
Ciąg dalszy sprawy "domków covidowych" w Mechelinkach. Zostaną rozebrane
Jest kontynuacja głośnej sprawy nielegalnie wybudowanego osiedla mieszkaniowego w Mechelinkach. Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił 17 skarg kasacyjnych w związku z tzw. "domkami covidowy...
Państwowi kontrolerzy prześledzili ponad pięć lat funkcjonowania wycinka pomorskich instytucji powołanych, by temperować radosną twórczość inwestorów budowlanych. W opracowaniu, jakie przygotowali, jak w lustrze przegląda się niedowład całego systemu, a skalę problemu dobrze ukazuje fakt, że tylko na terenie dwóch turystycznych gmin częściowa inwentaryzacja z powietrza wykazała ponad tysiąc potencjalnych samowoli budowlanych. Okazuje się bowiem, że właściciele gruntów stają na głowach, by obejść przepisy, a na ich posesjach (często bardzo atrakcyjnie położonych, lecz zgodnie z prawem w ogóle nieprzeznaczonych pod zabudowę) na potęgę mnożą się rożnego rodzaju bungalowy, domki letniskowe czy przyczepy kempingowe, dźwięcznie nazywane „obiektami pozornie tymczasowymi”.
Instytucje działają, ale nieadekwatnie do skali samowolek
„Brak działań systemowych prowadził do tego, że do identyfikacji przypadków samowoli budowlanych dochodziło sporadycznie, a w efekcie zaniechań często na tyle późno, że możliwa była ich legalizacja w postępowaniu uproszczonym, czyli bez względu na obowiązujące ograniczenia, związane m.in. z ochroną przyrody i krajobrazu, a także zakazy zabudowy, co skutkowało uniknięciem opłaty legalizacyjnej” – czytamy w opracowaniu NIK. Na podstawie analizy niemal 6-letniej działalności starostw powiatowych oraz powiatowych inspektoratów nadzoru budowlanego w pow. puckim, kościerskim i chojnickim oraz urzędów gmin Władysławowo, Krokowa, Kościerzyna, Karsin, Chojnice i Brusy , powstał dokument opisujący niedowład całego systemu.
Według NIK, gminy najczęściej ograniczały się do zgłaszania jednostkowych przypadków, a w reakcji powiatowi inspektorzy nadzoru budowlanego (PINB) sprawdzali wyłącznie sygnalizowane nieprawidłowości, „niewspółmiernie do zidentyfikowanej potencjalnej skali zjawiska”. Starostwa powiatowe z kolei osobnych kontroli nie planowały, nie prowadziły wcale lub miały one „charakter doraźny i nie zawsze były rzetelne”.
Przez ten dziurawy jak sito mechanizm przeciekała trudna do oszacowania w skali całego regionu liczba obiektów stawianych wbrew obowiązującym przepisom. Ich fundatorzy, zdając sobie sprawę z faktycznej bezkarności, wykorzystywali mechanizm pozwalający na legalizację samowoli budowlanych po 20 latach z uniknięciem standardowej procedury i wymaganej opłaty.
Zaniechania stwarzały zagrożenia dla przyrody
Pewne pojęcie o potencjalnej skali zjawiska, daje skupiająca się na wspomnianych trzech powiatach, NIK-owska publikacja. Czytamy tam, że tylko częściowa inwentaryzacja z powietrza terenów gmin Władysławowo i Krokowa wykazała 1044 potencjalne samowole budowlane, a w poprzedzających ją pięciu latach (2020-2024) zgłoszono łącznie zaledwie 47(!) podobnych przypadków. Tymczasem Urząd Gminy Chojnice skontrolował 27 zbiorników bezodpływowych znajdujących się na działce zlokalizowanej w pobliżu jeziora Charzykowskiego, a jednak położonych przy nich samowolnych „obiektów rekreacji indywidualnej” do PINB nie zgłosił. W powiecie kościerskim natomiast dziewięć z jedenastu sprawdzonych przez kontrolerów działek użytkowano niezgodnie z rolniczym przeznaczeniem.
"Dziennik Bałtycki" jest na Google News . Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie . Obserwuj dziennikbaltycki.pl w Internecie.
Czytaj cały artykuł u źródła — Puck Nasze Miasto (naszemiasto.pl)
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.