
Ta interwencja przejdzie do historii futbolu: prezydent Trump załatwił telefonem do szefa FiFA cofnięcie kary za czerwoną kartkę najlepszego napastnika drużyny USA Folarina Bialoguna. W efekcie w meczu z Belgią cały świat piłkarski trzymał kciuki za rywali Amerykanów. Dzięki temu FIFA, prezydent USA i amerykańska drużyna stali się celem drwin, zwłaszcza gdy ci ostatni przegrali 4:1. A z Bialoguna, bohatera mimo woli, zeszło na tym meczu całe powietrze. Wygląda na to, że przysługa Donalda Trumpa była wspanialsza od niedźwiedziej.
W Polsce wybuchła afera o przekazanie Ukraińcom kilku rakiet do baterii Patriot, które to rakiety można policzyć na palcach jednej ręki. Zdaniem opozycji dar ten miał zachwiać potencjałem obronnym III RP i zepchnąć Ojczyznę na skraj przepaści. O tym darze coś tam słyszał pan prezydent, ale nie jest pewien, bo przecież tyle rozmów prowadzi. O wszystkich takich ruchach szef MON Władysław Kosiniak- Kamysz informuje Pałac, a konkretnie były w tej kwestii trzy narady z udziałem przedstawicieli prezydenta z BBN, po mniej więcej jednej na półtorej przekazanej rakiety. Ale to chyba nie ma sensu, skoro ludzie prezydenta nie są w stanie zatrybić o czym się do nich rozmawia i przekazać dalej.
Gdy okazało się, że rząd PiS przekazał Ukraińcom uzbrojenie za ponad 15 miliardów, czyli za dziesięć razy więcej niż rząd Donalda Tuska, no to zaczęli mówić, że to przecież nic niewart złom, choć w rzeczywistości sporo tam było nowoczesnego sprzętu. Poza tym sytuacja się zmieniła- stwierdził były minister Mariusz Błaszczak. Może i się zmieniła, w odróżnieniu od posła Błaszczaka, który pozostaje ten sam i z niegasnącym uśmiechem płynnie zaprzecza wszystkiemu, co w sprawie pomocy dla Ukrainy czynił i mówił jeszcze kilka lat temu. Doszliśmy do tego, że poprzednia i obecna władza licytują się, która mniej pomogła Ukrainie. I to w momencie, gdy ta pomoc zaczyna przynosić rezultaty na rosyjsko-ukraińskim froncie.
Nie gorszy w manipulacjach on swego byłego resortowego pryncypała jest były zastępca Błaszczaka w MON, poseł tej ziemi Marcin Ociepa. Otóż na wieść, że rzeczonych kilka rakiet zostało przekazanych po konsultacjach i w ramach NATO, w dodatku na prośbę Amerykanów, bynajmniej nie stracił rezonu i stwierdził, że powinniśmy się nauczyć Jankesom odmawiać. To może by tak zacząć od rezygnacji z owacji na stojąco Sejmie na wieść o wyborze polityka z obcego państwa i paradowania w czapeczkach z logo obcej, amerykańskiej organizacji, która go popiera. Panie pośle, gdy ktoś stoi po pachy unurzany w wazelinie, nikt poważnie nie potraktuje jego apeli o wstawaniu z kolan. Od berów śmiesznych i uciesznych są u nas inni specjaliści, ze swoimi kocopołami poseł Ociepa nie ma tu żadnych szans.
Emerytowany polityk Leszek Miller, nie kryjący nadziei na polityczną reinkarnację oświadczył, że obecnie jego kobiecym guru jest polityczka Konfederacji europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik, w poglądach w kwestii ukraińskiej bardzo zbieżna z narracją rosyjskiej propagandy, judząca na Ukraińców pięknie. Kiedyś faworytką pana Millera była „lwica lewicy” posłanka Aleksandra Jakubowska, teraz związana z prawicą. Jako lewicowa parlamentarzystka z Opolszczyzny umoczona była w aferę ubezpieczeniową Elektrowni Opole. Po niej była Magdalena Ogórek, w której Leszek Miller ujrzał kandydatkę lewicy na prezydenta, za co potem publicznie przepraszał. Ten zestaw po dołączeniu aktualnej ulubienicy pozwala na zaryzykowanie stwierdzenia, że Leszek Miller po prostu nie zna się na kobietach.
Trójka działaczy Korwina z Poznania, dwóch rewizorów i ta trzecia, która nagrywała ich heroiczną misję, postanowiła skontrolować ukraińską firmę, pod względem wpływów banderowskich. Za komuny chodziły inspekcje robotniczo-chłopskie szukając spekulantów, ale one miały przynajmniej kulawe bo kulawe, ale jednak jakieś formalne umocowanie. A ci z Poznania – żadne, chyba, że w żółtych papierach. O czym mogłaby świadczyć wypowiedź tej trzeciej właśnie: „Ale co możemy podejrzewać, skoro nie możemy wejść do środka”. No dobrze, pośmialiśmy się może, ale w tej poznańskiej trójcy był gość oskarżony o szpiegowanie na rzecz Rosji. I tu zasadne wydaje się pytanie: Co on w ogóle robi na wolności?
Lekarz ze szpitala w Braniewie rozliczał miesięcznie 1200 godzin pracy, podczas gdy miesiąc ma tych godzin maksimum 744. Przez co zainkasował milion osiemset tysięcy złotych w rok. Polska medycyna zna coraz bardziej wyrafinowane przypadki czasu pracy lekarzy . To możliwe, choć nie ma pewności, że najszybciej sytuacja w ochronie zdrowia poprawi się nam w kryminale, gdzie powinni trafić ci wszyscy oszuści.
Do protestujących w kopalni soli „Solino”, spółce córce ORLEN-u, próbował się dostać na rympał europoseł Daniel Obajtek, jakoby z kontrolą poselską, do której nie ma prawa. Prezes „Solino”, Wojciech Kotlarek urządził mu takie „no pasaran”, że pan Obajtek na znak protestu postanowił przeprowadzić głodówkę. I bardzo dobrze, w końcu zęby też nie są jego. Artykuł Minął tydzień pochodzi z serwisu Czas na Opole .