
Programowanie komputerów kwantowych jest obecnie bardzo siermiężne i przypomina tworzenie programów dla pierwszych maszyn z lat 40. XX wieku - ocenił prof. Wojciech Bożejko. Dodał, że świat inwestuje w tę technologię, czekając na tzw. Q-Day, a więc dzień "supremacji kwantowej".
Prof. Wojciech Bożejko, kierownik Katedry Automatyki i Obliczeń Kwantowych na Wydziale Informatyki i Telekomunikacji Politechniki Wrocławskiej, tłumaczy w rozmowie z PAP, że współczesne komputery kwantowe ogólnego zastosowania posiadają maksymalnie około 400 kubitów. Na razie przy większej liczbie kubitów błędy i zakłócenia (zaszumienie) są zbyt duże, aby poprawnie na nich liczyć. Pomimo tych ograniczeń, rządy i przedsiębiorstwa przeznaczają miliony euro na rozwój komputerów kwantowych, przygotowując się na nadejście tzw. Q-Day.
Do złamania powszechnych zabezpieczeń o długości 2048 bitów potrzeba - według szacunków profesora - 10 000 kubitów. Choć technologia kwantowa pozwoliłaby na błyskawiczne dekodowanie danych m.in. przy użyciu kwantowego algorytmu Shora, zdaniem rozmówcy Q-Day nie nadejdzie w ciągu najbliższego roku.
Zwrócił przy tym uwagę, że kryptografia postkwantowa, reklamowana obecnie jako gotowe zabezpieczenie przed komputerami kwantowymi, opiera się na niepewnych założeniach. Ponieważ naukowcy wciąż szukają nowych metod łamania szyfrów, to zabezpieczenie, które dziś wydaje się być nie do złamania przez komputer kwantowy, jutro może już przestać być bezpieczne.
Zdaniem prof. Bożejki oprogramowanie kwantowe to dziedzina nowa, wymagająca cierpliwości i nakładów finansowych na badania praktyczne.
Ludwika Tomala (PAP)