
FOT. MPK Łomża
Po zdarzeniu na przejeździe przy ul. Witolda Pileckiego w Łomży MPK zabrało głos i stawia sprawę inaczej, niż opisano w części medialnych relacji. Spółka twierdzi, że jej monitoring pokazuje obraz spokojniejszy, ale też rodzi pytania o sam przejazd i oznakowanie. W centrum sporu nie jest już tylko jeden autobus, lecz także to, czy kierowca mógł liczyć na jasne sygnały i czytelną organizację ruchu.
Monitoring pokazał inny przebieg zdarzenia
Oznakowanie przejazdu budzi najwięcej wątpliwości
Monitoring pokazał inny przebieg zdarzenia
MPK przekonuje, że część informacji rozpowszechnianych po zdarzeniu nie znajduje potwierdzenia w materiałach, którymi dysponuje spółka. W oświadczeniu pada wprost, że nie zgadzają się z wersją mówiącą o wjeździe autobusu na przejazd przy czerwonym świetle albo przy opuszczających się zaporach.
„w chwili wjazdu na przejazd sygnalizacja świetlna nie była aktywna, a zapory pozostawały podniesione” – podaje spółka. Według MPK autobus zatrzymał się przed torami nie dlatego, że kierowca zignorował zabezpieczenia, lecz z powodu zatoru drogowego po drugiej stronie przejazdu. To ważny detal, bo w takich miejscach bezpieczeństwo zależy nie tylko od samego sygnału, ale też od płynności ruchu za torami. Jedno zatrzymanie w złym punkcie potrafi zamienić prosty przejazd w trudną sytuację dla wszystkich uczestników ruchu.
Oznakowanie przejazdu budzi najwięcej wątpliwości
Najmocniej wybrzmiewa jednak wątek oznakowania. MPK wskazuje, że tego dnia przed przejazdem miał się znajdować znak A-10 „Przejazd kolejowy bez zapór”, a dwa dni później zastąpiono go znakiem A-9 „Przejazd kolejowy z zaporami”. Spółka zwraca też uwagę na brak wyznaczonej linii warunkowego zatrzymania.
Do tego dochodzi znak STOP, który według MPK był ustawiony w sposób utrudniający prawidłowy odczyt. Właśnie takie szczegóły często ważą najwięcej przy ocenie całej sytuacji, bo kierowca musi odczytać przekaz drogi szybko i bez domysłów. Jeśli znaki są niejednoznaczne albo stoją w złym miejscu, odpowiedzialność nie rozkłada się już tak prosto, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
„powstają uzasadnione wątpliwości dotyczące prawidłowości oznakowania oraz organizacji ruchu” – zaznacza MPK. Spółka dodaje, że podobne sytuacje miały zdarzać się już wcześniej, po przywróceniu połączeń kolejowych do Łomży, również z udziałem innych kierujących. Dlatego zapowiada wystąpienie o pełną dokumentację dotyczącą zdarzenia. Jak podkreśla, celem nie jest szukanie winnego na skróty, lecz ustalenie wszystkich okoliczności i sprawdzenie, czy na tym przejeździe potrzebne są zmiany, które uczynią go bardziej jednoznacznym dla kierowców i bezpieczniejszym dla pasażerów komunikacji miejskiej.
na podstawie: MPK Łomża .
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (MPK Łomża). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt .