
Sąd Najwyższy USA zdecydował we wtorek, że mężczyzna, któremu obcięto w więzieniu dredy wbrew jego prawom religijnym, nie może domagać się odszkodowania od pracowników zakładu karnego.
Wyrok dotyczy sprawy z 2020 r., kiedy strażnicy więzienni w Luizjanie przykuli Damona Landora do krzesła i siłą ogolili mu głowę, ścinając hodowane od 20 lat dredy. Stało się to na kilka tygodni przed końcem odbywania przez Landora pięciomiesięcznej kary za przestępstwa narkotykowe i po pokazaniu przez mężczyznę wydrukowanego wyroku sądu głoszącego, że zgolenie dredów u członków ruchu religijnego rastafari stanowi naruszenie wolności religijnej.
Sędziowie, podobnie jak wcześniej władze stanowe Luizjany, przyznali, że prawa mężczyzny zostały naruszone, ale jednocześnie orzekli, że nie ma on prawa ubiegać się o odszkodowania z tego tytułu od strażników.
Sędzia Neil Gorsuch, pisząc uzasadnienie w imieniu szóstki konserwatywnych sędziów, których opinia przeważyła przy podejmowaniu decyzji, wyjaśnił, że mężczyzna nie może wysuwać roszczeń wobec strażników, bo żaden z nich nie zawarł umowy z rządem federalnym i nie zgodził się, by odpowiadać na cywilny pozew.
Zdziwienie tym tłumaczeniem wyraziła reprezentująca liberalną mniejszość trzech sędzi Ketanji Brown Jackson.
"Dzisiejsza decyzja magicznie przekształca ustawę federalną w zaproszenie do jej przyjęcia lub odrzucenia, uznane za wiążące tylko wtedy, gdy każdy konkretny oskarżony wyraźnie zgodził się na poniesienie kary. Przepisy prawa, w przeciwieństwie do umów, nie działają w ten sposób" - napisała sędzia w uzasadnieniu votum separatum.
Wyrok Sądu Najwyższego stoi w sprzeczności z dotychczasowym trendem, w którym SN w ostatnich latach orzekał na korzyść praw i wolności religijnych. W sprawę po stronie Landora zaangażowany był też m.in. senator Republikanów Ted Cruz.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
Informacje