RAK
    Straż miejska wzięła się za wraki na ulicach miasta

    Straż miejska wzięła się za wraki na ulicach miasta

    2271 odsłon
    Straż miejska wzięła się za wraki na ulicach miasta

    Wybite szyby, sparciałe opony i gruba warstwa mchu na karoserii – to widok, który od lat drażnił mieszkańców kędzierzyńskich osiedli. Problem porzuconych aut, blokujących cenne miejsca postojowe, doczekał się zdecydowanej reakcji. Nowy komendant Straży Miejskiej zapowiada: miasto odzyska przestrzeń dla kierowców.

    Przez lata „motoryzacyjne duchy” wrastały w krajobraz parkingów pod blokami. Choć gołym okiem widać było, że pojazdy te dawno straciły status środka transportu, procedury ich usuwania często grzęzły w urzędniczych zawiłościach. Efekt? Podczas gdy mieszkańcy krążą po osiedlach w poszukiwaniu wolnego miejsca, wraki zajmują je bezterminowo. To się jednak zmienia.

    Pod wodzą nowego komendanta, Straż Miejska w Kędzierzynie-Koźlu zintensyfikowała działania wymierzone w właścicieli porzuconych aut. Funkcjonariusze nie ograniczają się już tylko do naklejania wezwań, ale skutecznie egzekwują prawo.

    — Usuwanie pojazdów z dróg odbywa się na podstawie art. 50a ustawy Prawo o ruchu drogowym. W tym roku Straż Miejska spowodowała usunięcie z terenu miasta 20 pojazdów, które nosiły znamiona tzw. wraku lub nie posiadały tablic rejestracyjnych — wyjaśnia Hubert Adamek, szef miejskich strażników.

    Kluczowym narzędziem w rękach strażników jest wspomniany artykuł 50a, który pozwala na odholowanie pojazdu, jeśli jego stan wskazuje na nieużytkowanie lub jeśli brakuje mu tablic rejestracyjnych. Co dzieje się z takim samochodem po usunięciu?

    Trafia na parking strzeżony: Koszt odholowania i postoju obciąża właściciela.

    6 miesięcy na reakcję: Właściciel ma pół roku na odebranie swojej własności.

    Przejęcie przez gminę: Po upływie tego terminu pojazd z mocy prawa staje się własnością gminy. Większość z nich ostatecznie kończy na złomie.

    Mimo surowych przepisów, strażnicy starają się działać etapowo. Zanim na miejscu pojawi się holownik, mundurowi podejmują próbę dotarcia do właściciela. Często szczera rozmowa i uświadomienie kosztów (które mogą wynieść nawet kilka tysięcy złotych) działają lepiej niż przymus.

    Statystyki z tego roku pokazują skuteczność tej metody: z 20 zlokalizowanych wraków, tylko 6 odjechało na holowniku. W pozostałych 16 przypadkach właściciele, pod presją konsekwencji, sami uprzątnęli zalegające pojazdy.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik 7 DNI (Kędzierzyn-Koźle)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era