
Powiat
art
Dzisiaj, 10:50
Do ataku psów na Miłosza doszło na drodze prowadzącej wzdłuż tylnej części posesji, na której znajduje się gospodarstwo rolne. Źródło: Google maps
Do sprawy włączył się poseł Adam Gomoła. Policja po jego interwencji sprawdziła, czy wcześniej były zgłoszenia dotyczące nieodpowiedniego nadzoru nad psami.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w piątek, 26 czerwca, przed godz. 16.00 w Maciowakrzu w gminie Pawłowiczki. 9-letni Miłosz jechał rowerem, gdy został zaatakowany przez dwa owczarki niemieckie. Jak informowała policja, psy wydostały się z posesji przez otwartą bramę.
Chłopiec doznał obrażeń rąk, nóg i głowy. Na miejsce wezwano służby, a dziecko zostało przetransportowane do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Ojciec nie kryje emocji
Ojciec chłopca, Norbert Sławik, w rozmowie z naszą redakcją nie kryje emocji. Jak mówi, najważniejsze jest dziś zdrowie syna, ale rodzina chce również wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy.
Z relacji ojca wynika, że po zdarzeniu chłopiec wymagał natychmiastowej pomocy. Szczególnie podkreśla on rolę osób, które jako pierwsze ruszyły na ratunek.
Opowiada że atak jako jeden z pierwszych zauważył Marek Stanik, mieszkaniec miejscowości i kuzyn Norberta Sławika, który jechał rowerem. To on miał pobiec po pomoc do strażaków.
Ojciec Miłosza szczególnie podkreśla szybką reakcję druhny OSP, zawodowo związanej z pogotowiem w Raciborzu. To ona miała jako jedna z pierwszych ruszyć chłopcu na pomoc, sięgnąć po wyposażenie medyczne straży i opatrzyć rany jeszcze przed przyjazdem zespołu ratownictwa medycznego.
Psy miały uciekać
Rodzina Miłosza zwraca uwagę, że według mieszkańców psy miały już wcześniej opuszczać posesję. Potwierdzają to w rozmowie z nami inne osoby mieszkające w Maciowakrzu. Norbert Sławik opowiada, że mieszkańcy są na grupie WhatsApp na której omawiane są lokalne sprawy. To tam już kilkukrotnie miały się pojawiać informacje, że psy usiekały z posesji i były poszukiwane przez właścicieli.
Sprawą zainteresował się poseł Adam Gomoła, który poinformował, że podczas dyżuru poselskiego spotkał się z rodziną pogryzionego Miłosza.
„W poniedziałek podczas dyżuru poselskiego gościłem rodzinę tragicznie pogryzionego Miłosza, który ledwo uszedł z życiem po ataku dwóch psów w piątek w Maciowakrzu w województwie opolskim” - przekazał poseł Adam Gomoła.
Parlamentarzysta zwrócił uwagę, że z informacji przekazanych mu przez rodzinę i mieszkańców wynika, iż mogło nie być to pierwsze niedopilnowanie zwierząt.
„Z zebranych informacji wiemy, że nie było to pierwsze niedopilnowanie psów przez ich właściciela. Dlatego skierowałem interwencję poselską do gminy Pawłowiczki i Komendy Powiatowej Policji w Kędzierzynie-Koźlu z zapytaniem o dotychczasowe zgłoszenia i podjęte reakcje w tej sprawie, aby odpowiedzieć na pytanie, czy dało się uniknąć tej tragedii” - napisał poseł.
Po interwencji posła policja sprawdziła, czy pod wskazanym adresem, bądź na terenie miejscowości, były wcześniej zgłoszenia dotyczące nieodpowiedniego nadzoru nad psami albo informacje o zwierzętach, które mogły stwarzać zagrożenie.
Rower i klapki
Rodzina ma również zastrzeżenia do tego, co działo się po zdarzeniu. Ojciec Miłosza twierdzi, że z miejsca miały zniknąć rzeczy należące do dziecka, w tym rower i klapki. Jak podkreśla, nie wie, kto je zabrał ani kiedy dokładnie wróciły na posesję.
Ojciec chłopca mówi także o napiętych relacjach z sąsiadami, właścicielami owczarków, które zaatakowały jego syna.
Ojciec chłopca przyznaje, że rodzina skorzystała z pomocy adwokata. Jak mówi, chce zabezpieczyć interes syna, także z myślą o przyszłości.
Chłopiec cały czas przebywa w szpitalu w Opolu. Przy dziecku od początku jest jego mama. Ojciec przyznaje, że rodzina funkcjonuje obecnie w ogromnym stresie, próbując jednocześnie opiekować się pozostałymi dziećmi i organizować dalszą pomoc dla Miłosza.
Po ataku ruszyła zbiórka na leczenie i rehabilitację chłopca. Została uruchomiona 30 czerwca. Rodzina długo wahała się, czy prosić o wsparcie. Ojciec Miłosza podkreśla, że nie jest osobą, która łatwo decyduje się na publiczne zbieranie pieniędzy, ale skala obrażeń i konieczność dalszej rehabilitacji sprawiły, że pomoc będzie niezbędna.
Pierwszy próg zbiórki, wynoszący 50 tys. zł, udało się osiągnąć w ekspresowym tempie. Obecnie cel został podniesiony do 150 tys. zł. W piątek, 3 lipca, o godz. 10.00 na liczniku zbiórki było już 99 870 zł.
Poseł Adam Gomoła również zaapelował o dalsze wsparcie rodziny.
„Rodzina Miłosza jest bardzo wspierająca i jednocześnie bardzo skromna, na tyle, że musiałem namawiać ich, żeby założyć zbiórkę, która już udowodniła wielkość Waszych serc. Te pieniądze posłużą oczywiście wsparciu Miłosza w powrocie do pełnego zdrowia fizycznego i psychicznego po tym zatrważającym zajściu” - przekazał parlamentarzysta.
Aktualnie psy zostały poddane 15 dniowej obserwacji.
Napisz komentarz
Czytaj cały artykuł u źródła — Lokalna24.pl / Nowa Gazeta Lokalna (Kędzierzyn-Koźle)