Podpalenie kobiety w Opolu , za które 47-latek usłyszał zarzuty , miało miejsce w czwartek 2 lipca. Dramat rozegrał się około godz. 17.00 w budynku wielorodzinnym przy Alei Przyjaźni . – W trakcie kłótni z p
Podpalenie kobiety w Opolu , za które 47-latek usłyszał zarzuty , miało miejsce w czwartek 2 lipca. Dramat rozegrał się około godz. 17.00 w budynku wielorodzinnym przy Alei Przyjaźni .
– W trakcie kłótni z partnerką Tomasz R. oblał ją łatwopalną cieczą, najprawdopodobniej benzyną . Następnie z pomocą zapalniczki doprowadził do zapłonu substancji – relacjonuje Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
39-latka uciekła z mieszkania i schroniła się u sąsiadów. Stamtąd zaalarmowała służby ratunkowe.
– W tym czasie Tomasz R. również opuścił mieszkanie. Udał się do nieodległego budynku , gdzie zajmował jeden z lokali. Tam został zatrzymany – informuje Stanisław Bar.
Usłyszał zarzuty za podpalenie kobiety w Opolu. Twierdzi, że to nieporozumienie
39-latka doznała rozległych oparzeń powierzchni głowy, szyi oraz pleców. Łącznie obejmują one około jednej trzeciej powierzchni ciała . Część to oparzenia III stopnia. Poszkodowana przebywa w specjalistycznej klinice w Siemianowicach Śląskich, specjalizującej się w leczeniu oparzeń.
– Tomasz R. doznał oparzeń dłoni i przedramion obu rąk. Również przebywa w szpitalu, jednak lekarze ocenili jego stan niestanowiący przeszkody w przeprowadzeniu czynności procesowych z jego udziałem – mówi Stanisław Bar.
47-latek za podpalenie 39-letniej kobiety w Opolu usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa . Śledczy przyjęli, że napastnik działał ze szczególnym okrucieństwem . Co więcej, mężczyzna był już wcześniej karany.
– Tomasz R. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu wskazując, że spowodowanie oparzeń pokrzywdzonej jest skutkiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności . Twierdził, że chciał tylko podpalić własne ubrania, które pokrzywdzona chciała usunąć z mieszkania – opisuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Śledczy chcą, by 47-latek trafił do tymczasowego aresztu. Podejrzanemu grozi od 15 do 30 lat więzienia, jak i dożywocie za kratami .
Dodajmy, że z budynku przy Alei Przyjaźni ewakuowało się łącznie ponad 20 osób. Poza poszkodowaną i napastnikiem nikt nie doznał obrażeń.