowiec albo nużeniec. To zaraźliwa choroba, która może przejść na inne zwierzęta oraz ludzi. 

    - Leczenie nie jest szczególnie skomplikowane i daje dobre rezultaty, ale wymaga dużego nakładu czasu - dodaje Krzysztof Strynkowski. - Niestety, 90 procent weterynarzy w takich przypadkach zaleca uśpienie zwierzęcia.  

    Podobny ośrodek jak w Raczkowej działa w Tomaszowie Bolesławieckim. Właściciel Klekusiowa mówi, że rocznie odbiera około stu próśb w sprawie dzikich zwierząt z samej Legnicy. Ale nie ma podpisanej z miastem umowy, więc wszystkim odmawia. Z tego powodu lisów z Bielan też nie przyjmie. 

    Środek na ostraszanie

    Jest sobota, prawie nic nie pracuje.  Mój telefon odbiera urzędnik dyżurujący w Wydziale Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta w Legnicy. Zna temat z relacji strażników. Ode mnie dowiaduje się o świerzbowcu. To dla niego nowość. Mówi, że w poniedziałek miasto wyśle pracowników pod adres pani Marii, by spryskali teren środkiem odstraszającym lisy. Tłumaczę, że to żadne rozwiązanie: zwierzęta przeniosą się dalej. A bez kociej karmy poumierają z głodu lub zginą w inny sposób. Przekonuję, że liski trzeba wyłapać i po wyleczeniu wypuścić na wolność. Nic to nie daje.

    Mejl do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt

    W swej bazie telefonów mam kilka numerów do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Nikt nie odbiera. Ale głos automatycznej sekretarki zachęca mnie, bym wysłał zgłoszenie mejlem. Piszę, że DIOZ jest ostatnią nadzieją na uratowanie lisków z Bielan. "Zostały same i żyją dzięki karmie podjadanej kotom. (...) W idealnym świecie zostałyby odłowione, zbadane przez weterynarza i leczone. Niestety, świat nie jest idealny. Straż Miejska z Legnicy nie chce ich odłowić i przekazać do leczenia weterynarzowi, z którym miasto Legnica ma podpisaną umowę, wymawiając się tym, że liski przebywają na prywatnym terenie". Do mejla dołączam zdjęcie otrzymane od pani Marii. Zostawiam swój numer telefonu i prośbę o pilny kontakt. 

    Wiceprezydent od spraw beznadziejnych

    Około godziny 14 dzwonię do Aleksandry Krzeszewskiej, zastępczyni prezydenta Legnicy - empatycznej, wrażliwej, skutecznej. Niezawodnej w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Nie raz i nie dwa korzystałem z jej pomocy w trudnych sprawach dotyczących dobra zwierząt. Zawsze pomogła - i tym razem także od razu włącza się do działania. Rozumie, że sprawa jest pilna. Na początek rozmawia z komendantem Straży Miejskiej, który wysyła patrol do pani Marii, by lepiej rozeznał się w sytuacji. Przez następną godzinę utrzymujemy z Aleksandrą Krzeszewską gorące łącze. Z odłowieniem lisów strażnicy powinni sobie poradzić, tylko żadne z nas nie potrafi wymyślić, co potem. Na pewno nie można ich umieścić w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt przy ul. Ceglanej. Każde osobno - ja, pani wiceprezydent - szukamy odpowiedniego ośrodka. 

    Strażnicy przyjechali na Bielany. Nafochani, że na nich naskarżono. Skrzyczeli panią Marię, że postawiła sobie koci domek bez pozwolenia. I odejchali. Problem pozostał.

    W międzyczasie odbieram telefon od wolontariuszki Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, która przeczytała mój mejl. Od razu mówi, że przyjadą do Legnicy, wyłapią liski i je wyleczą. Kontaktuję ją z panią Marią, by omówiły szczegóły, a sam zawiadamiam wiceprezydent Aleksandrę Krzeszewską, że sprawa jest załatwiona. Razem oddychamy z ulgą. 

    Ratunek

    DIOZ działa szybko, profesjonalnie, z dużym zaangażowaniem. Pod kocim domkiem ustawia dwie żywołapki. Najpierw w jedną z nich łapie się pierwszy lisek i zostaje przewieziony do klinki weterynaryjnej pod Jelenią Górą. Dostaje leki. Kilka dni później dołącza do niego drugi. A wczoraj - trzeci, ten najmniejszy i najbardziej chory. 

    DIOZ: "Nie wyglądały już jak lisy. Wyglądały jak małe, zagubione stworzenia wyniszczone przez chorobę. Całe w świerzbie, wychudzone, z ranami na całym ciele. Bardziej przypominały cmentarne hienki niż rudych mieszkańców lasu (...) Świerzb drążący dosłownie zjadał ich skórę. Mają bolesne rany, są skrajnie osłabione, anemiczne i niedożywione. Jeszcze chwila i mogłyby nie mieć siły walczyć o życie. Przed nami leczenie, dobra karma i tygodnie opieki. Kiedy tylko wrócą do pełni sił, wrócą tam, gdzie ich miejsce, a więc na wolność".

    Razem z panią Marią nie posiadamy się radości.  Jesteśmy bardzo wdzieczni ekipie z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, bo lisy z legnickich Bielan będą żyć. Dziękuję też za ogromne zaangażowanie Aleksandrze Krzeszewskiej, zastępczyni prezydenta Legnicy. 

    Jeśli ktoś chce pomóc w ratowaniu tych maluchów, może zamówić im im puszki z mokrą karmą dla psów np. przez calidi.pl i zlecić wysyłkę do Ośrodka DIOZ, Pietrzyków 19, 58-170 Dobromierz, tel. 661 222 034 lub wpłacić datek na działalność DIOZ z dopiskiem "liski". Numer konta znajdziecie pod TYM LINKIEM. 

    Legnica musi z tym coś zrobić

    Sprawa na tym się jednak nie kończy. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt skierował do prokuratury zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez urzędników z Legnicy. Wystąpił też do wiceprezydent Aleksandry Krzeszewskiej z wnioskiem o podjęcie działań, by w przyszłości na terenie miasta nie dochodziło już do takich sytuacji.

    "Skoro służby przerasta stosunkowo „prosty” do rozwiązania problem, to jak wygląda reagowanie w sprawach większego kalibru? Mamy nadzieję, że miasto wyciągnie wnioski, zapewni choćby karmę dla leczonych zwierząt, opłaci koszty ratowania i stworzy konkretne instrumenty reakcji w takich sytuacjach, o których zostaną poinformowani mieszkańcy."

    Do tematu wrócimy. Sprawdzamy, jak z dzikimi zwierzętami, które potrzebują pomocy, radzą sobie inne miasta. Chcielibyśmy, aby Legnica skorzystała z najlepszych wzorców, bo empatyczna wiceprezydent nie wystarczy. 


    Źródło: tuLegnica.pl

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA