
Perepelica w Toporkach. Dawny obrzęd żniwny wciąż żyje i łączy pokolenia
Nie kombajny i nowoczesne maszyny, lecz sierpy, kosy, śpiew i wspólna praca. W Toporkach po raz kolejny odtworzono Perepelicę – wyjątkowy obrzęd kończący żniwa, który od lat przypomina o szacunku do chleba, ciężkiej pracy rolników i bogatym dziedzictwie kulturowym południowego Podlasia.
Perepelica to zwyczaj, który oznaczał pozostawienie na końcu pola niewielkiej kępki niezżętego żyta, którą ozdabiano kwiatami i gałązką jarzębiny. Było to symboliczne podziękowanie za plony oraz prośba o urodzaj w kolejnym roku. Dziś ten dawny obrzęd odtwarzają mieszkańcy Toporek, przekazując go kolejnym pokoleniom.
– W tym roku znowu robimy Perepelicę, pokazujemy stary obyczaj, jak kiedyś wyglądało zakończenie żniw. To było podziękowanie Bogu za urodzaj – opowiada Zoja Majstrowicz, od lat zaangażowana w organizację wydarzenia.
Jak wspomina, dawniej Perepelica była także atrakcją dla najmłodszych.
– Dzieci na polu się nudziły, więc zostawiało się garść zboża. Stawiały kołeczek, przynosiły kwiaty, ozdabiały wszystko, kładło się chleb i sól. Mówiło się, że to dla zajączka. Rodzice mogli w tym czasie spokojnie pracować, a dzieci miały swoją radość – wspomina z uśmiechem.
Wspomnienie ciężkiej pracy
Dzisiejsze pokazy są nie tylko rekonstrukcją obrzędu, ale także lekcją historii. Zoja Majstrowicz przypomina, jak wiele wysiłku wymagały kiedyś żniwa.
– Najpierw koszono sierpami, później przyszły kosy, potem żniwiarki konne, a z czasem kombajny. Ale kiedyś po całym dniu pracy ręce i nogi były pokłute od zbierania zboża. Mimo zmęczenia wieczorami jeszcze śpiewaliśmy na ławeczkach do północy. Dziś chcemy pokazać młodym ludziom i mieszkańcom miast, jak to naprawdę wyglądało – mówi.
Podkreśla również ogromne znaczenie żyta dla mieszkańców tych terenów.
– Nasze ziemie były słabe, najlepiej rodziło żyto. Było potrzebne nie tylko na chleb, ale też na słomę do krycia dachów i wyplatania słomianych koszy. Żyto zawsze było i nadal jest bardzo cenne w naszym życiu – dodaje.
Symbol życia i niekończącego się cyklu
O głębokiej symbolice Perepelicy opowiada Doroteusz Fionik ze Studia Folkloru Podlaskich Białorusinów „Żemerwa”.
– Perepelica jest uwieńczeniem rocznego trudu gospodarza. Żyto dojrzewa przez dziewięć miesięcy, podobnie jak człowiek w łonie matki. To zboże chlebowe, a sama nazwa „żyto” oznacza życie, dlatego odnoszono się do niego z ogromnym szacunkiem – wyjaśnia.
Jak podkreśla, obrzęd nie kończy się wraz ze żniwami.
Pozostawione kłosy są przechowywane do święta Zaśnięcia Bogurodzicy, święcone wraz z bukietami ziół, a następnie ich ziarno staje się pierwszym zasiewem kolejnego roku.
– W tradycyjnej kulturze nic nie jest oderwane od siebie. Wszystko tworzy jeden nieprzerwany cykl życia – zaznacza.
Chleb dla zajączka
Członkinie Koła Gospodyń Wiejskich w Toporkach dbają o to, aby wszystkie elementy dawnego obrzędu zostały wiernie odtworzone.
Na końcu pola pozostawia się kępkę niezżętego żyta, związuje ją, tworząc charakterystyczny „domek”, ozdabia kwiatami i gałązką jarzębiny. W środku układa się płaski kamień przykryty białą chustką, na którym kładzie się kromkę chleba.
– Mówiło się, że to chleb dla zajączka. Były z nim związane różne wierzenia. Jeśli ktoś w rodzinie chorował – człowiek albo zwierzę – starano się odnaleźć ten chleb i dać go do skosztowania. Trzeba było jednak zdążyć, zanim zajączek go zje – opowiadają gospodynie.
Podczas wydarzenia nie brakuje także atrakcji dla najmłodszych.
– Dzieci przynoszą kwiaty do ozdabiania Perepelicy, a my częstujemy je cukierkami. Chcemy, żeby chętnie do nas przyjeżdżały i poznawały nasze tradycje – dodają.
Święto mieszkańców
Jak podkreśla Adrian Bienias, pełniący obowiązki dyrektora MOKSiR w Kleszczelach, siłą wydarzenia są przede wszystkim mieszkańcy.
– To nie jest impreza organizowana odgórnie przez dom kultury. My pomagamy technicznie, ale całość przygotowują mieszkańcy i Koło Gospodyń Wiejskich. To oni od lat podtrzymują tę tradycję – mówi.
Choć współczesne rolnictwo wygląda zupełnie inaczej niż przed laty, Perepelica nadal przyciąga kolejne pokolenia.
– Mamy chłopca, który od kilku lat przychodzi z kosą i uczy się koszenia. Ma dziś około dwunastu lat. To pokazuje, że tradycja nadal żyje. Świat się zmienia, ale bez korzeni trudno budować przyszłość – podkreśla.
Doroteusz Fionik zauważa z kolei, że mimo iż niewielu uczestników na co dzień pracuje dziś w rolnictwie, pamięć o wiejskich korzeniach pozostaje bardzo silna.
– Większość z nas wywodzi się ze wsi albo z rodzin rolniczych. Gdyby przyszło przez tydzień pracować w pełnym słońcu z sierpem czy kosą, każdy zrozumiałby, ile wysiłku kosztowały dawne żniwa. Ta pamięć jednak w nas została i dlatego chętnie wracamy na te pola – podsumowuje.
Perepelica w Toporkach to znacznie więcej niż widowisko folklorystyczne. To żywa lekcja historii, opowieść o szacunku do ziemi i chleba oraz dowód na to, że lokalne tradycje mogą przetrwać mimo zmieniającego się świata – dzięki ludziom, którzy wciąż chcą je pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom.
Array
Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl