1. RAK
  2. ›
  3. Pomorskie

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Dobry chleb potrzebuje czasu

    Dobry chleb potrzebuje czasu

    RAK0RAK0przeszczepów
    3024 odsłon
    Dobry chleb potrzebuje czasu

    Pokora wobec rzemiosła i natury

    Pamięta swoje początki, gdy dziesięć lat temu wyciągał z pieca pierwsze domowe bochenki i wyrzucał do kosza nieudane wypieki. W robieniu chleba Łukasza Stafieja zafascynowało go to, że właściwie z niczego – prostej mieszaniny wody i mąki – po kilku dniach rodzi się żywa kultura, z której można stworzyć coś tak pociągającego i prawdziwego jak dobry chleb. Dziś, prowadząc rzemieślniczą mikropiekarnię, wie, że w tym zawodzie kluczowa jest pokora wobec natury i rzemiosła.

    Zakwas to żywy organizm. Tak jak każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni. – Od zakwasu wszystko się zaczyna, ale tak naprawdę nie jest to nic skomplikowanego. To przefermentowana mąka z wodą, żywy organizm i kultura bakteryjna, która jak każdy z nas może mieć swoje lepsze i gorsze dni. Praca z takim ciastem z jednej strony jest rutyną, ale z drugiej wymaga ogromnego czucia. Tego nie da się po prostu wyczytać z przepisu w książce – tłumaczy Łukasz.

    Czas robi robotę

    Współczesny rynek piekarniczy w dużej mierze zdominowany jest przez przemysłową produkcję i głęboko mrożone ciasto, które trafia do wielkich sieciówek. Taki proces wymaga pośpiechu i ulepszaczy – chleb ma powstać szybko, wyglądać idealnie i kosztować grosze. Na przeciwległym biegunie stoi rzemiosło i kraftowy wypiek. W małych pracowniach nikt nie idzie na skróty. Zamiast chemii i błyskawicznych drożdży jest tylko mąka, woda, sól oraz to, co najważniejsze: czas. Chleb nie powstaje tu na taśmie fabrycznej, lecz jest efektem długiej pracy na żywym organizmie.

    Proces narodzin rzemieślniczego bochenka w piekarni Łukasza przypomina pracę zegarmistrza. Aby wypiec świeży chleb we wtorek rano, trzeba rozpocząć już w niedzielę po południu od nastawienia zaczynu. Zakwas - bakterie mlekowe i octowe - wykonuje swoją pracę, a ciasto powoli dojrzewa w chłodni. Dopiero potem następuje delikatne dzielenie na kęsy i formowanie bochenków – tak, by nie stracić siatki glutenowej, która skrupulatnie budowała strukturę wewnątrz ciasta. Cały proces zajmuje 36 godzin.

    Czas depcze piekarzowi po piętach na każdym kroku – Dobry chleb potrzebuje czasu, bo czas po pierwsze zwiększa jego walory smakowe, a po drugie rozkłada cukry i enzymy, dzięki czemu pieczywo jest o wiele lepiej przyswajalne przez nasz żołądek. Czas depcze piekarzowi po piętach na każdym kroku. Możemy go wydłużać, by wyciągnąć więcej niuansów smakowych, ale wystarczy przeoczyć odpowiedni moment i całe ciasto potrafi przefermentować – podkreśla.

    Chleb karmi się dobrą energią

    Rano w kameralnej pracowni nie ma miejsca na przeglądanie wiadomości przy pierwszej kawie. Między piątą a ósmą rano panuje tu pełna mobilizacja i tempo, którego mogłaby pozazdrościć niejedna redakcja newsowa. Jedna osoba dogląda pieca i wyjmuje gorące blachy, druga składa ciasto i formuje bochenki na następny dzień, kolejne przygotowują słodkie wypieki z ciasta drożdżowego. Mimo że w zespole pracuje zaledwie kilka osób, klimatu ciężkiej harówki tu nie znajdziemy – liczy się dobra energia i partnerskie relacje.

    – Najlepszy moment w tej pracy? Gdy rano wyjmujesz z pieca nasz chleb i od razu widzisz, że ma pękaty kształt, chrupiącą skórkę, bursztynowy kolor i po prostu wiesz, że wyszedł idealny. Mimo że piekę od dziesięciu lat, wciąż uwielbiam jeść swój chleb, najbardziej świeży, grubo posmarowany masłem i posypany morską solą – podsumowuje Łukasz.

    To właśnie ta namacalność i okrągły, pachnący efekt końcowy dają satysfakcję, której nie sposób porównać do pracy przed ekranem komputera. Po dziesięciu latach od upieczenia pierwszego bochenka Łukasz nie ma wątpliwości: powrót do rzemiosła i karmienie ludzi prostym, uczciwym chlebem był najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Miasto Gdańsk (miasto na prawach powiatu)

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.