
Tymon Grabowski — Volkswagen kiedyś był niemiecką firmą, a jego fabryki budowały niemiecką potęgę gospodarczą. Dziś to światowy koncern, któremu jest wszystko jedno, gdzie będzie wytwarzał swoje auta. Według wielkiego planu restrukturyzacji, przemysł motoryzacyjny w Niemczech przyjmie ogromny cios
Volkswagen kiedyś był niemiecką firmą, a jego fabryki budowały niemiecką potęgę gospodarczą. Dziś to światowy koncern, któremu jest wszystko jedno, gdzie będzie wytwarzał swoje auta. Według wielkiego planu restrukturyzacji, przemysł motoryzacyjny w Niemczech przyjmie ogromny cios w postaci zamknięcia czterech dużych fabryk.

Załoga fabryki w Emden. (fot. Volkswagen AG / Volkswagen AG)
Jeden z filarów niemieckiej potęgi przemysłowej w dziedzinie motoryzacji, czyli grupa Volkswagen-Audi, ogłosiła plan restrukturyzacyjny o monstrualnych rozmiarach. Założenia są przerażające: pracę miałoby stracić sto tysięcy osób, a cztery duże fabryki w Niemczech uległyby zamknięciu. Choć te zamiary są na razie oprotestowywane przez przedstawicieli związków zawodowych zasiadających w zarządzie Volkswagena, zapewne nic to nie da.
Możliwości produkcyjne grupy VW mają zmniejszyć się z 10 do 9 milionów pojazdów. Gama modelowa zostanie niewątpliwie okrojona, co wydaje mi się niewielką stratą, bo obecnie panuje w niej bałagan. Nie wiadomo do końca, dlaczego Volkswagen tak mocno trzyma się podziału na samochody spalinowe i elektryczne w dwóch zupełnie różnych rodzinach.
Chińczycy proponują zazwyczaj jeden rodzaj auta z dwiema wersjami napędu, tj. hybrydą plug-in i pełnym „elektrykiem”, podczas gdy Volkswagen utrzymuje osobno np. ID.7 i Passata kombi. Zintegrowanie ich w jeden model wydaje się oczywistym posunięciem od lat, ale widocznie korporacyjny bezwład skutecznie przed tym powstrzymuje.
Dodajmy, że w Chinach, gdzie Volkswagen stracił pozycję lidera – a ostatnio i wicelidera – sytuacja jest jeszcze dziwniejsza, ponieważ są dwie osobne linie modeli produkowane przez SAIC i FAW, czyli lokalnych partnerów joint-venture. Gamy modelowej VW w Chinach nie sposób już objąć umysłem, ale na pewno jest ona kosztowna w produkcji.
Volkswagen robi to, co powinien już 20 lat temu. Teraz ma szansę pokonać Toyotę
Mowa o czterech dużych zakładach:
Volkswagen przyznaje, że aby przetrwać, musi się zmniejszyć. To dobra wiadomość
Proces zamykania fabryk ma potrwać kilka lat, nie jest jeszcze dokładnie powiedziane, kiedy się zacznie i jak szybko liczba zatrudnionych w grupie VW pracowników spadnie z 660 do 560 tys. osób. Niewątpliwie jednak będzie to bolesny proces dla niemieckiego przemysłu.
W ramach podsumowania chciałbym przywołać kazus nowego elektrycznego ID.Polo. Volkswagen za wszelką cenę chce ratować swoją pozycję europejskiego lidera. Jednocześnie wchodzę w ogłoszenia i widzę, że dealerzy już wystawiają nowy model ID.Polo – jest to elektryczne auto miejskie wielkości nieco ponad 4 metrów, porównywalny wymiarami z Kią EV2. Kia EV2 kosztuje od 99 900 zł, najdroższe wersje to 142-156 tys. zł.
[

Eksplozja zamówień w przemyśle. Eksperci zdradzają, co się zmieniło](/news/program-safe-napedza-przemysl-zamowienia-w-przemysle-wzrosly-trzycyfrowo)
[

Jeszcze Niemcy nie zginęły. Tak wygląda odpowiedź na szturm chińskich elektryków](/news/porsche-cayenne-s-electric-oraz-bmw-ix3-test-niemiecka-odpowiedz-na-chinskie-elektryki)
[

Niemiecki przemysł w opałach. To również problem dla Polski](/news/niemiecki-przemysl-w-opalach-czy-polskie-firmy-to-odczuja)
Tymczasem nowe ID.Polo w ogłoszeniach kosztuje od 150 do 180 tys. zł za małe auto elektryczne marki spoza segmentu premium. Odklejka od realiów cenowych jest wręcz bolesna. A potem Volkswagen zamyka fabryki, płacze że nikt nie kupuje ich aut i że idą na dno.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.