
Joanna Pinkwart — Jako Polacy jesteśmy najlepsi w sabotowaniu własnych sukcesów. I o tym właśnie będzie ten tekst – obrzydliwie subiektywny, absolutnie osobisty zestaw rzeczy, które mnie mierżą.
Tekst ukazał się w Magazynie Zero#3.
Gdy przyszedł do mnie Łukasz Widuliński, który jest twórcą i „niewidzialną siłą sprawczą” wszystkich „Magazynów Zero” i powiedział, że motyw przewodni naszego kolejnego numeru brzmi „Polska jest najlepsza”, zareagowałam niemal euforycznie. Super! Trzeba się w końcu czymś pochwalić.
Ale kiedy zaczęłam się zastanawiać, o czym można tu napisać, szybko pojawił się przede mną spory problem… Bo o czymkolwiek nie pomyślałam – sprowadzało się do tego, że choć moglibyśmy w tym być najlepsi na świecie, to sami sobie bardzo skutecznie podkładamy nogę i przekreślamy własne zasługi. Że sukcesy naszym kosztem (a często też naszymi rękami) odnoszą inni. Że gdy nawet coś nam się uda lepiej niż innym, to nie kto inny, tylko my sami sabotujemy nasze osiągnięcia, umniejszamy je, wysyłamy w świat sygnał, że jednak to coś, w czym okazaliśmy się najlepsi, wcale nie jest aż takie dobre. Ostatecznie, że nawet jeśli czegoś swojego i najlepszego nie sabotujemy otwarcie, to mniej lub bardziej podświadomie ośmieszamy to lub kładziemy kompletnie promocję… I jak już potknęłam się po raz kolejny, to pomyślałam, że chyba trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
Powiedzmy sobie wprost, nasze przywary związane z sabotowaniem sukcesów mają początek dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Początek jest wręcz historyczny, dlatego od polityki historycznej warto zacząć.
[
Nauka bez nauki? Trzy błędy polskich naukowców](/news/protest-naukowcow-dlaczego-polska-nauka-protestuje-i-co-musi-sie-zmienic)
[
„Nauka bywa wykorzystywana i wykrzywiana”. Tomasz Rożek o manipulacjach](/news/tomasz-rozek-w-godzinie-zero-wladza-pieniadze-nauka-czy-czeka-nas-niesmiertelnosc)
[
Pochwała analfabetyzmu, czyli krótka historia upadku Europy](/news/pochwala-analfabetyzmu-dlaczego-alfabetyzm-niszczy-europe)
Przykłady tego, jak sami sobie doskonale zaszkodziliśmy, możemy przeczytać w podręcznikach historii. O tym, jakim niemalże imperium była I Rzeczpospolita, pisali nie tylko historycy. W czasach rozbiorów, do których właśnie doprowadziła nie tylko chciwość zaborców, ale i nasza rodzima, odwieczna wojna polsko-polska, o dawnej świetności „ku pokrzepieniu serc” pisał Henryk Sienkiewicz. Pieśni powstawały i poematy. A pokrzepienie serc było właśnie potrzebne dlatego, że koncertowo spartaczyliśmy jako naród swoją potęgę. Przez kłótnie wewnętrzne, przez kupczenie przywilejami, przez wiele rzeczy… Ale dlaczego dziś nie potrafimy wyciągnąć na wierzch tego, co było dobre, wielkie i potężne?
Dlaczego jednak odsiecz wiedeńska nie stała się dla całej Europy czymś równie ważnym, jak na przykład bitwa o Anglię? Relatywnie miała większe znaczenie. Ale nie sądzę, by pytany o choćby rok tej bitwy przypadkowy Niemiec czy Francuz miał pojęcie, kiedy to Polacy (i że to w ogóle Polacy!) zatrzymali Imperium Osmańskie w jego triumfalnym marszu na Europę. Były podejmowane próby, owszem, ale umówmy się, że nawet 340. rocznica, która celebrowana była i w Polsce, i na Kahlenbergu, i nawet w samym Wiedniu, gdzie polskiego ówczesnego premiera i prezydenta przyjmował… burmistrz miasta… nie spełniały wymagań wielkiej historycznej pompy i w świecie przeszły bez echa.
Ale mamy na koncie znacznie większe przewiny niż niedopilnowanie zasług króla Sobieskiego. Ostatnio w Telewizji Polskiej (w Likwidacji) pojawił się „poruszający dokument” zatytułowany „Wśród sąsiadów”, pokazujący historię polskiej wsi, w której po wojnie Polacy mordowali Żydów. Sam film mógłby być przyczynkiem do dyskusji o tym właśnie moim punkcie, ale najlepsza była plansza na koniec: „Nacjonalistyczne próby wybielenia historii polsko-żydowskiej pozostają jednak popularne”. I tak oto władze TVP wpisały się w coraz popularniejszy, że użyję ich sformułowania, trend zrównywania polskich przewin dotyczących Żydów do niemieckiego Holokaustu. Czy mamy swoje przewiny jako naród? Oczywiście. Czy można skalę porównywać? Absolutnie nie można. Czy trzeba każdą taką sytuację piętnować i krzyczeć na świecie, że nie Polacy, a Niemcy dokonywali systemowego mordu na etnicznych Żydach? Trzeba. Czy robimy to? Niedostatecznie często.
Dziś jeszcze żyją ludzie, którzy przez Polaków zostali uratowani przed zagładą. I mogą dać świadectwo. Ale za kilkadziesiąt lat nie będzie już nikogo takiego. A medale Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, których Polacy dostali najwięcej na świecie – wielokrotnie więcej niż inne nacje – pokryją się kurzem niepamięci. Zostanie tylko przekaz, że Polacy wspólnie z nazistami brali udział w Holokauście.
Tak. Z nazistami. Z tymi nazistami, którzy zniewolili Niemców. Bo od Niemców akurat wybielania historii można się wspaniale uczyć. I znów – za kilkadziesiąt lat nie będzie już nikogo, kto będzie miał odwagę podważyć pomału obowiązującą na świecie narrację, że to naziści z Nazistowa wywołali wojnę.
Lata temu była kampania polskiej ambasady w Waszyngtonie, w której dobitnym głosem sprzeciwiano się mówieniu o „polskich obozach koncentracyjnych”. To była dobra kampania. Bo o „polskich obozach” mówił nawet ówczesny prezydent Barack Obama. „Skrót myślowy” – tłumaczono. Ale „Słowa mają znaczenie”. To był tytuł tej kampanii i dziś na szczęście polskie władze coraz szybciej na takie „przejęzyczenia” reagują. Byśmy za kilkadziesiąt lat nie zostali obwinieni nie tylko za Holokaust, ale i za wywołanie II wojny światowej.
Był w naszej historii jeszcze jeden moment, który powinniśmy rozegrać po mistrzowsku, ale znów nam się nie udało. To przecież nie kto inny jak my, Polacy, jako pierwsi wyzwoliliśmy się spod sowieckiego buta i odrzuciliśmy tak zwaną demokrację ludową na rzecz demokracji. To przecież u nas odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory i to my nadaliśmy ton zmianom. Pokojowym – co warto podkreślić. Ale co stało się symbolem zwyciężenia komunizmu? Obalony mur berliński.
Fakt, bardziej to było spektakularne od wyborów 4 czerwca, ale czy my musieliśmy odpuścić tę walkę o Polskę jako symbol zmian? Zamiast walczyć o to, byśmy po wsze czasy stali się wzorem powrotu na mapę demokratycznych państw, postanowiliśmy, jak zwykle, walczyć ze sobą o to, czy agent „Bolek” naprawdę ma jakieś zasługi, czy zostawienie przy władzy Czesława Kiszczaka to był świetny pomysł, czy Magdalenka to sukces, czy zdrada, i tak dalej… I w morzu tych własnych wojenek świat zasług nam odjechał. I znów wyprzedzili nas… Niemcy.
Ten punkt trochę się łączy z poprzednim. Bo przecież wszyscy wiedzą, że obozy koncentracyjne nie były polskie. Bo przecież wszyscy wiedzą, że Polacy pomagali Żydom. Bo przecież wszyscy wiedzą, że Polska była ofiarą II wojny światowej, a nie sprawcą! Bo wszyscy wiedzą, że to jednak w Polsce odbyły się pierwsze wybory w odradzającej się spod sowieckiej dominacji Europie Wschodniej. Bo w końcu przecież wszyscy wiedzą, że Maria Curie to Maria Skłodowska-Curie!