
Galilejczycy, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Jezus został wzięty spomiędzy was do nieba, ale przyjdzie tak samo, jak Go widzieliście idącego do nieba.
Po swojej męce wiele razy okazywał im, że żyje. Przez czterdzieści dni zjawiał się im bowiem i mówił o królestwie Bożym. Gdy zasiedli do wspólnego posiłku, nakazał im: „Nie opuszczajcie Jerozolimy, ale oczekujcie spełnienia się obietnicy Ojca, o której wam mówiłem: Jan chrzcił wodą, wy zaś wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.
A zebrani pytali Go: „Panie, czy teraz na nowo przywrócisz królestwo Izraela?”. Odpowiedział im: „Nie możecie znać czasu ani chwili, które zastrzegł sobie Ojciec. Otrzymacie jednak moc Ducha Świętego, który zstąpi na was, i staniecie się moimi świadkami w Jeruzalem, w całej Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi”.
A kiedy to powiedział, zobaczyli, jak uniósł się w górę, a obłok zabrał Go im sprzed oczu. Uporczywie wpatrywali się w niebo, gdy On odchodził. Wtedy stanęli przy nich dwaj mężczyźni ubrani na biało i powiedzieli: „Galilejczycy, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Jezus został wzięty spomiędzy was do nieba, ale przyjdzie tak samo, jak Go widzieliście idącego do nieba”.
Potem wrócili do Jeruzalem z góry zwanej Oliwną, która znajduje się blisko Jeruzalem, w odległości drogi szabatowej (Dz 1, 3–12).
Życie człowieka przypomina poniekąd życie ptaka. Najpierw poczynamy się i rozwijamy w gnieździe, jakim jest łono naszej matki. Po narodzinach, początkowo tak jak pisklę potrzebujemy być karmieni przez naszych rodziców. Przychodzi jednak czas, kiedy zaczynamy ruszać skrzydłami, kiedy samodzielnie zaczynamy wykonywać coraz więcej zwykłych czynności.
Stopniowo, dzięki miłości Boga i ludzi nabieramy coraz większej pewności siebie, co sprawia, że zaczynamy początkowo na krótko, a następnie na dłużej opuszczać nasze rodzinne gniazdo, aby uczyć się latać i odkrywać pasjonujący świat. I nawet jeśli pojawiają się porywiste wiatry, sprytne drapieżniki czy po prostu zmęczenie, to pasja samodzielnego życia i latania poza horyzont jest w nas coraz silniejsza.
Przychodzi dzień, kiedy opuszczamy nasze gniazdo – dom rodzinny – i wzlatujemy ku przestworzom nowego życia. Ten proces rozwoju życia i stopniowego usamodzielniania się ostatecznie dopełnia się w nas w chwili, kiedy dolecimy do progu wieczności, aby spotkać się z Bogiem. Okazuje się, że ten proces był nam bardzo potrzebny, abyśmy mogli odkryć, że nasze ziemskie gniazdo było tymczasowe, a niebo jest wieczne. Można więc powiedzieć, że czas życia w gnieździe przygotowywał nas do wznoszenia się ku górze, abyśmy mogli kiedyś wstąpić do nieba. W tym sensie odczytajmy refleksję świętego mnicha z Libanu:
Przyjrzyj się ptakom: jak pieczołowicie budują swoje gniazda, ostrożnie składają jaja, z jaką czułością opiekują się swoim potomstwem, zanim ich pisklętom wyrosną skrzydła i odlecą w niebo. Ptaki strzegą drzew swego Pana. Budujesz swoje gniazdo, składasz jaja i chowasz swoje młode na drzewie, którego korzenie ulegają jednak stopniowemu rozkładowi, korniki zjadają twój pień, a ćmy--szkodniki podgryzają twoje gałęzie i liście. Jeśli twoje drzewo runie na ziemię, gniazdo się rozsypie, a potomstwo rozproszy i zostaniesz sam z pustymi, połamanymi gałęziami. Trudzisz się i pracujesz, aby zbudować mocne i ciepłe gniazdo, gdzie twoje potomstwo może się rozwijać, a potem odlecieć i w przyszłości złożyć własne jaja. Zadbaj o drzewo tak, jak dbasz o gniazdo. Zostało ci powierzone, tak samo jak twój dom. Powyższy tekst jest fragmentem książki " Maryja oczami św. Szarbela. Rozważania różańcowe pisane w Libanie ". Autor: ks. Jerzy Jastrzębski. Wydawnictwo ESPRIT
Warto wrócić do...
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.