
Nowy premier Węgier korzysta z większości konstytucyjnej, którą po wyborach uzyskała jego partia Tisza. Kontrowersje budzą jednak metody rozliczeń z Fideszem, takie jak prawne zablokowanie powrotu do władzy Viktora Orbána i próba usunięcia z urzędu prezydenta Tamása Sulyoka.
Wkrótce miną trzy miesiące od zdecydowanego zwycięstwa partii Tisza w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. 53-procentowe poparcie zdobyte w głosowaniu pozwoliło na uzyskanie większości konstytucyjnej. Premier Péter Magyar zapowiedział rozliczenie z systemem rządów Orbána stworzonym przez 16 lat nieprzerwanej władzy Fideszu. Teraz nadszedł czas na konkretne kroki. 15 czerwca parlament zatwierdził ograniczenie do 8 lat możliwości sprawowania urzędu premiera. To rozwiązanie wprowadzone „specjalnie” dla Viktora Orbána, uniemożliwiające jego powrót do władzy. Zdecydowano również o likwidacji Urzędu Ochrony Suwerenności, który za rządów Fideszu służył do kontrolowania organizacji pozarządowych. Tydzień później premier ogłosił kolejną serię reform, którą nazwał „operacją »Oczyszczający ogień«”. Zapowiedział m.in. zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, stworzenie urzędu do zbadania nieprawidłowości w wydatkowaniu funduszy publicznych – o szerokich uprawnieniach – oraz wprowadzenie limitu kadencji dla posłów. Nadchodzi też polityczna batalia wokół próby zdjęcia z urzędu prezydenta Tamása Sulyoka, powołanego w czasach Fideszu. Wypowiedzi premiera z ostatnich tygodni wskazują na to, że nie zawaha się on nawet przed zmianą konstytucji, aby usunąć ostatnie bastiony władzy Fideszu. Rozliczenia przyspieszają, ale narastają też kontrowersje. Czy Magyar zaczął już wchodzić w buty swojego poprzednika, którego oskarżał o autorytarne zapędy?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
już od 14,90 zł
Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI