
Oto klucz do duchowości Jana od Krzyża: kiedy człowiek się zakochuje, gotowy jest wszystko dla miłości stracić, poddać się jej mocy. I wtedy wszystko się zmienia.
Zapraszamy do udziału w wakacyjnym kursie duchowości św. Jana od Krzyża . Naszym przewodnikiem jest o. dr hab. Marian Zawada OCD. Kolejne odcinki cyklu publikujemy we wtorkowe wieczory. W tym roku mija 300 lat od kanonizacji św. Jana od Krzyża i 100 lat od ogłoszenia go Doktorem Kościoła.
Jarosław Dudała: Mówi się, że najbardziej karmelitańską księgą Biblii jest Pieśń nad Pieśniami…
O prof. Marian Zawada OCD: Tak! Historia Oblubienicy oszalałej na punkcie swojego Oblubieńca, która przemierza olbrzymie przestrzenie z wielkim napięciem i pragnieniem spotkania, która dostępuje wielkiego daru bycia w ogrodzie – w łożu Oblubieńca – jest schematem miłosnym, który pasuje i do pożycia małżeńskiego (miłości naturalnej), i do życia duchowego.
Bóg porównuje relację Siebie i człowieka do relacji dwojga zakochanych. Co nam to mówi o Nim i o nas?
Że jesteśmy stworzeni do miłości, a Bóg sam jest miłością. Jan Apostoł mówił, że Bóg jest miłością, a Jan od Krzyża ciągle wraca do tego tematu, mówiąc, że Bóg jest żywym płomieniem miłości, ogniem trawiącym, wypalającym do cna.
Używa metafory polana, które jest wrzucone do ognia. Taki kawałek drewna zazwyczaj jest wilgotny, nasączony czymś. Pierwszym etapem jest więc uwolnienie od tej wilgoci. Słychać trzaski, sypią się iskry. Jan od Krzyża opisuje w ten sposób uwalnianie człowieka z grzechu i innych elementów niedoskonałości natury ludzkiej. Następuje wtedy wypalenie tego, co nie jest podobne do Boga. Potem to polano samo staje się ogniem. Jest to piękny obraz rozpalenia miłością. Człowiek zazwyczaj startuje do życia duchowego z bagażem miłości naturalnej. Jakoś wyobraża miłość i sposób, w jaki chciałby Pana Boga uczcić: zrobić coś dla Niego, namalować, stworzyć, przeprowadzić jakąś akcję – jak zakochany, który zaczyna świadczyć dobro ukochanej osobie. Później następuje nadprzyrodzony zapłon i większa, nadprzyrodzona, Boska miłość zdobywa człowieka.
To jest klucz interpretacyjny do św. Jana od Krzyża?
Jan od Krzyża pięknie mówi w prologu „Drogi na Górę Karmel”: „Miłujesz Ty, Panie, roztropność, miłujesz światło, lecz ponad wszystkie czynności duszy kochasz najbardziej miłość. Dlatego te słowa będą wskazówkami roztropności dla podejmującego podróż, światłem dla jego drogi i źródłem miłości krzepiącej go w czasie pielgrzymowania”.
To jest klucz do duchowości Jana od Krzyża: kiedy człowiek zakochuje się, gotowy jest wszystko dla miłości stracić, poddać się jej mocy. I wtedy wszystko się zmienia. Podobnie jest z miłością do Boga. Człowiek coraz bardziej gotowy jest zrobić dla Boga wszystko: nawet ośmieszyć się, zrobić coś niekonwencjonalnego…
Jak św. Franciszek, który zrzucił z siebie szaty?
Tak! To zewnętrzny przejaw wewnętrznego, Boskiego ognia. Człowiek, w którym ten ogień płonie, znajduje coraz więcej coraz więcej „miłosnego miodu” w sakramentach, w Eucharystii, na modlitwie, w doświadczeniu dobra, w miłości bliźniego, pomaganiu bliźniemu.
Miłowanie i świadczenie o miłości sprawiają mu radość. Jednak – jak mówi Jan – żeby wejść na tę drogę, człowiek sam musi być najpierw zdobyty przez większą, Bożą miłość. Ona zaczyna dominować w jego sercu. To jest prawdziwa szkoła miłości. Kiedy człowiek idzie wiernie, nie kombinuje, ofiaruje się jednoznacznie, nie ulega egoistycznym postawom, ale rozdaje siebie, to Bóg rozkochuje go w Sobie jeszcze bardziej. Ofiarowuje mu łaski mistyczne.
Jakie łaski mistyczne?
Jan od Krzyża mówi, że taki człowiek zachowuje się jak pszczoła, która zbiera nektar z roślin: jest na niego wyczulona i znajduje go z coraz większą łatwością. Nektar oznacza tu metaforycznie słodycz miłości, która bywa zawarta w ciężkich sytuacjach. Ona powoduje, że nawet trudna miłość nie męczy. Człowiek jest w stanie ofiarować komuś dodatkową godzinę albo zająć się czymś jeszcze, bo do tego prowadzi go wewnętrzna logika miłości. Jego serce jest zdolne do ofiary, bo rozkoszuje się prawdą i miłością, odnajduje coraz więcej radości w Eucharystii, modlitwie. Może adorować Boga kilka godzin albo nawet całą noc.
Cała tajemnica polega na tym, żeby odkryć tę miłość, wejść w jej logikę. Człowiek traci siebie, często jest w jakiejś formie zawieszony na krzyżu, ale zaczyna już miłować ten krzyż. Inni nie rozumieją, jak można kochać cierpienie czy trudne, uciążliwe sytuacje. Ale u świętego miłość powoduje, że on to rozumie, zgadza się na większe cierpienie i może dzięki temu generować jeszcze więcej miłości – jak Chrystus, który ofiaruje się z miłości za ludzkość. Człowiek podobnie – przestaje myśleć o swoim zbawieniu, a myśli o zbawieniu innych. Chce ofiarować najwyższe i ostateczne szczęście innym. To jest wewnętrzna przemiana: człowiek poddaje się wewnętrznemu płomieniowi miłości.
Jan od Krzyża mówi, że może to być nawet traktowane jako choroba.
Choroba?
Choroba duszy. Właściwie są dwie takie choroby: jedna to grzech, a druga to miłość do Boga. Człowiek duchowy jest chory z miłości, ponieważ brakuje mu pełni miłości, czyli pełnego obcowania z Bogiem. W końcu jednak osiąga pełne zdrowie, którym jest Bóg i miłość.
To wszystko dzieje się stopniowo, jak między kobietą i mężczyzną. W naturalnym schemacie rozwoju miłości dwoje ludzi najpierw się poznaje, pojawia się wzajemna atrakcyjność, myślenie o sobie, potem jedna osoba zaczyna wypełniać świat tej drugiej. Dalej pojawia się pomysł na wspólne życie, pojawia się propozycja narzeczeństwa (czyli zapewnienie o miłości) i małżeństwo. Jan od Krzyża też mówi o narzeczeństwie i małżeństwie duchowym.
Na czym polega małżeństwo duchowe?
To jest trwały stan, w którym Bóg i człowiek są zjednoczeni duchowo, a wszystkie dobra niebieskie są wspólne. Człowiek jest dopuszczony do tajemnic Bożych.
Brzmi pięknie.
Ale i tym stanie jest pewien problem: żar, który rozpala miłość, jednocześnie rani.
Dlaczego?
Rani, ponieważ miłość rozszerza serce człowieka i obejmuje nie tylko Boga, ale i innych ludzi. Z tego rodzą się różne inicjatywy kościelne, np. założenie zakonu czy powołanie wspólnoty. Miłość rozrasta się aż do miłości nieprzyjaciół – grzeszników, wrogów Boga. Im również chce zapewnić szczęście wieczne. Człowiek szaleje z miłości i umiera z miłości. Jan od Krzyża nazywa to śmiercią z pragnienia. Przychodzi moment, w którym człowiek prosi Boga, żeby zdarł tę ostatnią zasłonę – zasłonę śmierci – bo wie, że śmierć jest bramą do pełni. Modli się: „Boże, ile jeszcze muszę czekać?” Coś takiego często pojawia się w „Dzienniczku” św. Faustyny. Można to traktować psychologicznie jako rodzaj pierwotnej tęsknoty za szczęściem, za niebem, ale można to także postrzegać duchowo. Bo Bóg zaczyna składać w człowieku swoje uczucia, swoje pragnienia. Pragnienie miłości do człowieka wypełnia serce mistyka, który dąży do zjednoczenia z Bogiem. Przeżywa on cierpienie Boga, gdy ludzie odsuwają się od Niego, porzucają Go, nie kochają Go. Dla świętego jest to wielki dramat.
Tu znowu nasuwa mi się św. Franciszek, który biadał, że Miłość jest niekochana…
To jest właśnie ogień miłości, który sprawia niezwykłą rozkosz, ale i ból.
W końcu jednak cała struktura ludzka wypełniona zostaje Bogiem. Człowiek staje się Miłością, działa z miłości i dla miłości. Miłość staje się jedynym kryterium, wykładnią całego życia. Człowiek w miłości i przez miłość jednoczy się z Bogiem i w tej miłości zostaje zrównany z Bogiem. Dzięki łasce staje się jak Bóg.
To jest to, co w teologii nazywa się przebóstwieniem?
Tak. To jest piękne, niebywałe, oszałamiające. Czuła miłość Boga doprowadza człowieka do tak niesłychanego wywyższenia.
Jarosław Dudała Dziennikarz, prawnik, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 pracuje w „Gościu”.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.