RAK
    Katolicyzm dnia trzeciego

    Katolicyzm dnia trzeciego

    1433 odsłon
    Katolicyzm dnia trzeciego

    Ma być tak. Dlaczego? Bo tak ma być.

    Bardzo się zdziwiłem, gdy po latach wyznawania, że Chrystus trzeciego dnia zmartwychwstał usłyszałem swego czasu po raz pierwszy, że „zmartwychwstał dnia trzeciego”. Tak to mamy teraz w oficjalnej wersji tłumaczenia Credo. Dziwnie to brzmi, prawda? Jakbyśmy akcentowali, na przekór innym, że akurat trzeciego, nie innego. Samo zmartwychwstanie – niewątpliwie sprawa najważniejsza – schodzi na plan dalszy. Podejrzewałem złośliwe, że zmiany tej dokonano pod wpływem jakiejś pracy doktorskiej dotyczącej biblijnej formuły „dnia trzeciego”. Zacząłem więc szukać. Nawet w greckim oryginale. Nigdzie nie natknąłem się w Biblii na taką kolejność tych słów. To może w greckiej, oryginalnej wersji wyznania wiary? Szukam, znajduję (jest w Wikipedii): jak byk pisze καὶ ἀναστάντα τῇ τριτῃ ἡμέρᾳ. „Trita hemera”, nie „hemera trita”. To może po łacinie? Nie. W łacińskiej wersji Credo też mamy „resurrexit tertia die”. Skąd więc pomysł, żeby te słowa przestawić i zaakcentować – dość absurdalnie – że Jezus zmartwychwstał trzeciego dnia właśnie, a nie drugiego czy czwartego? Pomysły na w miarę racjonalne wyjaśnienie tego zjawiska mi się wyczerpały.

    Po co woda święcona?

    Skoro nie ma racjonalnego wytłumaczenia dla tego dziwactwa, to pewnie istnieje jakieś wytłumaczenie irracjonalne – pomyślałem sobie. Nie byłby to jedyny taki przypadek, kiedy ktoś upiera się przy takim czy innym widzeniu spraw dotyczących naszej wiary i krzywi się na każdą inną możliwość. Ja tam jestem tolerancyjny (naprawdę ;)! ) i wiele znoszę. Ot, takie żegnanie się wodą święconą. Uczeni twierdzą, że gest te ma sens przy wchodzeniu do kościoła: wchodząc w uświęconą przestrzeń obmywam się z brudów tego świata. Gdy człowiek robi tak wychodząc z kościoła wygląda, jakby na jakieś brudy napatoczył się w kościele, podczas Eucharystii. Od lat więc tak nie robię, ale nie krzywię się, gdy robią tak inni. Myślę sobie nawet czasem, że może jednak wychodząc z kościoła w ten świat warto skropić się święconą wodą. Bo przecież skoro w nim tyle „szatana i innych duchów złych, „które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą” to gest ten jest jak najbardziej zrozumiały. Ale, choć tolerancyjny (podkreślam po raz drugi ;)) i często próbuje się doszukiwać jakichś pozytywów, pewnych rzeczy jednak wytłumaczyć sobie nie potrafię. Na stojąco czy klęcząco?

    Ot, sprzeciwu wobec przyjmowania Komunii na stojąco. A właściwie w procesji... I wszystko jasne, prawda? W procesji. W drodze. Chleb Pielgrzymów, pokarm w drodze do życia wiecznego... I piękne nawiązanie do pierwszej Paschy, tej opisanej w Księdze Wyjścia, która też spożywana była w pośpiechu, na stojąco właśnie. To nieistotne, że w drodze? Przecież to jedna z ważniejszych prawd chrześcijańskiego życia! W liturgii przypomina to choćby procesja wejścia. W drodze, dochodzący do symbolizującego Chrystusa ołtarza. Ciągle w drodze do Niego, ciągle zobowiązani do tego, by zbliżać się coraz bardziej, by stawać się coraz wierniejszym Jego uczniem...

    No i ten krój ornatu. Przecież to peleryna, płaszcz: nie tak? Czyli strój podróżującego. A biskup ma nawet pastorał, czyli kij w ręce, kij wędrowca, nie tylko do przywoływania do porządku owiec... Czy wypowiedziana na klęczkach modlitwa „Panie, nie jestem godzien”, po której „uzdrowiona jest dusza moja” nie jest wystarczającym wyrazem ukorzenia się przed Bogiem? W większości chyba parafii obie formy są akceptowane: nie odmawia się Ciała Pańskiego ani temu, kto wyciągnie ręce, ani temu, kto klęknie (i z racji wzrostu zadrze głowę tak, że spadną mu do tyłu założone na czole słoneczne okulary). Ale znam i takie, w których proboszcz wymusza klękanie przez idących w komunijnej procesji przez podawanie Ciała Pańskiego przy klęczniku....

    Do ust czy na rękę?

    Nie inaczej z przyjmowaniem Komunii na rękę. Zwyczaj wcześniejszy niż komunia do ust. Przez setki lat chrześcijanie przyjmowali Ciało Pańskie niegodnie? Bo rękami wiele grzeszymy? Myślę, że w dzisiejszych czasach ustami znacznie więcej. Jest zresztą w przyjmowaniu Komunii na rękę coś pięknego: oto Chrystus przez ten moment faktycznie jest w moich rękach. To wyraz zaufania do mnie, zwykłego chrześcijanina; to pokazanie, że nie jestem gorszym chrześcijaninem niż ci wyświęceni; że jestem traktowany w Kościele poważnie, jak człowiek dojrzały, a nie jak niemowlę, które trzeba karmić przez smoczek albo łyżeczką, bo wyrzuci, pobrudzi albo jeszcze co innego. A partykuły? Myślę, że gdyby Pan Jezus chciał, żeby nigdy żadna najmniejsza nawet cząstka Jego Ciała nie spadła na ziemię czy nie przykleiła się do ludzkiej ręki, to nie stałby się czymś tak kruchym i łamliwym, jak chleb. Już i tak zresztą w procesie wyrobu tak utwardzanym, by tych cząstek było jak najmniej...

    Cała dyskusja wokół przyjmowania Komunii powinna koncentrować się wokół tego, by przyjmować ją godnie, by przygotowane były na to nasze serca, a nie na tym, co zewnętrzne. Można oddawać cześć Bogu klęcząc, można stojąc czy idąc w procesji. Może kochać Boga przyjmując Ciało Chrystusa wprost do ust, można i przyjmując je najpierw na rękę... Nie co zewnętrzne jest tu najistotniejsze, ale nasze serca. A te mogą być twarde, zapiekłe i wypełnione wszelakim brudem niezależnie od tego, jak przyjmujemy Komunię...

    Gdzie powinno być umieszczone tabernakulum?

    Inny temat: usytuowanie tabernakulum. Tylko w środku, powinno być w centrum. Ha. Czym jest ta budowla, kościół? Nie jest świątynią na wzór świątyń pogańskich. Jest miejscem modlitwy, miejscem, w którym spotykają się chrześcijanie. Przede wszystkim na Eucharystii. W jej centrum ma być symbolizujący Chrystusa ołtarz. Wokół niego chrześcijanie mają się gromadzić. Tabernakulum zaś jest w pierwszym rzędzie miejscem przechowywania Ciała Pańskiego. Nie na następną mszę – jak to często bywa – ale dla chorych, ewentualnie na wypadek, gdyby na następną Mszę przyszło więcej osób, niż oczekiwano. W wielu wielkich kościołach w Europie, także tych starych, tabernakulum nie jest więc usytuowanie centralnie, w ołtarzu. Często przechowuje się Najświętszy Sakrament w bocznych kaplicach, w kaplicach adoracji. I nic nie wskazuje, że to efekt posoborowych przeróbek. Nie jest to, jak uważają niektórzy, wyraz braku szacunku dla Jezusa ukrytego od postacią chleba, odstawianie Go na boczny tor. To wyraz rozumienia tego, czym jest chrześcijańska świątynia i czym Ciało Pańskie, którym w pierwszym rzędzie mamy się karmić, w drugim adorować. A przy okazji unika się tych dość jednak dziwnych sytuacji, gdy człowiek wychodząc z kościoła przyklęka najpierw przed tabernakulum, a potem przed Chrystusem wystawionym w znajdującej się przy wejściu kaplicy adoracji. W jednym kościele (chodzi o budynek) tu Chrystus, tam Chrystus... Trochę to jednak dziwne.

    Akceptuję rzeczywistość jaka jest. W jednym kościele jest tak, w innym inaczej. I jedno drugie na pewno nie jest wyrazem braku szacunku dla Eucharystycznego Chrystusa, ale wynika z takiego czy innego akcentowania spraw wiary. Irytuje mnie jednak, gdy umieszczenie tabernakulum inaczej niż za głównym ołtarzem traktuje się jako brak szacunku dla Niego...

    To Słońce nie przyjdzie ze wschodu

    Za najbardziej irracjonalne uznaję jednak pojawiające się tu i ówdzie ubolewania, że zrezygnowaliśmy z pięknej chrześcijańskiej tradycji orientowania kościołów. Czyli budowania ich tak, by ołtarz ustawiony był ku wschodowi (tak, pamiętam że pisał też o tym papież Benedykt). Ot, taka krakowska Bazylika Mariacka... Tak, owszem, był taki zwyczaj, ale, po pierwsze, nie był on powszechny. Dość powiedzieć, ze żadna z rzymskich Bazylik Większych nie jest orientowana. Ważniejsze jednak, że to sprzeczne z całą judeochrześcijańska tradycją, które niebo, a więc i kierunek, z którego przyjdzie kiedyś Chrystus, umieszcza w górze. Nie zamierzam zamęczać Czytelników cytatami biblijnymi tę tradycję pokazującymi, ale jeden przytoczyć powinienem: scenę wniebowstąpienia Jezusa.

    Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: «Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba ».(Dz 1)

    Jeśli nawet w Kantyku Zachariasza (Łk 1) Jezus nazwany jest Wschodzącym Słońcem, to jest „z WYSOKA Wschodzącym Słońcem”, czyli tym który przyjdzie z góry. Stąd zresztą cała tradycja zdobienia kościołów tak, że na sklepieniu przedstawiane jest niebo z Bogiem, aniołami i świętymi... A jeśli u Ezechiela jest mowa o chwale Bożej udającej się na wschód i powracającej ze wschodu, to jest to przecież odniesienie do geografii tego regionu: na wschód Juda został uprowadzony, ze wschodu do Jerozolimy powrócił...

    To wypatrywanie powracającego Chrystusa na wschodzie źle mi się kojarzy nie tylko dlatego, że jestem Polakiem, a na wschód od nas, wiadomo jacy władcy... Zwróćmy uwagę: podczas wschodu wydaje się, że słońce wychodzi... z ziemi. Skojarzenie wręcz bluźniercze, pokazujące że to niezbyt szczęśliwy symbolika dla Chrystusa. Ważniejsze jednak od skojarzenia z naturą są dla mnie biblijne skojarzenia ze wschodem. Bo co jest w Biblii na wschodzie? W czwartym rozdziale Księgi Rodzaju czytam, co stało się z Kainem po zabójstwie Abla: „ Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, NA WSCHÓD od Edenu”. Dalej? W opowieści o wieży Babel czytamy:

    Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ZE WSCHODU, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: «Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu». A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: „Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi”.

    Brrr. Zło zamieszkało na wschodzie, przybywający ze wschodu przynieśli swoją pychę.... Fatalny symbol dla kierunku, z którego miałby przyjść Chrystus. Warto dodać, że i w opowieści o narodzeniu Jezusa ze wschodu przychodzą mędrcy. Zauważmy co to znaczy: że na wschodzie nie ma Boga, że musieli Go szukać na zachodzie, w Betlejem...

    Horyzonty, a nie punkt widzenia

    Spośród różnych wyznań chrześcijańskich jest katolicyzm chyba najbardziej wyznaniem akcentującym „i”. Wiara jest i łaską i dawaną Bogu odpowiedzią człowieka; do zbawienia potrzeba jest wiara i uczynki – czyli pokazanie życiem, że wiara nie jest czczą deklaracją; źródłem wiary jest i Tradycja i Pismo Święte... Nie wypada, żeby katolicy upierali się przy jedynie słusznych poglądach, deprecjonując poglądy tych, którzy odwołują się do innej, nieraz bardzo starej chrześcijańskiej tradycji. Zwłaszcza, gdy to upieranie się poparte jest jedynie irracjonalnym wewnętrznym przekonaniem, że powinno być, jak ja uważam.

    aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

    Tydzień z Wiara.pl

    Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Gdański

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era