To jest zamach na Podlasie. Farmy fotowoltaiczne na blisko 400 ha ziemi rolnej
W gminie Zabłudów koło Białegostoku mieszkańcy protestują przeciwko budowie olbrzymiej farmy fotowoltaicznej na prawie 400 ha ziemi rolnej. Uważają, że to „zamach na Podlasie”, niszczenie krajobrazu i zagrożenie dla lokalnego rolnictwa oraz agroturystyki.
– W Folwarkach Tylwickich, gdzie planowana jest inwestycja, na rodzinnych polach uprawnych mają stanąć setki tysięcy paneli. – To jest zamach na Podlasie, na naszą ziemię, nasze życie – mówią mieszkańcy.
400 ha pod panelami
Planowana farma fotowoltaiczna ma powstać na prywatnych gruntach rolnych o powierzchni blisko 400 ha. Sama zabudowa panelami ma objąć około 130 ha. Reszta terenu to droga dojazdowa, infrastruktura techniczna i obszary towarzyszące.
– To jest monokultura energetyczna, która zdominuje cały nasz krajobraz – mówi jedna z mieszkanek. – Z okien będziemy widzieć tylko morze paneli, żadnych pól, żadnych łąk.
Inwestorem jest prywatna spółka, która podpisała z właścicielami gruntów wieloletnie umowy dzierżawy. Część rolników zgodziła się na oddanie ziemi pod farmę, licząc na stały dochód. Inni czują się oszukani i twierdzą, że nie uprzedzono ich o skali przedsięwzięcia.
– Mówiono nam o „niewielkiej instalacji”. Teraz okazuje się, że to gigant na 400 ha – opowiada jeden z gospodarzy.
„Naszą wieś zmienią w przemysłowy teren”
Mieszkańcy wsi Folwarki Tylwickie, Kamionka, Kołpaki i okolic mówią, że nikt z nimi poważnie nie rozmawiał o inwestycji. Dowiedzieli się o niej, gdy zaczęły się procedury administracyjne.
– Przyszli z papierami, pokazali mapki. A potem wyszło, że otoczą nas płotem i panelami – relacjonuje mieszkanka Folwarków Tylwickich.
Wieś ma charakter rolniczy, część mieszkańców prowadzi gospodarstwa agroturystyczne. To, co przyciąga ludzi, to podlaski krajobraz: pola, lasy, łąki, spokój.
– Ludzie przyjeżdżają do nas po ciszę i przyrodę. Jak zobaczą wokół siebie industrialny teren, to już nie wrócą – mówi właścicielka jednego z pensjonatów.
Według planów farma ma zostać ogrodzona. To dla wielu symboliczna granica: wieś zostanie „odcięta” od części swoich tradycyjnych pól.
Komitet protestacyjny: „Nie przeciwko OZE, tylko przeciwko rozmiarowi”
W gminie powstał komitet protestacyjny. Tworzą go mieszkańcy kilku wsi, którzy organizują spotkania, zbierają podpisy, piszą pisma do władz gminy i powiatu.
– Nie walczymy z odnawialnymi źródłami energii jako takimi. Walczymy z rozmiarem tej inwestycji i miejscem, w którym ma powstać – wyjaśnia jedna z osób zaangażowanych w protest.
Podkreślają, że rozumieją potrzebę transformacji energetycznej i rozwoju fotowoltaiki. Jednak ich zdaniem farma na 400 ha powinna powstać na terenach mniej cennych rolniczo i krajobrazowo.
– Dlaczego nie robi się takich inwestycji na nieużytkach, terenach po przemysłowych, a rzuca się na najlepszą ziemię rolną? – pytają.
Rolnicy: „Zabiera się nam chleb”
Część mieszkańców – szczególnie ci, którzy utrzymują się z rolnictwa – obawia się o swoją przyszłość. Podkreślają, że ziemia na Podlasiu jest cenna i produkcyjna. Zastąpienie pól panelami oznacza ich zdaniem utratę możliwości pracy na roli.
– My z tej ziemi żyjemy, a ktoś chce nam ją zabrać i przerobić w fabrykę prądu – mówi rolnik z Folwarków Tylwickich. – Jak tu uprawiać, jak wszystko wokół będzie ogrodzone? Gdzie wypasać zwierzęta?
Niektórzy obawiają się, że farma podzieli lokalną społeczność: jedni będą czerpać korzyści z dzierżawy, inni zostaną z konsekwencjami przestrzennymi i społecznymi inwestycji.
– To jest wprowadzanie wielkiego biznesu w małą wieś, bez liczenia się z ludźmi – podkreślają.
Obawy o przyrodę i zwierzęta
Protestujący wskazują też na możliwe skutki dla dzikich zwierząt. Teren ma być ogrodzony, co ich zdaniem utrudni migrację zwierzyny.
– Tu chodzą sarny, łosie, dziki. Jak postawią płot wokół 400 ha, to odetną zwierzętom trasy – mówi mieszkaniec okolicznych wsi. – Nikt tego nie badał, nikt nie sprawdził, jak to wpłynie na przyrodę.
Mieszkańcy obawiają się także zmian w stosunkach wodnych, mikroklimacie, a nawet wpływu dużej ilości paneli na zdrowie.
– Mówią, że wszystko jest bezpieczne, ale nikt nam nie pokazał rzetelnych badań dotyczących tak ogromnych farm w takim miejscu – twierdzą.
Gmina: jest decyzja środowiskowa, brak warunków zabudowy
Planowana farma nie ma jeszcze pozwolenia na budowę. Ma już jednak pozytywną decyzję środowiskową, wydaną przez władze gminy. W sprawie warunków zabudowy nie zapadły dotąd żadne decyzje.
– To dla nas szok, że wydano decyzję środowiskową, jakby wszystko było w porządku, mimo że nikt z nami nie rozmawiał – mówią mieszkańcy.
Wójt gminy podkreśla, że decyzja środowiskowa została wydana zgodnie z przepisami, po przeanalizowaniu raportu oddziaływania na środowisko. Według inwestora farma ma nie mieć istotnego negatywnego wpływu na przyrodę, a oddziaływanie akustyczne i wizualne ma być „akceptowalne”.
– Zrobili papiery, ale nie zrobili dialogu – komentują protestujący.
Inwestor: „To szansa dla regionu”
Przedstawiciele spółki przekonują, że farma fotowoltaiczna to nowoczesna inwestycja, która przyniesie regionowi korzyści: podatki dla gminy, miejsca pracy przy budowie, udział w transformacji energetycznej.
– Podlasie może stać się ważnym centrum produkcji energii odnawialnej – mówią.
Dodają, że podpisane umowy dzierżawy zapewnią właścicielom gruntów stały dochód przez kilkadziesiąt lat. Według nich wielu rolników samodzielnie zdecydowało, że woli pewny czynsz niż niepewne zyski z upraw.
Zapewniają też, że farma będzie budowana zgodnie z zasadami ochrony środowiska, a ogrodzenie ma nie stanowić bariery nie do przejścia dla zwierząt.
„Zamach na Podlasie”
Dla protestujących argumenty inwestora brzmią jak język z innej rzeczywistości. Nie chcą, by ich okolice stały się elementem „zielonej rewolucji” w takiej formie.
– To jest zamach na Podlasie – powtarzają. – Zmienią naszą wieś w przemysłowy, energetyczny park. My nie jesteśmy przeciwko energii odnawialnej, jesteśmy przeciwko temu, że robi się to naszym kosztem, bez szacunku dla ludzi i ziemi.
Ich sprzeciw stał się częścią szerszej debaty o tym, gdzie i jak powinny powstawać wielkie farmy fotowoltaiczne: czy na dobrych ziemiach rolnych, czy raczej na terenach zdegradowanych, poprzemysłowych, mniej cennych krajobrazowo.
– Podlasie to nie jest pustynia pod inwestycje – mówią mieszkańcy. – To miejsce, gdzie ludzie żyją z rolnictwa, z przyrody, z krajobrazu. Tego nie można tak po prostu zabetonować panelami.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.