
Pod nieobecność kluczowych przedstawicieli hierarchii kościelnej ciężar rozbudowy chrześcijańskiego Rzymu spoczął na barkach zwykłych ludzi, takich jak John Shepherd i jego żona Alice, którzy rozwijali chrześcijańskie ośrodki w Wiecznym Mieście.
W 1348 roku, niemal trzydzieści dziewięć lat po tym, jak papieże przenieśli się do Awinionu, brukowanymi ulicami miasta kroczyła Brygida Birgersdotter. Przebyła ponad dwa tysiące dwieście kilometrów ze swojego domu w szwedzkim mieście Vadstena, położonym na południowy zachód od Sztokholmu. Klimat w Rzymie diametralnie różnił się od tego, jaki znała z Östergötland, gdzie pofałdowane wzgórza opadały do lśniącego turkusowego jeziora. „Życzliwa i łagodna dla każdego stworzenia” i zawsze „uśmiechnięta” – komentarze rzymskich sług Brygidy przedstawiają ją jako kobietę energiczną i niezwykle pogodną, gotową do zaangażowania się w życie miasta, do którego przybyła.
Brygida z niespożytą energią pielęgnowała chorych w szpitalach, żarliwie modliła się u grobów świętych i bez cienia wstydu kwestowała na ulicach, by zdobyć środki na swoją działalność. O ile zagraniczni kupcy czy rzemieślnicy przybywali do Rzymu za chlebem, o tyle Brygidą kierowały pobudki wyłącznie duchowe. Z pewnością nie szukała w Wiecznym Mieście fortuny – była przecież szlachcianką i damą dworu królowej Blanki z Namur. Jednak wzorem pobożnych patrycjuszek z czasów wczesnego chrześcijaństwa wyrzekła się wszelkich bogactw po śmierci ukochanego męża, Ulfa, który zmarł w drodze powrotnej z pielgrzymki do Santiago de Compostela.
Po śmierci Ulfa życie Brygidy uległo przemianie. Kiedy upłynął czas żałoby, dała się poznać jako wpływowa postać życia religijnego. Jeszcze w Vadstenie opiekowała się chorymi pod okiem franciszkanów. Później poświęciła się pomocy kobietom wykluczonym, które wychowywały nieślubne dzieci. Wkrótce zgromadziła wokół siebie inne niewiasty skłonne do wspierania jej wysiłków.
Brygida i jej naśladowczynie rozdały ubogim cały swój majątek, zostawiając sobie jedynie książki. Tak narodził się nowy zakon. W 1348 roku, zaledwie rok po przejęciu władzy w mieście przez Colę, Brygida wyruszyła do Rzymu, by uzyskać oficjalną aprobatę władz Kościoła dla działalności swojej wspólnoty. Była kobietą bystrą i twardo stąpającą po ziemi. Doskonale wiedziała, że papież przebywa w Awinionie. Dlaczego więc udała się do Rzymu?
Wydaje się, że – podobnie jak tysiące innych przed nią – wierzyła, iż autorytetu Rzymu nie da się przenieść w inne miejsce, ponieważ zrodził się on z krwi męczenników przelanej w jego murach.
Pod nieobecność kluczowych przedstawicieli hierarchii kościelnej ciężar rozbudowy chrześcijańskiego Rzymu spoczął na barkach zwykłych ludzi, takich jak John Shepherd i jego żona Alice, którzy rozwijali chrześcijańskie ośrodki w Wiecznym Mieście. John zarabiał na życie, sprzedając różańce − koraliki nawleczone w taki sposób, by ułatwiać wiernym oddawanie czci Maryi. W stolicy chrześcijaństwa był to interes nadzwyczaj dochodowy.
Jednak pewnego wiosennego dnia 1362 roku małżonkowie postanowili odłożyć paciorki na bok i zająć się czymś znacznie poważniejszym niż drewno, szkło i nici. John sprzedał ich wspólny dom za 40 złotych florenów, oferując przy tym dożywotnią służbę w jego murach. Ich dotychczasowe lokum miało stać się hospicjum dla angielskich gości odwiedzających Rzym.
Rezydencja Johna i Alice znajdowała się w doskonałej lokalizacji, przy Via di Monserrato, wąskiej, brukowanej uliczce biegnącej od Campo de’ Fiori ku Tybrowi i Bazylice św. Piotra. Niepozorna ulica stała się wkrótce kluczowym szlakiem dla obcokrajowców przybywających do Rzymu. Po kilku minutach spaceru pielgrzymi docierali do Via del Pellegrino, drogi tradycyjnie wybieranej przez tych, którzy szukali zbawienia u grobu apostoła po drugiej stronie rzeki.
Dom Shepherdów, podobnie jak ulica, przy której się znajdował, z czasem zyskał na znaczeniu. Wkrótce nazwano go imieniem św. Tomasza z Canterbury, a ostatecznie stał się Venerable English College, gdzie do dzisiaj kształcą się angielscy duchowni.
John i Alice nie byli jedynymi, którzy pod koniec XIV wieku oferowali w Rzymie schronienie swoim rodakom. Ich okolica stawała się bazą dla cudzoziemców w Rzymie. Nieco dalej na północ, tuż za Piazza Navona, Johannes Petri wraz z żoną Catherine założyli hospicjum dla mężczyzn i kobiet przybywających do Wiecznego Miasta z ziem niemieckich. Jeszcze bliżej hospicjum angielskiego, przy tej samej ulicy, hiszpańscy pątnicy znajdowali przystań w miejscu, w którym Aragończycy zapewniali swoim rodakom dach nad głową i opiekę. Nieco dalej hospicjum Brygidy służyło Szwedom.
Podobne instytucje powstawały już wcześniej, zwłaszcza w jubileuszowym 1300 roku. Teraz jednak zaczęły się rozprzestrzeniać, nabierając narodowego charakteru, który miał je kształtować w kolejnych stuleciach.
Powyższy tekst jest fragmentem książki " Rzym miasto Boga. Opowieść o świętości i władzy ". Autorka: Jessica Warnberg. Wydawnictwo ZNAK
Tydzień z Wiara.pl
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.