
Jedna puszka nowego napoju piwnego o mocy 17 proc. zawiera tyle czystego alkoholu, co około pięć kieliszków wódki. Lekarze ostrzegają, że choć produkt nazywany jest „piwem”, dla organizmu działa jak mocny alkohol. Sprawa wywołuje dyskusję także w kontekście zbliżającego się sierpnia – miesiąca dobrowolnej abstynencji w Kościele katolickim.
Na sklepowych półkach pojawił się napój piwny o zawartości 17 proc. alkoholu. Sprawę opisała 12 lipca 2026 r. Anna Klimczyk na łamach WP abcZdrowie. Sam fakt wprowadzenia takiego produktu nie byłby może zaskakujący, gdyby nie to, że sprzedawany jest on w puszce przypominającej zwykłe piwo. Zdaniem lekarzy może to stwarzać mylne wrażenie, że mamy do czynienia z typowym napojem chmielowym.
Jak wylicza dr n. med. Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych i ekspertka w dziedzinie hepatologii, puszka o pojemności 500 ml zawiera około 67 gramów czystego alkoholu. To odpowiada około siedmiu standardowym porcjom alkoholu, pięciu kieliszkom wódki lub trzem i pół klasycznego piwa o mocy 5 proc.
Ekspertka podkreśla, że o działaniu alkoholu decyduje nie nazwa produktu, lecz ilość etanolu. Jej zdaniem napój o mocy 17 proc. działa na organizm znacznie bardziej jak mocny alkohol niż tradycyjne piwo. Taki poziom zawartości alkoholu uzyskuje się zwykle dzięki specjalnym metodom produkcji, m.in. zamrażaniu brzeczki, wykorzystaniu drożdży o wysokiej tolerancji na alkohol lub dodatkowi spirytusu.
Podobnego zdania jest prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. Jak podkreśla, każdy gram alkoholu działa toksycznie niezależnie od tego, czy pochodzi z piwa, wina czy wódki. – „Piwo”, które zawiera 17 proc. alkoholu, piwem nie jest – ocenia.
Lekarze zwracają uwagę, że szczególnie niebezpieczne może być szybkie wypicie takiego napoju. Dwutlenek węgla przyspiesza opróżnianie żołądka, przez co alkohol szybciej trafia do krwiobiegu. Efektem jest gwałtowny wzrost jego stężenia we krwi, pogorszenie refleksu i koordynacji ruchowej oraz większe ryzyko zatruć, urazów czy niebezpiecznych zachowań. Alkohol obciąża również wątrobę, która odpowiada za metabolizm około 90 proc. spożytego etanolu.
Kontrowersje budzą także promocje alkoholu. Prof. Fal uważa, że jego reklama powinna zostać całkowicie wyeliminowana z przestrzeni publicznej, również z internetu. Z kolei dr Pyziak-Kowalska przypomina, że badania pokazują zależność między łatwiejszą dostępnością alkoholu, jego niższą ceną a wzrostem spożycia, zwłaszcza wśród osób najbardziej narażonych na uzależnienie.
Dyskusja wokół nowego produktu zbiegła się z okresem poprzedzającym sierpień – miesiąc dobrowolnej abstynencji, do której od ponad 40 lat zachęca Kościół katolicki w Polsce. Inicjatywa Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych ma przypominać, że rezygnacja z alkoholu może być wyrazem troski o własne zdrowie, ale także solidarności z osobami uzależnionymi i ich rodzinami.
Pojawienie się na rynku 17-procentowego „piwa” pokazuje, że dyskusja o odpowiedzialnym podejściu do alkoholu nie dotyczy wyłącznie indywidualnych wyborów. To również pytanie o granice marketingu, sposób promowania napojów alkoholowych i odpowiedzialność za zdrowie publiczne.