Ma za sobą 40 lat probostwa, 55 lat kapłaństwa i 80 lat życia. Należy do wąskiego grona Honorowych Obywateli Miasta. Mimo słusznego wieku, nadal służy wiernym w konfesjonale i przy ołtarzu. Trudno znaleźć mieszkańca Sochaczewa, który nie wiedziałby, kim jest ks. prałat Antoni Jaszczołt, były proboszcz parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Trojanowie. Duchowny w Nowy Rok obchodził swoje 80. urodziny.
Imię po świętym
Ksiądz Antoni Jaszczołt dziwi się swojej długowieczności, bo w rodzinie niemal wszyscy umierali młodo. Jego tata Wojciech zmarł w wieku pięćdziesięciu kilku lat, kiedy mały Antoś był zaledwie czterolatkiem. Ale to ojcu zawdzięcza imię.
Kiedy więc 1 stycznia 1932 r. przyszły duchowny przyszedł na świat, nie było wątpliwości, jakie nadać mu imię. Ks. Antoni pochodzi z małej miejscowości Winna na Podlasiu, 5 km od Ciechanowca. Był najmłodszy spośród rodzeństwa, ale dzieciństwo nie należało do łatwych.
Spod ręki Prymasa
Maturę zdał w 1951 r. i w tym samym roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Kiedy pytam, czy nie miał wątpliwości, jaką drogę wybrać po maturze, ks. Antoni odpowiada: żadnych. Święcenia otrzymał z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego nie ukończywszy szóstego roku seminarium.
Po czterech latach pobytu w Jabłonnej, ks. Antoni trafił do warszawskiej parafii Matki Bożej Loretańskiej na Pradze. Pobyt tutaj nie trwał jednak długo, bo nasz bohater rozpoczął trzyletnie studia magisterskie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jak twierdzi, za jego czasów seminarium nie kończyło się żadnym tytułem naukowym. A młody ksiądz miał ciągoty do nauki. Studiował filozofię, a tytuł pracy magisterskiej brzmiał: "Analiza logiczna dowodów na istnienie Boga u Leibniza". Po ukończeniu studiów prowadził wykłady w seminarium i przymierzał się do doktoratu, kiedy podupadł na zdrowiu. Lekarze stwierdzili silną anemię.
Na leczenie do Trojanowa
Ks. Antoni Jaszczołt do Trojanowa trafił w 1965 r. jako 33-letni kapłan. Nie wiadomo, czy to symptomatyczne, ale duchowny przypomina, że to wiek Chrystusowy. W wirze pracy anemia chyba rzeczywiście ustąpiła, bo funkcję proboszcza pełnił 40 lat. Zrezygnował z niej sześć lat temu w wieku 74 lat. Obecnie jest rezydentem w trojanowskiej parafii.
Kiedy pytam, czy nie myślał nigdy o przejściu do większej parafii, wyznaje, że po kilku latach probostwa przyszło mu to do głowy. Parafia była mała i biedna, na wszystko brakowało pieniędzy.
Świadectwa obecności
I tu moglibyśmy zakończyć naszą opowieść, bo dalszą część kapłańskiej posługi mieszkańcy Sochaczewa dobrze znają. Również nasza gazeta wielokrotnie pisała o dokonaniach ks. Antoniego. Przypomnijmy jednak najważniejsze, czyli rozbudowę kościoła, co nie było łatwe z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy to taki, że stary kościół znajduje się w rejestrze zabytków i wszystko trzeba było uzgadniać z konserwatorem. Drugi, że w latach 80., kiedy zapadła decyzja o rozbudowie, nie było szans na kupienie jakichkolwiek materiałów budowlanych. Na wszystko potrzebne były deputaty, pozwolenia i przydziały. Całe wsie oddawały swoje przydziały na cement, a i tak kilka dni trzeba było stać w kolejkach do składu czy fabryki, żeby dostać jakiś materiał. Dzięki oddaniu parafian udało się te przeszkody pokonać. Całe rodziny pomagały w załatwianiu formalności, gromadzeniu budulca i budowie świątyni. Powstała także nowa plebania, parkingi z kostki wokół kościoła, kaplica i punkt katechetyczny w Feliksowie. Kościół miał swoją orkiestrę i zespoły parafialne.
Miejscem, które zawsze będzie się kojarzyć z ks. Antonim jest Pomnik Poległych i Pomordowanych stojący vis a vis świątyni. Idee fixe tego monumentu była taka, aby wzbogacać go o świadectwa z pól bitewnych i miejsc kaźni polskich żołnierzy, w tym także naszych lokalnych bohaterów. Te świadectwa to ziemia przywieziona z Katynia i Miednoje, z Monte Cassino, z cmentarza polskich lotników w Newark w Anglii. Za każdym razem, kiedy do pomnika wstawiano kolejną urnę z ziemią, odbywały się podniosłe religijno-patriotyczne uroczystości. Ich inspiratorem był proboszcz Antoni.
Gołąb z kapelusza
Na nic by się zdały te materialne dowody obecności kapłana, gdyby nie jego oddanie ludziom, serdeczność, jaką okazywał parafianom i ludzkie pojmowanie ich trudnych życiowych dylematów. Czasami za tę otwartość spotykały go przykrości, bo odprawił nabożeństwo żałobne temu, co nie trzeba, albo nie był zbyt surowy dla "zbłąkanych owieczek". Ksiądz Antoni po swojemu rozwijał pracę duszpasterską. Miał własną filozofię.
Księdza Antoniego często spotkamy w konfesjonale trojanowskiej parafii i na niedzielnej mszy św. o godz. 8. Zawsze ma w zanadrzu jakiegoś gołębia.
Jolanta Śmielak-Sosnowska
Komentarz:
Wywiad powstał w 2012 r., na 80. urodziny ks. prałata.
Duchowny zmarł 29 listopada 2018 r.
Czytaj cały artykuł u źródła — Ziemia Sochaczewska (dwutygodnik)