
Z mapy Polski znikają kolejne porodówki. Od początku roku osiem zostało zamkniętych, działanie kolejnych ośmiu jest zawieszone - wynika z danych przekazanych przez NFZ. Resort zdrowia szykuje rozwiązania. To porody domowe i Domy Narodzin oraz płacenie ryczałtem za działalność porodówki do 400 porodów rocznie.
Liczba porodówek w Polsce systematycznie spada. Powodem jest demografia - rodzi się coraz mniej dzieci. NFZ rozlicza ze szpitalami przyjęte porody. Gdy ich liczba spada utrzymywanie porodówek dla zadłużonych lecznic jest dużym obciążeniem. Dlatego je zamykają.
W efekcie są w Polsce białe plamy - regiony, w których kobiety mają daleko do najbliższego oddziału ginekologiczno-położniczego. To m.in Podkarpacie.
Resort przygotowuje rozwiązania, które mają poprawić dostęp do oddziałów ginekologiczno-położniczych. To płacenie ryczałtem za utrzymanie oddziałów, które nie osiągają 400 porodów rocznie oraz wprowadzenie do koszyka świadczeń gwarantowanych porodów domowych i Domów Narodzin. Obie propozycje miałyby dotyczyć regionów, w których dojazd do porodówki zajmuje powyżej 60 minut.
Ministerstwo jest w trakcie tworzenia map potrzeb zdrowotnych, ich częścią będą mapy porodówek. Jako wskaźnik, który ma być brany pod uwagę przyjęto m.in. liczbę przyjmowanych porodów rocznie. Doświadczenie kliniczne ośrodka przekłada się na jakość opieki, między innymi dlatego resort przyjął wskaźnik 700 porodów rocznie, czyli średnio dwa dziennie. Szpitale, w których odbywa się tyle, albo więcej, porodów, według analiz resortu, będą w stanie zapewnić optymalną opiekę kobiecie w ciąży.
Jednak są miejsca, w których Ministerstwo Zdrowia będzie chciało utrzymać porodówki, w których porodów jest mniej. Wtedy ryczałtem opłacane by były oddziały, które nie osiągają 400 porodów rocznie. Dopiero powyżej tej liczby NFZ rozliczałby każdy poród oddzielnie.
Maciejewski zapewnił, że te propozycje są omawiane z ekspertami. - Wszystko o czym rozmawiamy przechodzi przez szerokie konsultacje z konsultantami krajowymi, wojewódzkimi, z oddziałami NFZ w całej w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że już z końcem czerwca zostaną wydane rekomendacje w tym zakresie. Ale właściciele i zarządzający szpitalami mogą z nich skorzystać lub nie - powiedział Maciejewski.
Druga propozycja dotyczy porodów domowych. W tej chwili NFZ nie opłaca tej procedury, więc też nie prowadzi statystyk, ile w Polce rodzi się dzieci poza szpitalami. Rozwiązanie miałoby obejmować wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń. Rozważana jest także możliwość utworzenia i także rozliczania przez NFZ Domów Narodzin.
Maciejewski zaznaczył, że w krajach, w których opieka nad porodami jest oddana położnym, jest znacznie mniej cięć cesarskich. W Polsce prawie połowa porodów odbywa się za pomocą cięcia, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje, by odsetek cesarskich cięć nie przekraczał 10-15 proc. porodów.
Prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz uważa, że obie propozycje są ważne i potrzebne. - Od lat postulujemy, żeby porody domowe były opłacane przez NFZ. W tej chwili są one dostępne dla zamożniejszych obywateli - powiedziała PAP Pietrusiewicz. Zaznaczyła, że koszty takiego porodu to kilka tysięcy złotych, obejmują m.in opiekę położnych.
Prezeska powiedziała, że Domy Narodzin od dawna funkcjonują na świecie, są m.in w Niemczech czy Skandynawii. W takim miejscu kobieta może być pod opieką przez całą ciążę.
Zaznaczyła jednak, że powyższe propozycje nie są kompletnym rozwiązaniem, bo potrzeba systemowej reformy poprzedzonej badaniami i analizami. Odniosła się do medialnych zapowiedzi resortu, że w Polsce miałyby pozostać tylko porodówki przyjmujące powyżej 700 porodów rocznie.
Wskazała, że nie kwestionuje potrzeby zmian, bo demografia jest nieubłagana, ale uważa, że sposób w jaki są one przygotowywane pozostawia wiele do życzenia.
Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach nie wie co będzie z porodówką w szpitalu, którym zarządza. A jest to oddział od lat plasujący się wysoko w rankingu "Gdzie Rodzić po Ludzku". Dyrektor zaznaczył, że poza szpitalami w mieście wojewódzkim, czyli w Kielcach, Starachowice przyjmują najwięcej porodów w województwie.
Dlatego dyrektor wystąpił z oficjalnymi pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia.
Walkowski zaznaczył, że przy 570 porodach rocznie szpital każdego roku dokłada do funkcjonowania porodówki około pięciu, lub więcej milionów złotych.
Przy Ministerstwie Zdrowia na początku czerwca został powołany zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin. Zespół ma przygotować propozycje rozwiązań systemowych, zapewniających możliwości finansowania ze środków publicznych porodów domowych i Domów Narodzin oraz określić zasady ich funkcjonowania, zapewniające bezpieczeństwo matki i dziecka w porodzie pozaszpitalnym. Na czele zespołu stoi Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.
W związku z zamykającymi się porodówkami na początku roku propozycją Ministerstwa Zdrowia było tworzenie pokoi narodzin. Dotąd z tej możliwości skorzystał jeden szpital. Od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy jest w Wągrowcu w woj. wielkopolskim. Został utworzony na podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia, które weszło w życie 31 stycznia, a zakładającego, że porody będą mogły się odbywać pod opieką położnej w szpitalach bez porodówek, które są oddalone o ponad 25 km od najbliższego szpitala z oddziałem położniczo-ginekologicznym.
W 2010 r. było w Polsce 406 porodówek, w listopadzie 2025 r. - 305. W tym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych.
Z danych GUS wynika, że w 2025 r. urodziło się 238 tys. dzieci. Rok wcześniej prawie 252 tys.; w roku 2023 - 272 tys.; w 2022 r. - 305 tys. Dla porównania podczas wyżu demograficznego w latach 80. rodziło się w Polsce ponad 700 tys. dzieci rocznie.
Aneta Pawłowska-Krać (PAP)