
Poszukiwanie prawdy stanowi istotny element demokracji, która sama jest narzędziem uczestnictwa w dobru wspólnym - napisał papież.
Klasyka szkolnego życia: utarczka między uczniami. Nauczyciel nie docieka co i jak. Domaga się, by obaj się uspokoili. Chce, żeby zapanował spokój. Obaj potraktowani są tak samo. I ten, który zaatakował, i ten, który się broni. Tak, czasem nie ma to większego znaczenia, bo obaj nawzajem sobie dokuczali, a to, co widać, jest tylko ostatnim tego aktem. Czasem jednak jest to zrównanie tego, który się broni z tym, który zaatakował. Agresora i jego ofiary....
W życiu społecznym podobne sceny oglądamy dość często. Trudno dociec kto zaczął, kto prorokował bardziej, kto bardziej winny. Więc symetrycznie: obie strony winne. I ten z drzazgą w oku i ten z belką. Najwyraźniej mogliśmy coś takiego dostrzec w pierwszych latach wojny na Ukrainie. Obie strony winne – zdało się uważać całkiem spore grono ludzi. Także tych prominentnych, ważnych w publicznej debacie. A przecież jest różnica między tym, który się broni a tym, który napadł...
Takie historie w relacjach międzyludzkich, w naszych społeczeństwach ciągle się powtarzają. Ciągle z poczuciem wyższości wobec obu stron jakichś konfliktów, nie wchodząc w sedno problemu, różni mędrcy głoszą, że trzeba spokoju, że trzeba się kochać, że trzeba wybaczać. Nie interesuje ich, że teraz okradziony chodzi głodny, a złodziej opływa w dostatki. Nie interesuje ich, że oczerniony właśnie stracił pracę, a oczerniający awansował. To nieistotne, ma być spokój. Bo przecież spokój jest święty, spokój jest najważniejszy. Nie zauważają, że chowanie głowy w piasek automatyczne powoduje, że na krzywdzonego wypina się swoje cztery litery. Co krzywdzącego ośmiela do dalszych ataków. Zaatakuje, odbierze i zaraz przestanie. A to ofiara się drze i domaga sprawiedliwości...
Taką właśnie postawę krytykuje w swojej encyklice papież Leon XIV. W jej 134 punkcie czytamy:
Poszukiwanie prawdy stanowi istotny element demokracji, która sama jest narzędziem uczestnictwa w dobru wspólnym. Kiedy pytanie o to, co jest prawdziwe, przestaje budzić zainteresowanie, a górę bierze pragmatyzm zadowalający się tym, co wydaje się użyteczne albo skuteczne, życie demokratyczne słabnie. Nie opiera się ono bowiem wyłącznie na zasadach i procedurach, lecz nade wszystko na lojalnym stosunku do faktów i rzeczywistym ukierunkowaniu na dobro osób oraz całego ciała społecznego. Obojętność wobec prawdy powoli, lecz nieuchronnie prowadzi ku totalitaryzmowi, dla którego – jak napisała filozof Hannah Arendt – idealnym poddanym jest nie tyle człowiek ideologicznie przekonany, ile „człowiek, dla którego nie istnieje już rozróżnienie między faktem a zmyśleniem (tzn. rzeczywistość doświadczenia) i rozróżnienie między prawdą a fałszem (tzn. normy myślenia)”.
Papieżowi nie chodzi oczywiście tylko zagrożenie płynące z poświęcenia prawdy w imię świętego spokoju. Można ją poświęcać w imię wielu innych pseudowartości. Zdobycie albo utrzymanie władzy, zyskanie popularności, przychylności opinii społecznej, sterowanie społecznymi przemianami – mocno widoczne w tzw. poprawności politycznej... Byle osiągnąć swoje. Że to działania krótkowzroczne? Nie na tyle, by koniecznie musiały uderzyć w tych, którzy takie narzędzia stosują. Różne –izmy miewają jednak długi żywot, a zdobyte raz profity oznaczają zabezpieczenie do końca życia (patrz dzisiejsza sytuacja finansowa dawnych SB-ków i prześladowanych przez nich opozycjonistów). To się nieraz naprawdę opłaca. Pewnie nieraz do czasów ostatecznego sądu....
Papież napisał, że ta pogarda do prawdy osłabia demokrację. Pisał w kontekście społeczeństw, ale można chyba powiedzieć, że osłabia wszystkie międzyludzkie relacje. W rodzinie, w szkole, w pracy, w Kościele. Bo i te relacje nie opierają się jedynie na zasadach i procedurach, ale na prawdzie.
Papież zauważa w końcu, że obojętność wobec prawdy prowadzi do totalitaryzmów. Bo „rację” ma wtedy silniejszy, mający do dyspozycji więcej mediów, mający więcej oddanych władzy akolitów, mogący takich akolitów opłacić, mający za sobą służby wymiar sprawiedliwości. Tak, brak szacunku dla prawdy rodzi totalitaryzm.
Nie tylko – znów zauważmy – w społeczeństwie rozumianym szeroko, w państwie. Także w rodzinie, w układach szkolnych, zawodowych, w Kościele... Jeśli obowiązuje narracja silniejszego, ten słabszy może być dowolnie tłamszony. Bo jego głosu nikt nie usłyszy..
Warto wziąć sobie tę papieską refleksję do serca.
Całą encyklikę możesz znaleźć TUTAJ
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl