Temat wysokich cen w nadmorskich smażalniach wraca każdego sezonu wakacyjnego. W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się tzw. paragony grozy, które wywołują gorące dyskusje. Okazuje się jednak, że wysokie rachunki to nie jedyny problem. Jeszcze większe zaskoczenie przyniosły kontrole IJHARS. Inspektorzy wykazali, że w wielu lokalach serwowano klientom inne ryby niż te deklarowane w menu. Nieprawidłowości stwierdzono w ponad trzech czwartych skontrolowanych restauracji i smażalni.
Autor: Pixabay.com ZDJĘCIE POGLĄDOWE
Kosmiczne ceny i oszustwa w menu. Kontrole w smażalniach ryb
Wysokie ceny ryb nad Bałtykiem od lat budzą emocje. Zdjęcia kolejnych „paragonów grozy” regularnie trafiają do internetu i stają się tematem dyskusji. Ostatnio spore poruszenie wywołał rachunek opublikowany przez influencerów Jakuba Kwiecińskiego i Dawida Mycka, którzy odwiedzili jedną ze smażalni w Ustce.
Podczas wizyty zamówili dwa dorsze w małych porcjach oraz frytki i surówki. Za obiad dla dwóch osób zapłacili 230 zł.
Kontrole IJHARS w nadmorskich smażalniach. Masowe nieprawidłowości
Choć temat "paragonów grozy" nad morzem powraca każdego lata, wyniki kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych pokazują, że problem jest znacznie szerszy. Inspektorzy sprawdzili 50 restauracji i smażalni serwujących ryby nad Bałtykiem. Uchybienia wykryto w 38 z nich, czyli aż w 76% skontrolowanych lokali.
Podczas kontroli oceniano jakość ryb, ich skład oraz sposób oznakowania. Same produkty nie budziły zastrzeżeń pod względem smaku czy wyglądu, jednak badania laboratoryjne wykazały już konkretne nieprawidłowości.
Jak informuje „WP”, w ośmiu przypadkach stwierdzono tzw. podmianę asortymentową. W praktyce oznaczało to, że klienci otrzymywali inną rybę niż ta, którą zamawiali z menu. Inspektorzy ujawnili między innymi sprzedaż soli jako limandy żółtopłetwej. Zdarzały się również sytuacje, w których zamiast dorsza atlantyckiego lub morszczuka argentyńskiego podawano znacznie tańszego czarniaka, określanego także jako dorsz czarny.
Wyniki kontroli w smażalniach. Braki w menu i złe oznakowanie
Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło jednak sposobu oznaczania oferowanych dań. Błędy stwierdzono w 79 spośród 118 skontrolowanych partii, czyli w prawie 67%. W wielu restauracjach brakowało pełnych informacji o składzie potraw, w tym wykazu alergenów, a także składników wykorzystanych do przygotowania panierki. Inspektorzy zwracali również uwagę na nieprecyzyjne nazewnictwo ryb. W menu często pojawiał się po prostu „dorsz”, mimo że w rzeczywistości serwowano czarniaka lub dorsza czarnego, co mogło wprowadzać klientów w błąd.
Kontrolerzy wykazali ponadto brak informacji o sposobie przygotowania ryby, rodzaju porcji oraz rozbieżności dotyczące deklarowanej masy. W części lokali nie informowano również jednoznacznie, że oferowane danie stanowi zestaw z dodatkami. W związku z wykrytymi nieprawidłowościami IJHARS zastosowała wobec przedsiębiorców sankcje przewidziane w obowiązujących przepisach.