
Otwarte Serce Jezusa, zraniony bok, źródło sakramentów, Miłość, która żebrze o miłość i do praktycznej miłości prowadzi, wyobrażana na tak wiele sposobów w obrazach i rzeźbach, jest zaproszeniem do pięknej duchowej drogi, która nigdy nie straci na aktualności.
Temat serca od zawsze jest mi bardzo bliski. Urodziłem się z wrodzoną wadą serca. Kiedy miałem trzy lata, zostałem poddany pierwszej operacji serca. Do dzisiaj mam za sobą trzy. Świadomość tego, jak delikatny to narząd i zarazem jak ważny ze względu na przepompowywanie dającej życie krwi, otwarła mnie na bardzo osobiste spotkanie z Sercem Jezusa. Po Pierwszej Komunii Świętej do mojej pobożności włączyłem na stałe odkryte wówczas nabożeństwo czerwcowe. Litania do Najświętszego Serca Jezusa stawała się treścią dziecięcych medytacji, które zbliżały mnie coraz bardziej do żywego Pana Jezusa pod postacią Eucharystii. Pierwsze piątki miesiąca wyznaczały rytm spowiedzi świętej. Któregoś dnia mój są¬siad, brat zakonny – jezuita podarował mi obrazek naklejony na desce, przedstawiający Serce Jezusa autorstwa włoskiego malarza Pompeo Batoniego. Oryginał tego wizerunku mogłem po latach kontemplować, nawiedzając w drodze z uniwersytetu rzymski kościół Il Gesù. W moim rodzinnym domu zawieszone były obok siebie obrazy Serca Jezusa i Serca Maryi. W latach mojej posługi w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie otrzymałem zadanie przeprowadzenia sesji rekolekcyjnej pt. Kontemplacja Serca Jezusa. Przygotowując kilka lat później publikację treści tejże sesji, tydzień po oddaniu tekstu do druku dowiedziałem się, że nieoczekiwanie czeka mnie kolejna operacja serca.
Więcej niż dokument
Otwarte Serce Jezusa, zraniony bok, źródło sakramentów, Miłość, która żebrze o miłość i do praktycznej miłości prowadzi, wyobrażana na tak wiele sposobów w obrazach i rzeźbach, jest zaproszeniem do pięknej duchowej drogi, która nigdy nie straci na aktualności. Kiedy papież Franciszek 24 października 2024 roku podpisał encyklikę poświęconą „miłości ludzkiej i Bożej Serca Jezusa Chrystusa”, przyjąłem ten tekst jako szczególny dar papieża-jezuity – przesłanie płynące z jego serca i owoc jego duchowości, którą nie tylko dzielił się w czasie swojego pontyfikatu, ale także żył, kierując ją w stronę konkretnego działania, pełnienia uczynków miłosierdzia.
Dilexit nos, czyli: „Umiłował nas” (por. Rz 8,37), to tytuł tego bardzo osobistego listu papieża Franciszka do Kościoła XXI wieku. List ten tworzy swoisty traktat o Bożej miłości płynącej z otwartego Serca Jezusa, które „uprzedza nas i czeka bezwarunkowo na nas, nie stawiając żadnych wstępnych wymagań, aby móc nas kochać i ofiarować nam swoją przyjaźń” (DN 1). Wcześniejsi papieże również podejmowali w swoim nauczaniu teologię nabożeństwa i duchowości Serca Jezusa. Znaczącym dokumentem pozostaje encyklika o kulcie Serca Jezusowego Haurietis aquas Piusa XII z 1955 roku. Jest ona rzetelnym traktatem teologicznym na ten temat. Jednak czytając Dilexit nos, odnoszę wrażenie, że jest to coś więcej niż traktat czy dokument papieski. Intencją papieża wydaje się pragnienie dotarcia z przesłaniem o Bożej miłości do każdego człowieka współcześnie żyjącego, językiem możliwie jak najprostszym i zrozumiałym. Franciszek jest przekonany, że „mówić o Chrystusie, świadectwem lub słowem, w taki sposób, aby inni nie musieli podejmować wielkiego wysiłku, aby Go pokochać, to największe pragnienie misjonarza dusz” (DN 210). Sam głosi tę Dobrą Nowinę, iż „z rany boku Chrystusa nadal płynie to źródło, które nigdy się nie wyczerpuje, nie przemija, zawsze ofiarowuje się na nowo temu, kto chce kochać. Tylko Jego miłość sprawi, że nowa ludzkość będzie możliwa” (DN 219). Głosi jak ktoś zakochany, którego słowa „nie irytują, nie narzucają się, nie przymuszają, tylko skłaniają innych do zastanowienia się, jak taka miłość jest możliwa” (DN 210). Opowiada o swojej przyjaźni, która wypełnia jego życie. W ten sposób odpowiada na prośbę Chrystusa, aby nie wstydzić się przyznać do przyjaźni z Nim.
Skąd temat Serca Jezusa? Franciszek jest przekonany, że „w tym zmiennym świecie konieczne jest, aby znów mówić o sercu; by dążyć tam, gdzie każda osoba, każdej kategorii i stanu, dokonuje własnej syntezy; tam, gdzie konkretne osoby mają źródło i korzeń wszelkich innych swoich sił, przekonań, pasji, wyborów” (DN 9). Dlaczego? Ponieważ dzisiaj bardzo często braku¬je człowiekowi serca. Niezwykle mocno rozwinięta jest sfera racjonalno-techniczna, także sfera instynktów, a ludzkie myślenie kieruje się ku niezdrowemu indywidualizmowi. A „jeśli serce jest dewaluowane, dewaluuje się również to, co oznacza mówienie od serca, działanie z sercem, dojrzewanie i uzdrawianie serca” (DN 11).
Powrót do miłości
Serce od starożytności oznaczało to, „co jest najbardziej wewnętrzne w ludziach, zwierzętach i roślinach”, „centrum cielesne”, „duszę i duchowy rdzeń istoty ludzkiej”. Jest także centrum pragnień i miejscem, „w którym kształtują się ważne decyzje osoby” – jak pisał Homer. Dla starożytnych filozofów, takich jak Platon, w sercu dokonuje się synteza tego, co racjonalne, rozumowe oraz skłonności, gdyż „zarówno władza wyższych zdolności, jak i namiętności są przekazywane przez żyły, które zbiegają się w sercu” (por. DN 3). Stanowi ono centrum, które jednoczy w sobie, nadaje znaczenie i ukierunkowuje wszystko, czego dana osoba doświadcza. Jest także „miejscem szczerości, w którym nie można oszukiwać ani udawać” (DN 5). To w nim gromadzimy wszelkie sekrety, sprawy najbardziej osobiste i intymne, które zawierają całą prawdę o nas samych.
Decydując się na życie według słowa Bożego, doświadczamy, że naprawdę jest ono „żywe […], skuteczne […], zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Doświadczamy tej prawdy, odprawiając na przykład Ćwiczenia duchowe św. Ignacego Loyoli czy też rekolekcje w rytmie lectio divina. Czujemy wtedy, jak słowo Boże dotyka wszystkiego w sercu, na co mu pozwalamy, jak osądza, uzdrawia, leczy i wzmacnia. Papież zachęca do uczciwości w czytaniu słowa Bożego. Mówi wprost: „Bądźmy uczciwi i czytajmy słowo Boże w całości” (DN 205). Życie ma swoje źródło w sercu. To „tam jesteśmy sobą” i „nie można zbudować nic wartościowego bez serca” (DN 6). Chcąc dojść do prawdy o sobie, trzeba odważnie zadawać sobie „pytania, które mają znaczenie: kim naprawdę jestem, czego szukam, jaki sens chcę nadać swojemu życiu, moim wyborom czy działaniom, dlaczego i w jakim celu jestem na tym świecie, jak będę oceniać moje życie, gdy dobiegnie ono końca, jakie znaczenie chciałbym, aby miało wszystko, co przeżywam, kim chcę być wobec innych, kim jestem przed Bogiem” (DN 8). To one prowadzą człowieka do jego serca.
W dzisiejszym świecie tak wiele jest niepokoju podsycanego nienawiścią, złością, egoizmem, chęcią niepohamowanego rządzenia i posiadania. Sytuacje te rodzą w człowieku uzasadniony strach wraz z pytaniami o przyszłość. Papież Franciszek mówi konkretnie, powtarzając jak refren, że „konieczne jest, aby znów mówić o sercu” (DN 9). Człowiek, który gubi centrum samego siebie, jakim jest serce, musi wracać do syntezy tego, kim jest. Powrót do serca oznacza powrót do miłości, która jest ostatecznie „jedyną rzeczywistością mogącą zjednoczyć wszystko” (DN 10). Czy coraz szybsze zdawanie się i polega¬nie na sztucznej inteligencji nie oddala od odpowiedzi, które może dać jedynie serce? Czy nie uderza w relacje międzyludzkie? Czy nie prowadzi do zapomnienia o swojej historii i dziejach, a więc nie pozbawia ludzi ich korzeni? To dzięki sercu człowiek jest w stanie wchodzić w relacje. Człowiek bez serca nie potrafi wejść w intymną relację z drugim. Papież Franci¬szek przywołuje w tym kontekście piękny cytat z Romano Guardiniego: „Tylko serce tworzy intymność, prawdziwą bliskość między dwiema istotami. Tylko serce potrafi przyjąć i dać ojczyznę. Intymność jest aktem, sferą serca” (DN 12). Dziś bardzo wielu ludzi ma prawdziwy problem z intymnością i bliskością. Pozostając zamkniętymi w wirtualnym świecie, odpowiadają nierzadko agresją zwróconą zarówno przeciwko samym sobie, jak i innym.
Należy wrócić do rdzenia, którym jest serce. To ono ma dominować, „aby także inteligencja i wola oddały się na jego służbę” (DN 13). „Jeśli «serce» prowadzi nas do najgłębszego wnętrza naszej osoby, to pozwala nam również rozpoznać siebie w całości, a nie tylko w jakimś odosobnionym aspekcie” (DN 15).
Wszyscy doświadczamy skutków silnego indywidualizmu. Papież zwraca uwagę na to, że wprowadza on wielkie rozdrobnienie i niezdolność do tworzenia prawdziwych więzi. Wprost mówi o dominacji narcyzmu. To niestety nie tylko czyni ludzi niezdolnymi do tworzenia relacji z innymi, ale prowadzi także do niezdolności przyjęcia Boga (por. DN 17). Franciszek przestrzega przed oddaleniem się od wspólnoty (zakonnej, parafialnej, diecezjalnej), ponieważ, jak zaznacza, jest to także oddalenie się od Chrystusa. A „miłość do braci i sióstr z własnej wspólnoty […] jest jak paliwo, które zasila naszą przyjaźń z Jezusem” (DN 212).
Odzyskać to, co najważniejsze i niezbędne
Jednym z owoców medytacji jest „zjednoczenie i zharmonizowanie własnej osobistej historii”. Jako przykład Franciszek wskazuje Maryję. Ona patrzy sercem. Prowadzi „dialog z doświadczeniami, które przechowywała, rozważając je w swoim sercu, dając im czas: medytowała nad nimi i zachowywała je wewnątrz, aby o nich pamiętać” (DN 19). Medytować – zachowywać – pamiętać. Oto struktura medytacji, która pomaga po¬układać w sercu wszystko, cierpliwie oczekując pełnego zrozumienia tego, co jest jeszcze zakryte.
Człowiek ma swoją tożsamość, która składa się z duszy i ciała, a w sercu wszystko się jednoczy. To tutaj znajduje się siedziba miłości, w jego pamięci zaś zachowuje się czułość. „Każda istota ludzka jest stworzona przede wszystkim dla miłości, jest uczyniona w swoich najgłębszych tkankach, aby kochać i być kochaną” (DN 21), zatem każdy człowiek potrzebuje także czułości. Ona też niczym refren powraca w całej encyklice. Wobec dziejących się zdarzeń, wojen i cichej ich tolerancji, wobec płaczu i cierpienia niewinnych czy w ogóle całego zła Franciszek radzi zadać sobie, jak mówi, najbardziej decydujące pytanie: „Czy mam serce?” (DN 23).
Papież wskazuje, że przemiana świata jest możliwa, kiedy zacznie się od serca. Trzeba stawać przed Sercem Jezusa, gorejącym ogniskiem miłości, aby błagać o Bożą pomoc. Warto przywołać fragment modlitwy kończącej Litanię do Najświętszego Serca Jezusa, w której zwracamy się do Ojca, aby dał się „przebłagać tym, którzy żebrzą Twego miłosierdzia” i raczył „udzielić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa”. Papież modli się w przejmujących słowach: „Stojąc przed Sercem Chrystusa, proszę Pana, aby jeszcze raz zlitował się nad tą zranioną ziemią, którą On chciał zamieszkać jako jeden z nas. Niech wyleje skarby swojego światła i miłości, aby nasz świat, który przeżywa wojny, nierówności społeczno-ekonomiczne, konsumpcjonizm i antyludzkie wykorzystywanie technologii, mógł odzyskać to, co najważniejsze i niezbędne: serce” (DN 31).
Tak przejmujące było też niezapomniane Statio Orbis w piątek, 27 marca 2020 roku, kiedy Ojciec Święty na pustym i mokrym od ulewnego deszczu placu przed Bazyliką św. Piotra modlił się w samotności przed Ukrzyżowanym Panem i ikoną Salus Populi Romani, a w tle towarzyszył tej modlitwie dźwięk syren karetek. To wtedy mówił: „Panie, pobłogosław świat, daj zdrowie ciałom i pocieszenie sercom. Wzywasz nas, byśmy się nie lękali. Ale nasza wiara jest słaba i boimy się. A jednak Ty, Panie, nie zostawiaj nas na łasce burzy. Powtórz raz jeszcze: «Wy się nie bójcie!» (Mt 28,5). A my, razem z Piotrem, «wszystkie troski przerzucamy na Ciebie, gdyż Tobie zależy na nas» (por. 1 P 5,7)” . Obraz tamtych dni staje przed oczami w medytacji nad encykliką Dilexit nos.
Płomienie gorącej czułości
Od medytacji o sercu Franciszek prowadzi ku kontemplacji Serca Jezusowego, gestów i słów miłości. To w Sercu Jezusa upatruje „początek naszej wiary” (DN 32). Gesty to inaczej „sposób, w jaki Chrystus nas kocha”. Należy szukać ich w Ewangelii (por. DN 33). „Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy” – odpowiadamy, odmawiając Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Istotnie, Jezus „przyszedł do swojej własności” (por. J 1,11). Traktuje nas jako swoją własność. Nie jesteśmy jednak niewolnikami, ale Jego przyjaciółmi, a On jest Emmanuelem, czyli „Bogiem z nami”. „Zawsze poszukuje, zawsze jest blisko, nieustannie otwarty na spotkanie” (DN 35). W wielu ewangelicznych scenach możemy kontemplować i doświadczyć dzięki Chrystusowi, że „Bóg jest bliskością, współczuciem i czułością” (DN 35). Franciszek często mówił, pisał i pokazywał czułość Boga. W encyklice czytamy: „Czułość Boga! Ofiarowuje nam swoją miłość z czułością. Jest blisko nas i swą bliskość daje nam odczuć nawet w najdrobniejszych sprawach” (DN 36). Dla Franciszka Bóg często traktuje ludzi „jak matka, aby nie czuli, że jest obcy w ich życiu”. I podsumowuje bardzo intymnym stwierdzeniem: „Gdyż Pan potrafi obdarzyć pieszczotą” (DN 36). Pisząc o zadośćuczynieniu rozumianym nie jako forma skrajna, „która polegała na ofiarowaniu siebie samego jako swego rodzaju «piorunochronu», aby urzeczywistniła się Boża sprawiedliwość” (DN 195), papież proponuje, „abyśmy rozwinęli tę formę zadośćuczynienia, która jest, w ostatecznym rozrachunku, ofiarowywaniem Sercu Chrystusa nowej sposobności do rozprzestrzeniania na tym świecie płomieni Jego żarliwej czułości” (DN 200). Franciszek mówi również o „płomieniach gorącej czułości” Chrystusa, który rozprzestrzenia je w nas i poprzez nas (DN 203).
Mamy zatem kontemplować Serce Pana Jezusa, doświadczając Jego czułości, wręcz pieszczotliwości Boga wobec każdego z nas. Franciszek zatrzymuje nas na spojrzeniu i słowach. Jezus najpierw patrzy na mnie, przenikając głębię mego wnętrza, dostrzegając to, co zna, wszystko, co jest we mnie. Zatrzymuje na mnie swoje spojrzenie, a dopiero potem wzywa, zapraszając do jakiejś misji. „Czy potrafisz sobie wyobrazić tę chwilę, to spotkanie oczu tego człowieka ze spojrzeniem Jezusa?” – pyta papież (DN 39). Jezus „poświęca całą swoją uwagę ludziom, ich troskom i ich cierpieniom” (DN 40). A kiedy zwraca na coś uwagę, robi to w taki sposób, „że podziwia dobre rzeczy, które w nas rozpoznaje” (DN 41). Zatrzymuje się na dobru. W tle papież pokazuje znów postać Maryi, która uczy takiej postawy swojego Syna, Jezusa. „Od najmłodszych lat uczyła Go, wraz ze św. Józefem, bycia uważnym” (DN 42). Początkiem modlitwy kontemplacyjnej jest ćwiczenie uważności, która prowadzi do Boga. Kontemplacja zaś jest oglądaniem. Kiedy dojdziemy do celu, do życia wiecznego, nie będziemy już o Bogu rozmyślać, ale Go oglądać.
Od spojrzenia idziemy do słów. Ojciec Święty przypomina, że „chociaż w Piśmie Świętym mamy Jego Słowo zawsze żywe i aktualne, to czasami Jezus przemawia do nas wewnętrznie i wzywa, aby zaprowadzić nas do najlepszego miejsca. A najlepsze miejsce to Jego Serce” (DN 43). Jezus „wzywa nas, aby wejść tam, gdzie możemy odzyskać siły i pokój: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11,28)” (DN 43). I prosi: „Trwajcie we Mnie” (J 15,4). W tym miejscu Franciszek zachęca do dotknięcia swojej sfery uczuć. Świętość Jezusa nie eliminowała uczuć, przypomina papież. „W niektórych okolicznościach wyrażały one żarliwą miłość, która dla nas cierpi, wzrusza się, smuci, a na¬wet płacze” (DN 44). My także nie musimy się wstydzić naszych uczuć i winniśmy je nie tylko nazywać, ale także wyrażać.
Papież przestrzega przed powierzchownym patrzeniem, które „może wydawać się jedynie romantyzmem religijnym” (DN 46). Bywa, że jesteśmy do tego kuszeni. Dlatego Franciszek proponuje, aby zatrzymać się na Chrystusie Ukrzyżowanym. „To najbardziej wymowne słowo miłości. Nie jest to pusta skorupa, nie jest to jedynie sentyment, nie jest to duchowa ucieczka. To jest miłość” (DN 46). To tam można powtórzyć za św. Pawłem: „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20). Oto rzecz największa i najbardziej fundamentalna.
Przyjaźń z Jezusem
W omawianej encyklice papież Franciszek otwiera rozdział, w którym zatrzymuje się nad istotą nabożeństwa do Serca Chrystusa. Już na wstępie przypomina, że nabożeństwo to „nie jest kultem organu oddzielonego od Osoby Jezusa. To, co kontem¬plujemy i adorujemy, to cały Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, przedstawiany na obrazach, na których wyeksponowane jest Jego serce. W tym przypadku, serce z ciała jest traktowane jako obraz lub uprzywilejowany znak najintymniejszego centrum wcielonego Syna i Jego miłości, boskiej i ludzkiej jednocześnie, ponieważ bardziej niż jakakolwiek inna część Jego ciała jest ono «naturalnym wyrazem i symbolem niezmierzonej miłości»” (DN 48).
Dotykając tej kwestii, Franciszek od razu przechodzi do relacji z Chrystusem, która wyraża się „w przyjaźni i adoracji” (DN 49). Czcząc wyobrażenie przedstawione na obrazach, „adorujemy wyłącznie żywego Chrystusa w Jego boskości i w całym Jego człowieczeństwie, aby pozwolić się ogarnąć Jego ludzkiej i boskiej miłości” (DN 49). Kult Serca Jezusa jest mocno związany z adoracją Eucharystii, która jest Ciałem całego Chrystusa. Dlatego tak mocno papież podkreśla, „że to żywe Serce Chrystusa – a nigdy jakiś obraz – jest przedmiotem adoracji, ponieważ jest ono częścią Jego najświętszego i zmartwychwstałego ciała, nieodłącznego od Syna Bożego, który przyjął je na zawsze” (DN 50). Adorujemy zatem „Serce Osoby Słowa” (św. Paweł VI). Nie adorujemy serca jako organu oddzielonego od ciała, ale „Jego samego, wcielonego Syna, który żyje, kocha i przyjmuje naszą miłość” (DN 50). W żaden zatem sposób nabożeństwo to nie oddziela i nie odciąga od Jezusa Chrystusa. Jest natomiast jedną z odpowiedzi na przyjaźń, do której On nas zaprasza. A Jego serce bije w Nim od samego poczęcia w łonie Maryi, na każdym etapie Jego życia, które trwa. Nie wizerunek, ale Osoba jest przedmiotem czci. Obraz jest obrazem, symbolem, dzięki któremu bliższa może stać się Osoba Przyjaciela. „Chrystus prosi cię, abyś nie wstydził się przyznać do przyjaźni z Nim, nie zapominając o roztropności i szacunku. Prosi cię, abyś odważył się powiedzieć innym, że spotkanie z Nim było dla ciebie dobrem” (DN 211).
Franciszek mówi, że wizerunek ten jest jednak bardzo wyjątkowy. Bierze się to z faktu, że „serce stało się symbolem najbardziej osobistej intymności, a także uczuć, emocji, zdolności do kochania” (DN 53). Zapośredniczając w ludzkim doświadczeniu przyjaźni i miłości, papież pisze: „Niezależnie od wszelkich wyjaśnień naukowych, dłoń spoczywająca na sercu przyjaciela wyraża szczególne uczucie; kiedy ktoś się zakochuje i jest blisko ukochanej osoby, serce bije szybciej; kiedy ktoś cierpi z powodu porzucenia lub zdrady ze strony drogiej osoby, od¬czuwa silny ucisk w sercu. Poza tym, aby wyrazić, że coś jest szczere, że naprawdę pochodzi z wnętrza danej osoby, mówi się: «Mówię ci to prosto z serca»” (DN 53).
To bardzo intymny i wzruszający obraz, który można odczytać najlepiej, kiedy przywołuje się własne historie miłości. Jezus zaprasza każdego do wejścia w osobistą relację, do spotkania i dialogu z Nim. „Bóg chciał przyjść do nas, uniżając się, czyniąc się małym […], wchodzi w małość historii i pozwala się odrzucić przez swój lud. Jego miłość miesza się z codziennym życiem umiłowanego ludu i błaga, niczym żebrak, o odpowiedź, jakby prosząc o pozwolenie, by mogła ukazać swoją chwałę” (DN 202). Serce, które jest intymnym centrum jednoczącym, wyrazem całej osoby, poprzez spojrzenie „wzywa do spotkania, do dialogu, do zaufania; ma silne ręce, zdolne nas wesprzeć; ma usta, które kierują do nas słowo w sposób wyjątkowy i bardzo osobisty” (DN 54–55). W tym momencie kontemplacja Serca Jezusa wchodzi w fazę kontemplacji miłości, która, parafrazując Ozeasza, pociąga ludzkimi więzami, a są to więzy miłości. Jestem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schylam się ku niemu i karmię go (por