
Wielkie pęknięcia nie zaczynają się od kwestionowania dogmatów i kościelnej dyscypliny. Ich początkiem jest...
O wczorajszych święceniach biskupich w Écône napisano już wiele. Głos zabrali teologowie, publicyści, w Internecie sympatycy i przeciwnicy Bractwa. Znamy już oficjalne stanowisko Stolicy Apostolskiej. Kodeks Prawa Kanonicznego i deklaracje Watykanu raczej nie pozostawiają złudzeń. Chociaż… Leon XIV mówiący o kluczach, które nie zamykają, ale otwierają, być może widzi rozwiązanie, dające szansę budowania komunii kościelnej. W podobnym duchu wypowiedział się Kard. Pietro Parolin. On także ciągle ma nadzieję, że dialog z Bractwem będzie kontynuowany. Zostawmy jednak oficjalne deklaracje...
Moje zainteresowanie wzbudził – po raz kolejny – Giovanni Berti, proboszcz z Moniga del Garda, od lat głoszący w Internecie Ewangelię za pomocą komiksów. W opublikowanym wczoraj anioł niesie Panu Bogu informację o schizmie i pyta czy cierpi z jej powodu. Ten odpowiada: owszem, przez pięć minut ale jeszcze bardziej smuci się – tu wskazuje na tablice, trzymane przez innego anioła – z powodu: biedy i głodu, wojen i zniszczeń, niesprawiedliwości i prześladowań, młodych ludzi odchodzących od Kościoła.
Pod obrazem autor zamieścił komentarz. Tu przytaczam fragmenty.
„Zwolennicy arcybiskupa Lefebvre'a, znani już z wyświęcania biskupów bez mandatu Rzymu, zrobili to ponownie. Jest oczywiste, że komunia kościelna nie jest ich priorytetem, podobnie jak Sobór Watykański II.
Każdy podział jest raną w ciele Kościoła i bólem, kłócącym się z Ewangelią. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, to nie tylko ‘tradycjonaliści’ tworzą pęknięcia. Doświadczamy schizm, tych prawdziwych, każdego dnia: ławki kościelne, które się pustoszeją, całe grupy społeczne nie znające już języka Kościoła, młodzi ludzie czujący się obco w parafii, rodziny ze wszystkimi swoimi różnicami nie przekraczające progu domów bliskich, bo czują się osądzane, a nie mile widziane. To są ciche schizmy, które powinny nas naprawdę niepokoić (...) Być może problem dzisiejszej wiary leży gdzie indziej. Nie w ołtarzu zwróconym ku Wschodowi czy ludowi, ale w zdolności (lub niemożności) bycia domem dla wszystkich”.
Zaprezentowaną wyżej listę „małych schizm” można rozwijać w nieskończoność. Nie po to, by kogokolwiek oskarżać lub wykluczać. To zrobiono wczoraj w Écône. Celują w tym równie dobrze choćby tropiciele wszelkiej maści nadużyć liturgicznych. Tu bardziej chodzi o uświadomienie sobie, że wielkie pęknięcia nie zaczynają się od kwestionowania dogmatów i kościelnej dyscypliny. Ich początkiem jest osąd, niezdolność podjęcia dialogu, wrogie nastawienie do osób mających inne niż my poglądy, wybiórcze traktowanie prawd wiary, wszelkie próby zamiany wiary na ideologię, wreszcie używanie Ewangelii jako kija do bicia nim swoich przeciwników. Miejscem tych „małych schizm” są nasze domu rodzinne, miejsca pracy, parafie, czasem uliczne wydarzenia, wreszcie wirtualne ataki na bliźnich gdzie zapominamy o godności cudzej i własnej.
Tak przygotowuje się grunt pod wielką schizmę. Na nim pojawia się lider. Gromadzi niezadowolonych „wyznawców” i zaczyna „zarządzać kryzysem”. W jego ustach „Kościoła słuchać” znaczy słuchać i być posłusznym mnie. Historia zna wiele takich przypadków. Pytanie dla ilu będzie „magistra vitae”…
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl