
Teologowie nauczają, że ikona to okno uchylone na niebo. Ale może staje ono otworem tylko dla takich, jak tamtych dwoje zwyczajnych ludzi.
Jest deszczowy jesienny wieczór, na Jasnej Górze dochodzi godzina dwudziesta pierwsza. Kaplica wypełniona po brzegi, głowa przy głowie, serce przy sercu. Za chwilę rozpocznie się Apel Jasnogórski.
Stoję w prezbiterium, wpuszczony przez zakrystię, przyciśnięty do ściany, w głębi, tak że nie widzę nawet Cudownej Ikony.
Mogę ją tylko oglądać odbitą w spojrzeniu wpatrzonych w nią ludzi.
I nie potrafię od tego widoku oderwać oczu. Czuję się tak, jakby moim udziałem stało się objawienie. Ukazuje mi się ono w odległości zaledwie kilku metrów ode mnie.
Tamtego wieczoru byłem świadkiem obecności Maryi. Oglądanej w osobach dwojga wizjonerów.
Na wprost Królowej, w pierwszym rzędzie, stoi dwoje ludzi – kobieta i mężczyzna, chyba przed czterdziestym rokiem życia. Nie wiem, jak wcześnie musieli tu przyjść, by zająć najbardziej uprzywilejowane miejsce w kaplicy.
Chociaż stoją w centrum, nikt ich nie widzi, nikt nie zwraca na nich uwagi. Czy na pewno nikt? Ktoś na nich patrzy – mam wrażenie, że tylko na nich. Patrzy z taką uwagą i czułością, że dla tych dwojga przestał istnieć cały świat. Istnieją tylko Ona i oni.
Kim są? Nie ma powodu, by ktoś się nimi zainteresował. Nie są ani piękni, ani dobrze ubrani. Są szarzy, prości, ubodzy, spracowani, mają na sobie odświętne tanie ubrania. Ich zmęczone twarze uniesione są w górę, ku Ikonie.
Jak nazwać to, co widzę? Są różni. Jego spojrzenie – jakby w czystym zachwycie, jej – jakby w ufnym zawstydzeniu. Trwają zapatrzeni. Nie robią niczego więcej. Zdawałoby się, że nie oddychają, że krew nie krąży w ich żyłach. Oni tylko są…
Dla nich zegary się zatrzymały. Na pół godziny przestał istnieć czas.
Dwoje ludzi… Żadne z nich przez cały ten czas nie oderwało oczu od Madonny.
Tych dwoje nie widziało Obrazu. Oni spotkali się z żywą Maryją. Reszta zniknęła.
To o nich pisał prymas Wyszyński: „Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą”.
Jakże zazdrościłem im ich prostej wiary, ich bezgranicznej ufności, tego zakochania, które oddaje wszystko. W tym momencie ich życie osiągnęło swój szczyt. Stanęli na Jasnej Górze i wspięli się z niej jeszcze wyżej – aż do nieba.
Będą o tej wizycie opowiadać swoim dzieciom i wnukom. Wracać do tej chwili jak do najpiękniejszego wspomnienia. Będą mówić o tym spotkaniu do końca życia, z nadzieją, że powtórzy się ono raz jeszcze – gdy będą umierać.
To mistyka prostych i pokornych. Dostępna chyba tylko dla takich serc.
Tamte chwile ujawniły w tych ludziach najpiękniejsze piękno stworzenia, które nie straci nigdy swego powołania do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Do bycia z Nim jednością – tak blisko, jak w utraconym Raju.
Piękne było również i to, że nie byli osobno. To było ich wspólne doświadczenie, ich „razem”. Nie stali jeden obok drugiego – oni trwali przyciśnięci do siebie.
Pewnie gdyby byli tu zupełnie sami, a nie ściśnięci przez ludzką ciżbę, staliby tak samo blisko.
Tych dwoje ludzi widzi tu więcej niż wszyscy uczeni i mędrcy razem wzięci. To oni powinni opowiadać nam o Jasnogórskim Oknie otwartym na Siódme Niebo. Ale skoro nie pochylą się nad pustymi kartami i nie napiszą słowa, to, co ja napiszę, z całą pokorą, na jaką mnie stać, oddaję im – w hołdzie, na kolanach. Kolejne dni i miesiące zachwycony ich otwarciem na dotyk nadprzyrodzonego ciepła i miłości.
Teologowie nauczają, że ikona to okno uchylone na niebo. Ale może staje ono otworem tylko dla takich, jak tamtych dwoje zwyczajnych ludzi. Otwarcie ikony na widoki Raju jest możliwe tylko dla nich – dla tych, których serca już są „otwarte” na Boga.
Nieważne, czy byli to święci, czy ludzie pełni słabości i grzechu. Należy tu zastosować inne kryterium. Jak je nazwać? Może to tęsknota za tym, kim każdy z nas był i jest w Bożych planach – za świętością właśnie, za zjednoczeniem ze Stwórcą, za życiem w krainie Bożej woli, do której tęsknimy, ale do której nie umiemy trafić?
Powyższy tekst jest fragmentem książki " Wszystko o ikonie, która może wszystko ". Autor: Wincenty Łaszewski. Wydawnictwo FRONDA
Tydzień z Wiara.pl