
Dziś 16:02 GOSC.PL
Rezolucja Parlamentu Europejskiego dotycząca sprawozdania Komisji Europejskiej za rok 2025 na temat Ukrainy w której krytycznie oceniono decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu elitarnej jednostce wojskowej Sił Zbrojnych Ukrainy imienia Bohaterów UPA jest ważnym precedensem w naszych sporach historycznych z Ukrainą.
Parlament w rezolucji ubolewa nad „niedawną niepotrzebną i niesprowokowaną eskalacją spowodowaną przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego polegającą na nadaniu elitarnej jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imienia Bohaterów UPA ”. Zwraca uwagę, że „zwłaszcza w świetle niezachwianego wsparcia Polski dla Ukrainy w walce z rosyjską agresją zaniedbano fakt, że kwestia ta jest delikatna i bolesna dla polskiego społeczeństwa w kontekście szacowanej na wiele dziesiątków tysięcy liczby ofiar UPA i rodzin zabitych”. Izba zwróciła też uwagę, że „decyzja ta szkodzi stosunkom dobrosąsiedzkim oraz wcześniejszym wysiłkom na rzecz rozwiązania nierozstrzygniętych i bolesnych aspektów w dwustronnych stosunkach historycznych w duchu prawdziwego i szczerego pojednania, a także nie jest zgodna z wartościami europejskimi”. Za tekstem głosowało 592 europosłów, 42 było przeciw, a 11 wstrzymało się od głosu.
Dzień wcześniej w czasie dyskusji na temat tej rezolucji niemiecki europoseł Michael Gahler powiedział ważne słowa, które powinny być przemyślane w Kijowie: „Fakt, że te grupy UPA walczyły również przeciwko Stalinowi i o ukraińską państwowość, w żadnym wypadku nie może zrównoważyć, zneutralizować ani nawet usprawiedliwić popełnionych okrucieństw. Żadnej osoby ani organizacji nie można wybiórczo oceniać za jej czyny”. Zaś Andrzej Halicki (KO) stanowczo stwierdził: „Żadne euro nie może być wydane na te oddziały, które mają imię zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo”.
Umiędzynarodowienie skandalu, jakim była decyzja Zełeńskiego o zrobieniu z UPA jednego z symboli obecnej armii ukraińskiej jest właściwą drogą, gdyż na dialog w tej sprawie z Kijowem, obecnie nie możemy liczyć. Co najwyżej będziemy słyszeć stamtąd, że decyzja nie miała obrażać Polaków, a w wersji ostrzejszej, że nikt nie będzie Ukraińcom wybierał ich bohaterów. Mogą być także pogróżki, jak te, które wobec nas skierował ostatnio szef kancelarii prezydenta Ukrainy gen. Kyryło Budanow. Z jego wypowiedzi wynikało, że nawet uroczyste obchodzenie 11 lipca, Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP, będzie w Kijowie odbierane jako eskalacja sporów.
Szkoda że w tej kwestii nie udało się zbudować jednolitego stanowiska polskich parlamentarzystów. Osobne uwagi do rezolucji zgłosiła frakcja ludowa, odmienne europejscy konserwatyści. Ostatecznie przegłosowana została rezolucja zaproponowana przez Europejską Partię Ludową do której należą KO i PSL. Frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS, przygotowała wersję ostrzejszą. Proponowała, aby Parlament Europejski wezwał do tego, by nie otwierać kolejnych klastrów negocjacyjnych, dopóki Ukraina nie uzna kampanii czystek etnicznych prowadzonej przeciwko Polakom przez Ukraińską Armię Powstańczą, a także masowych aktów okrucieństwa, których UPA dokonała wobec ludności żydowskiej.
Problemu gloryfikacji we współczesnej Ukrainie tradycji UPA nie można sprowadzać jedynie do działań jej oddziałów zbrojnych. UPA była formacją partyjną, stworzoną przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów OUN (B) opierającą się na skrajnie nacjonalistycznej ideologii, będącej w istocie ukraińską wersją niemieckiego nazizmu. Nie byłoby ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-45, gdyby szeregi bojowników UPA nie były przez lata wychowane w duchu nienawiści do Polaków, Żydów i wszystkich innych nacji, żyjących na terenach, które oni uznawali za swoje. Celem była budowa niepodległej Ukrainy - państwa o ustroju zbliżonym do faszyzmu.
Propaganda OUN (B) zawsze przedstawiała Polaków jako naturalnych wrogów narodu ukraińskiego. Słowa jednej ze zwrotek pieśni, popularnej wśród jej działaczy, a później w szeregach UPA „Zrodziliśmy się z krwi narodu", brzmiały: "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć/ Śmierć moskiewsko-żydowskiej przeklętej komunie/ Prowadzi nas OUN na krwawy bój". Każdy bojownik UPA znał na pamięć „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty” . Punkt pierwszy tej deklaracji głosił : „Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz walcząc o nie”. Punkt siódmy: „Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy”. Punkt ósmy: „Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu”. W takim klimacie duchowym tworzone były oddziały UPA i z tego ideowego dziedzictwa wynikały mordy i pacyfikacje polskich wiosek i osad na Wołyniu, a później w Galicji Wschodniej. Tradycja OUN (B) UPA w żadnym stopniu nie obciążała suwerennego państwa ukraińskiego, powstałego w 1991 r. Kult tej formacji przez wiele lat był peryferyjną nacjonalistyczną osobliwością, widoczną jedynie na terenach Ukrainy Zachodniej. Jednak od tzw. rewolucji godności na Majdanie w 2014 r. kult UPA coraz bardziej stał się częścią dziedzictwa całego kraju, a wojna z rosyjską agresją te procesy przyspieszyła i nasiliła. Przyczyniły się do tego prace historyków z Zachodniej Ukrainy, najczęściej bezkrytycznych apologetów UPA, których publikacje wielokrotnie były krytycznie recenzowane przez polskie środowiska naukowe. W żaden sposób nie wpływało to na powtarzanie przez nich nieprawd o tzw. drugiej wojnie polsko-ukraińskiej bądź krwawej rebelii ukraińskiego chłopstwa, mszczącego się rzekomo za wielowiekowe krzywdy i upokorzenia. Wszystkie te tłumaczenia miały jeden cel: zdjąć z OUN UPA odpowiedzialność za przygotowanie i przeprowadzenie czystek etnicznych na Wołyniu, a później w Galicji Wschodniej. Decyzja prezydenta Zełeńskiego była kolejnym punktem w tym procesie, gdyż wpisywała tradycje UPA do dziedzictwa współczesnej armii ukraińskiej. Dlatego reakcja prezydenta Nawrockiego musiała być zdecydowana i stanowcza. Wierzę, że Ukrainie uda się obronić swą suwerenność i w tym powinniśmy jej nadal pomagać. To nie znaczy, aby nie reagować na groźne, niepokojące nas tam zjawiska. A recydywa banderyzmu z pewnością do takich należy. Polscy politycy wielokrotnie powtarzali, że z Banderą na sztandarach Ukraina do Unii nie wejdzie. Po decyzji w Strasburgu Kijów wie, że nie tylko Polacy są tego zdania.
Andrzej Grajewski W redakcji „Gościa Niedzielnego” pracuje od czerwca 1981 r. Dziennikarz działu „Świat”. Doktor nauk politycznych, historyk. Autor wielu publikacji prasowych i książek – m.in. „Wygnanie” oraz „Agca nie był sam: wokół udziału komunistycznych służb specjalnych w zamachu na Jana Pawła II”.