
Aleja Gwiazd Sportu we Władysławowie znowu jest dłuższa. Kolejne gwiazdy odsłonili: Kamil Stoch, Iwona Guzowska, Stanisław Krzesiński, Jarosław Hampel i Sebastian Świderski. Wszystkich gwiazd jest już 199. Niewiele mniej, niż w najbardziej medialnej Alei Gwiazd w Międzyzdrojach. Ta we Władysławowie jest jednak największym w Polsce, wyjątkowym pomnikiem pamięci o najwspanialszych sportowcach i trenerach w naszym kraju.
Termin tegorocznego wydarzenia (18 lipca 2026 r.) nie był przypadkowy. Organizatorzy dostosowali się do wolnych dni Kamila Stocha.
– Już w latach ubiegłych zapraszaliśmy go na wydarzenie, ale napięte obowiązki sportowe, treningi i starty w turniejach uniemożliwiały mu przyjazd do nas – powiedział podczas konferencji prasowej prowadzący Sławomir Siezieniewski .
Kamil Stoch uzupełnił, że zwlekał z przyjazdem z rozmysłem.
– Uważam, że odpowiednim czasem na celebrowanie takich uroczystości jest ten, gdy zakończyłem karierę, nie w trakcie jej trwania – dodał.
We Władysławowie zameldował się kilka dni wcześniej
Nasz najlepszy skoczek narciarski ostatnich lat przyjechał do Władysławowa razem z bratem żony. Wcześniej, niż wymagał tego oficjalny kalendarz odsłonięcia jego gwiazdy.
– Dwa dni wykorzystaliśmy na wycieczki rowerowe po Półwyspie Helskim – zdradził. – Zatrzymaliśmy się w jednym szczególnie urokliwym miejscu. Zjedliśmy też rybę z frytkami. Chciałbym, dla zdrowia przytyć trzy lub cztery kilogramy.
Kamil przyznał, że na razie odpoczywa od skoków narciarskich, poświęca czas rodzinie.
– Odniosłem wiele sukcesów sportowych, ale najważniejszym moim sukcesem do tej pory było małżeństwo – wyjaśnił skromnie.
Iwona Guzowska miała dla ludzi przesłanie
Kolejną uhonorowaną była utytułowana mistrzyni w boksie i kick-boxingu Iwona Guzowska. To jedyna Polka, która sięgnęła po pas mistrzyni świata w boksie zawodowym w trzech federacjach. Pamiątkową gwiazdę wręczył jej pięściarz, medalista olimpijski Krzysztof Kosedowski.
– To on wsparł moją karierę na zawodowych ringach. Możliwe, że bez niego nie byłoby mnie tutaj z państwem – powiedziała wzruszona. – Po tylu latach kariery, łzach, krwi i pocie, które wylałam w ringu wiem jedno, że nie musimy wszystkiego na siłę udowadniać. Nigdy nie byłam szczęśliwsza, niż teraz. Z drugiej strony nie możemy tylko marzyć i siedzieć na fotelu. Wtedy nic się nie zrealizuje. Zacznie się dziać dopiero, gdy z tego fotela wstaniemy.
Morze jest słone od potu sportowców
Trzecia gwiazda należała w tym roku do siatkarza Sebastiana Świderskiego . Przyznał on, że w Cetniewie przeżył swój najbardziej morderczy obóz przygotowawczy, od którego rozpoczęła się jego kariera.
– To były najgorsze dwa tygodnie w moim życiu – wyznał. – Wylałem tutaj ogromne ilości potu.
– To właśnie od tych litrów potu, który polscy sportowcy zostawiają na plaży morze stało się słone – zażartował Andrzej Supron , którego gwiazda jest już w Alei Gwiazd Sportu. – Zawsze, gdy tutaj jestem odwiedzam drzewo, które w związku z jej odsłonięciem posadziłem na terenie ośrodka – wspominał. – Dzisiaj jest już wyższe ode mnie.
Najlepszy trener na świecie
Podczas spotkania z dziennikarzami wiele ciepłych słów padło również na temat bohatera kolejnej gwiazdy, trenera zapasów Stanisława Krzesińskiego.
– Mimo, iż już nie musi cały czas przyjeżdża na zgrupowania. Jest mentorem zapaśników. Nadal żyje sportem. Zrezygnował z prowadzenia kadry narodowej bo uznał, że należy zrobić miejsce dla innych, ale moim zdaniem mógł nadal odnosić sukcesy – chwalił wyróżnionego Supron.
Pod sceną… motocykl
Organizatorzy postarali się, aby tegoroczna uroczystość odsłonięcia gwiazd nie była monotonna. Kolejny zasłużony sportowiec, żużlowiec Jarosław Hampel przyjechał pod scenę na swoim motocyklu. On też zakończył już bogatą karierę i z radością uczy się nowego, bardziej spokojnego życia. Bez obowiązków, które wynikają z grafików startów i pracy z kadrą narodową.
– Uwielbiam podróże, koncerty rockowe, teraz mam na to więcej czasu – powiedział.
Gdy wszystkie gwiazdy zostały już odsłonięte a autografy rozdane byli zawodnicy przenieśli się na teren ośrodka w Cetniewie, gdzie każdy z nich posadził swoje drzewo. Kamil Stoch, który najdłużej pozował do zdjęć z fanami pojawił się na miejscu ostatni.
– To nie jest pierwsze drzewo, które sadzę – zażartował. – Swój dom chciałem nieco oddzielić od świata zewnętrznego, dlatego wokół posadziłem już może nawet kilkadziesiąt drzew i krzewów. Albo kilkaset. Nie liczyłem ich.
Na koniec kolacja i… śpiew Andrzeja Suprona
Sadzenie drzew trwało dłuższą chwilę. Nie było to bowiem wbicie symbolicznej łopaty. Sportowcy musieli nieco zmęczyć się podczas zasypywania sporych dołków. W pewnym momencie zaczęli pomagać im w tym ludzie, którzy stali obok. Andrzej Supron również nie patrzył na pracujących bezczynnie, chwycił grabie i zaczął wyrównywać ziemię wokół posadzonych roślin.
Na zakończenie wszyscy uhonorowani oraz zaproszeni goście udali się na uroczystą kolację, podczas której – nie mogło być inaczej – wesoła natura Andrzeja Suprona zatriumfowała po raz kolejny tego dnia. Chwycił mikrofon i zaczął śpiewać znane przeboje: „ Gdzie się podziały tamte prywatki ” i „ Schody do nieba ”.
– Zostałem wywołany przez szefa zespołu, który grał na sali – tłumaczył wesoło. – Lubię śpiewać. Nie umiem, ale lubię więc nie odmówiłem. Przynajmniej zachęciłem ludzi do tańca.
Były zapaśnik, przy okazji swojego występu, zmienił nieco tekst słynnych „ Prywatek ” i nawiązał do obecnych na imprezie pań.
– Ludzie za mało się uśmiechają – kontynuował. – Humor nic nie kosztuje, a żyje się z nim o wiele lepiej.
Przyznał, że we Władysławowie przebywał od piątku i każdego dnia kąpał się w morzu, również w niedzielę, gdy pogoda była mniej sprzyjająca.
– Lubię duże baseny – zażartował.
Najbardziej smakowały mu sałatki. Łakomym okiem patrzył też na desery, ale tych akurat nie spróbował bo od lat ich unika.
Za rok Marcin Gortat…
Wspomnienia tegorocznego wydarzenia pozostają jeszcze świeże, muzyka grana podczas kolacji brzmi ciągle w uszach a organizatorzy już planują, co będzie działo się za rok.
– Wstępnie mogę potwierdzić, że swój udział zapowiedział Marcin Gortat – wyjaśnił Jerzy Szczepankowski, prezes Fundacji Aleja Gwiazd Sportu. – Rozmawiamy na temat terminu uroczystości. Możliwe, że nie będą to już wakacje, ale majówka, od której we Władysławowie rozpoczyna się sezon?
Pozostaną z nami przez wieki
Gwiazdy z Alei Gwiazd we Władysławowie wykonane są z brązu i zamocowane w granicie. Ich wymiary to 90 na 90 cm, a grubość 10 cm. Od 26 lat przygotowuje je ta sama firma. Aby je dźwignąć i osadzić w miejscu przeznaczenia potrzeba przynajmniej dwóch ludzi. Iwona Szewińska powiedziała kiedyś, że jej dekoracje trwały zaledwie kilka minut, ale jej gwiazda w tej alei będzie świeciła już zawsze.
Fot.: Zbigniew Heliński
Dołącz do grona naszych Przyjaciół na Patronite
Byłeś świadkiem zdarzenia na terenie powiatu puckiego? Jest temat, który chcesz nagłośnić? Daj nam znać! Podziel się zdjęciami z nami i naszymi Czytelnikami. Prześlij je nam na maila ([email protected]) lub wyślij w wiadomości prywatnej WhatsAppem (+48 888 332 446). Znajdziesz nas również na Facebooku, platformie X, Instagramie, TikToku, LinkedIn.