
I nie tylko. Bo "500 mil" to poruszający film o rodzinnych relacjach. O nadziei, potrzebie bliskości i radzenie sobie z poczuciem winy i… stratą.
Rozmowa z Morganem Matthewsem - reżyserem filmu, który na nasze ekrany wejdzie 4 września.
Opowiedz nam, o czym jest film „500 mil”.
„500 mil” to film drogi o dwóch braciach, dwóch chłopcach, którzy uciekają z domu w północnej Anglii, aby odnaleźć swojego dziadka, który mieszka na zachodnim wybrzeżu Irlandii i zerwał kontakty z rodziną.
Jakie jest ogólne przesłanie tego filmu?
Co chciałbym, aby ludzie poczuli po jego zakończeniu lub wynieśli z niego? W tej rodzinie, która kiedyś była zżyta, a teraz jest rozbita, doszło do katastrofalnego wydarzenia, w wyniku czego wszyscy jej członkowie są głęboko nieszczęśliwi, ale pod powierzchnią nadal istnieją więzi, które ich łączą. W przypadku Finna i Charliego oraz ich podróży przez Irlandię w poszukiwaniu dziadka więzi te są tak silne, że przyciągają ich do tego miejsca. Myślę, że Finn podświadomie wie, że jego rodzice będą za nimi podążać i że potrzebna jest jakaś interwencja, która zaangażuje ich wszystkich, lub aby spróbować przejść przez to, co się wydarzyło, muszą być razem. Finn wyrusza z Charliem w podróż po Irlandii. Nie, co się wydarzy, ale wie, że doprowadzi to do pewnego rodzaju rozstrzygnięcia między członkami rodziny i ma nadzieję, że po tym wszystkim będą mogli znaleźć się w lepszym miejscu. Dla mnie przesłaniem filmu jest to, że to, co nas łączy i spaja, jest ostatecznie silniejsze niż to, co nas dzieli.
Co spodobało Ci się w tej historii?
Książka, na której opiera się film, nosi tytuł „Charlie i ja, 421 mil od domu” i została napisana przez Marka Lowry'ego. Przeczytałem ją i bardzo mnie poruszyła. Uznałem ją za zabawną i ciepłą, naprawdę przeniosła nas do świata tych dwóch chłopców odbywających podróż. Następnie połączyłem siły ze scenarzystą filmowym Malcolmem Campbellem i przez długi czas wspólnie pracowaliśmy nad scenariuszem. Obaj włożyliśmy w film i scenariusz sporo własnych doświadczeń, rozbudowaliśmy fabułę opartą na książce Marka, stworzyliśmy nowe postacie i zmieniliśmy trasę podróży chłopców. Wymagało to sporej dozy kreatywności, ale wydaję mi się, że Mark jest zadowolony z efektu.
Czy masz osobisty związek z tą historią, która tak do Ciebie przemawia?
W filmie jest wiele wątków, które przemawiają do mnie osobiście, wynikających z mojego życia i doświadczeń zdobytych podczas pracy w prawdziwym świecie, również przy tworzeniu filmów dokumentalnych. Wiesz, tak naprawdę jest to historia rodziny, która rozpadła się po ważnym i znaczącym wydarzeniu w ich życiu, rodziny, która była bardzo zżyta, ale nie zawsze funkcjonowała tak, jak większość rodzin, a ostatnio stała się bardzo dysfunkcyjna. Film jest analizą tego, co do tego doprowadziło.
Opowiedz nam o swojej wizji tego filmu i o tym, jak podchodzisz do tego rodzaju twórczych rozmów.
Zawsze zależało mi na tym, aby film był osadzony w realnym świecie. Film został w dużej mierze nakręcony w Irlandii i chciałem uniknąć stereotypowego przedstawiania tego kraju, ale jednocześnie pokazać jego piękno. Jest w nim wiele prawdziwych lokalizacji, a ponieważ jest to film drogi, kręciliśmy go praktycznie każdym dostępnym środkiem transportu – samochodami, łodziami, autokarami i wieloma pociągami. Czy o czymś zapomniałem? Nie ma samolotów. Przez większość czasu kręciliśmy w prawdziwych miejscach. Jeśli kręciliśmy na dworcu autobusowym, to był to prawdziwy dworzec autobusowy; nie zamykali go dla nas. Jeśli kręciliśmy w pociągu, to był to pociąg w ruchu. Nie było zielonego ekranu. Jeśli kręciliśmy na łodzi, to była to prawdziwa łódź na morzu. Nie korzystaliśmy ze sztucznych zbiorników. Myślę, że to nadało filmowi realizmu. Uważam też, że przyczyniło się to do bardzo dobrych występów aktorów. Moim zdaniem widzimy Irlandię w sposób, w jaki widzą ją jej mieszkańcy, podobnie jak niektóre z kluczowych lokalizacji czy charakterystycznych miejsc, jak na przykład dworzec autobusowy, to autentyczny dworzec w Dublinie, który znają wszyscy mieszkańcy. Kiedy przeprawiamy się przez Morze Irlandzkie promem, jest to prom Stena Line, a wiele osób również zna tę trasę, zarówno Anglicy, jak i Irlandczycy, ponieważ oczywiście między Anglikami a Irlandczykami istnieje długoletnia miłość, pomimo dość skomplikowanej historii. Jest wielu Anglików, którzy mają swoje korzenie w Irlandii i dziedzictwo w Irlandii, a także rodziny, które regularnie odbywają tę podróż i uważają Irlandię za swoją duchową ojczyznę... jak powiedział niedawno chyba Ed Sheeran, wywołując pewne kontrowersje.
Jakie znaczenie ma anglo-irlandzkie pochodzenie Finna i Charliego?
Rodzina Finna i Charliego jest anglo-irlandzka. Ich mama jest Irlandką, dziadek jest Irlandczykiem, a tata jest Brytyjczykiem. Mają silną więź ze swoim irlandzkim dziedzictwem, podobnie jak wielu Brytyjczyków, i naprawdę kochają Irlandię, a także w niektórych przypadkach bardziej identyfikują się kulturowo z Irlandią niż z Wielką Brytanią, co jest zrozumiałe, szczególnie w dzisiejszych czasach. Myślę, że wielu Brytyjczyków, którzy mają irlandzkie pochodzenie, czuje większą więź z irlandzkim niż z angielskim dziedzictwem.
Opowiedz nam o Finnie i Charliem i łączącej ich więzi.
Finn i Charlie to dwaj bardzo bliscy sobie bracia. Starszy brat, czyli Finn, jest bardziej introwertyczny niż Charlie, który jest głośnym i, jak mawia jego brat, gadatliwym dziewięciolatkiem. Charlie nie boi się mówić tego, co myśli, uwielbia dobre lub złe dowcipy swojego taty. Myślę, że niektóre zachowania i sposób, w jaki Charlie mówi, a także jego ogólne podejście do życia, są trochę takie, jakimi Finn chciałby być. Równocześnie jest bardzo szczęśliwy, że jego brat ma taki charakter i cieszy się tym. Myślę, że wszyscy lubią to w Charliem, że jest dość wyrazistą postacią. Jest też poczucie, że Charlie jest dość wyjątkowym chłopcem. Urodził się przedwcześnie. Kiedy był mały, miał problemy zdrowotne i czasami sytuacja była niepewna, więc oczywiście wszyscy bardzo się o niego martwili, co tylko potęgowało poczucie, że jest wyjątkowy i cenny.
Opowiedz nam o ich relacjach z dziadkiem. Co sprawia, że czas spędzony w Dingle jest dla nich tak wyjątkowy?
W Dingle mieszka ich dziadek. Dziadek John, grany przez Billa Nighy'ego, sprawił, że miejsce to stało się dla rodziny bardzo wyjątkowe. To właśnie tam wszyscy spędzają każde rodzinne wakacje, u Billego i Molly, Babci Molly. Teraz, na emeryturze, mieszkają w przyczepie kempingowej na wybrzeżu, w bardzo pięknym miejscu, które jest związane z rodzinnymi wspomnieniami i doświadczeniami chłopców, a także ich rodziców. Jest to więc po prostu, jeśli tak można powiedzieć, wyjątkowe miejsce, gdzie się udają i gdzie czują się naprawdę najszczęśliwsi, i opowiadają nam o swoich relacjach z dziadkiem. Jest on swego rodzaju dziką postacią. Więcej podobieństw jest prawdopodobnie między Charliem a Johnem, niż między Johnem a Finnem, ale wszyscy lubią dziadka Johna za jego nieco niekonwencjonalne podejście. Cieszy się życiem i wykorzystuje je w pełni. Jest charyzmatycznym facetem. Poza tym, kto nie chciałby mieć Billa Nighy'ego za dziadka? Jest też bardzo kochający, rozbrajający, nie dba o maniery, łamie zasady i podejmuje ryzyko, a oni też to w nim lubią. Mówi rzeczy, których nie powinien mówić, podobnie jak Charlie, i jest dość spontaniczny. Nie wiadomo, co się wydarzy, gdy wychodzi się z Johnem, ale wiadomo, że będzie fajnie.
Opowiedz nam, jak udało Ci się znaleźć odpowiedni ton dla tego filmu. Balansujesz między humorem, a emocjonalnym oddziaływaniem. Opowiedz nam, jak osiągnąłeś taki efekt?
Cóż, niektórzy reżyserzy, których najbardziej podziwiam, opowiadają historie z prawdziwego świata, historie, które odzwierciedlają prawdziwe życie i prawdziwą rzeczywistość tak, jak ja ją postrzegam, jak sam jej doświadczyłem i jak doświadczyłem jej w otoczeniu innych ludzi, którzy doświadczali trudnych momentów w prawdziwym świecie, a ja pokazałem to w moich filmach dokumentalnych. Kiedy realizowałem filmy dokumentalne opowiadające o trudnych tematach, zawsze było w nich obecne światło, nigdy nie jest to wyłącznie mrok. Uważam też, że jako naród, a także kulturowo w Irlandii, radzimy sobie z trudnymi sytuacjami poprzez humor. Myślę, że naprawdę ważne jest, aby mieć zarówno światło, jak i cień. Dlatego było dla mnie ważne, abyśmy darzyli tę rodzinę empatią i lubili ją jako rodzinę, abyśmy zobaczyli ją taką, jaką była przed wydarzeniami, które ją rozdzieliły. Ponadto jest to film drogi, więc akcja rozgrywa się w ciągu około 18 godzin, ale mamy też retrospekcje z czasów, kiedy rodzina była w lepszej sytuacji i widzimy, co stracili. Myślę, że to również jest bardzo ważne. Dla mnie równowaga między światłem a cieniem jest naprawdę ważna w tym filmie, a możliwość przejmowania się losem bohaterów jest niezwykle istotna. Brzmi to jak coś oczywistego, ale nie zawsze tak jest, a przynajmniej nie zawsze mam takie wrażenie, kiedy oglądam film lub serial. Moim zdaniem my naprawdę popracowaliśmy nad tym aspektem.
Opowiedz nam o aktorach. Jakich cech u nich szukałeś?
Szukając ludzi, którzy wcielą się w te postacie, mieliśmy dużo szczęścia. A ja miałem tak dobre relacje z Malcolmem Campbellem, scenarzystą, że kiedy mieliśmy na myśli konkretnego aktora, nawet podczas castingu i krótkiego czasu, jaki miałem z aktorami przed rozpoczęciem zdjęć, byliśmy w stanie dostosować scenariusz, kwestie i cechy charakteru postaci. Wszystko po to, aby dopasować je do wersji postaci granej przez konkretnego aktora i tak naprawdę napisać je pod ich kątem. Jestem również otwarty na improwizację i niewielkie zmiany w kwestiach, szczególnie w przypadku młodych aktorów, a właściwie wszystkich aktorów; oni również to akceptowali. Bardzo podobała mi się taka praca z nimi. Może to mieć miejsce przed rozpoczęciem zdjęć. Może to mieć miejsce podczas kręcenia, kiedy coś po prostu wychodzi. Często są to zabawne rzeczy. Wiecie, mieliśmy kilku bardzo zabawnych aktorów, a także spontaniczne momenty – szczególnie podczas pracy z młodym aktorem, Dexterem Sol Anselem, który gra Charliego. Zawsze coś wymyślał, miał świetne pomysły i sam był taką żywą postacią, że wydawał się bardzo pasować do tej roli. Inni aktorzy, na przykład fantastyczny Michael Socha, już wcześniej pracowali w ten sposób. Wiesz, Michael improwizował w niektórych filmach, które zrealizował z Shane'em Meadowsem, i przyniósł to ze sobą. Myślę, że to również zachęcało innych aktorów, a ponieważ jestem na to otwarty, to naprawdę dobrze działało. To dotyczy również Billa. Bill jest po prostu spełnieniem marzeń, a praca z nim to prawdziwy przywilej. Jest dokładnie taki, jak tego oczekiwałem. Jest bardzo zaangażowanym aktorem, bardzo oddanym roli, wkłada w nią ogromną pracę, i myślę, że to również nadaje ton. Jest również dobrym duchem na planie. Rozmawia z każdym i naprawdę ciężko pracuje i, jak już wspomniałem, wpływa to na ogólną atmosferę. Proces castingu, który bardzo mi się podobał, pozwolił mi obejrzeć i popracować z wieloma aktorami, zanim zdecydowałem się na odpowiednią osobę do danej roli. Uważam, że cała obsada w tym filmie jest naprawdę dobra, a ponadto pojawiają się w mniejszych rolach świetni irlandzcy aktorzy. Część aktorów była doświadczona, część nie, ale wspaniale było zgromadzić taką obsadę, aby wspierała głównych aktorów. Roman Griffin Davis jest prawdopodobnie najbardziej znany z roli Jojo w „Jojo Rabbit”, który jest oczywiście bardzo popularnym filmem. W tamtym czasie był znacznie młodszy, a teraz wyrósł na wspaniałego młodego mężczyznę. Jego gra jest bardzo subtelna i pełna niuansów, dość powściągliwa, ale ma też kilka ważnych momentów i nie chcąc zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że ostatecznie rola Romana staje się źródłem katharsis.
Poniżej zwiastun filmu:
Warto wrócić do...
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.