
Tegoroczna zima nie zaszkodziła komarom ani meszkom, a o ich liczebności zdecydują przede wszystkim letnie opady - powiedział PAP entomolog prof. Stanisław Ignatowicz z SGGW.
Jak wyjaśnił naukowiec, owady od milionów lat wykształcały mechanizmy pozwalające im przetrwać nawet bardzo surowe warunki atmosferyczne.
Zdaniem entomologa większe znaczenie niż zimowe mrozy mają letnie warunki pogodowe. - Jeśli pojawią się długotrwałe opady, zastoiny wody i utrzymujące się długo kałuże, komary mogą rozmnożyć się masowo - wskazał.
Profesor zwrócił uwagę, że komary są tylko jedną z wielu grup owadów żywiących się krwią. W Polsce występują także m.in. meszki, bąki, strzyżaki jelenie czy gzy.
Szczególną uwagę poświęcił meszkom, które - choć niewielkie - mogą stanowić poważne zagrożenie dla zwierząt gospodarskich. - W skrajnych przypadkach meszki potrafią nawet zabijać duże zwierzęta gospodarskie. Nie dlatego, że wypiją zbyt dużo krwi. Zabójcza bywa ich ślina - powiedział. Jak wyjaśnił, podczas masowych pojawów tysiące owadów mogą jednocześnie atakować jedno zwierzę, wywołując silną reakcję organizmu, a nawet obrzęk płuc.
Ignatowicz odniósł się także do coraz częstszych obserwacji strzyżaków jelenich, potocznie nazywanych latającymi kleszczami. - Jeszcze kilkanaście lat temu były rzadkością. Dziś są notowane coraz częściej i wiele wskazuje na to, że jest to związane z ocieplaniem się klimatu - ocenił.
Entomolog zaznaczył jednak, że strzyżaki są muchówkami, a nie kleszczami. Naukowcy wykrywali w nich materiał genetyczny bakterii z rodzaju Anaplasma i Bartonella, ale wciąż nie ma jednoznacznych dowodów, że skutecznie przenoszą te patogeny na ludzi.
W wywiadzie dla PAP profesor odniósł się również do popularnych metod ochrony przed owadami. Jego zdaniem nie ma wiarygodnych dowodów potwierdzających skuteczność odstraszaczy ultradźwiękowych. Wskazał, że znacznie lepiej działają repelenty zawierające substancje takie jak DEET, ikarydyna czy IR3535 oraz niektóre olejki eteryczne.
Mira Suchodolska