GODNE UWAGI Zbiornica w centrum sporu. Mieszkańcy składają zawiadomienia do prokuratury i CBA
To miał być przede wszystkim problem zapachu. Dziś jest to już konflikt, który podzielił mieszkańców, postawił trudne pytania władzom gminy i sprawił, że sprawą mają zająć się kolejne instytucje. Mieszkańcy gminy Skórzec złożyli zawiadomienia do prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego w sprawie działalności Zbiornicy Skórzec. Ich zdaniem zakład mógł działać z naruszeniem przepisów, a instytucje odpowiedzialne za nadzór nie reagowały wystarczająco szybko. Największe kontrowersje dotyczą skali działalności przedsiębiorstwa oraz kwestii wymaganych pozwoleń. Mieszkańcy twierdzą, że Zbiornica miała przetwarzać nawet około 60 t odpadów pochodzenia zwierzęcego na dobę, podczas gdy – według ich wiedzy – już przy znacznie niższych wartościach wymagane jest tzw. Pozwolenie Zintegrowane. Czy rzeczywiście doszło do naruszenia prawa? To mają wyjaśnić odpowiednie organy.
„Smród gotowanej padliny” i sala pełna emocji Przypomnijmy. 16 czerwca podczas spotkania zorganizowanego przez wójta gminy Skórzec szkolna sala gimnastyczna pękała w szwach. Przyszli mieszkańcy, którzy od miesięcy zgłaszali problem uciążliwego zapachu wydobywającego się ze Zbiornicy. Jak twierdzili, zapach przypominający „gotowaną padlinę” wpływa na ich codzienne życie – nie mogą otwierać okien, korzystać z podwórek ani spędzać czasu na świeżym powietrzu. Ale podczas spotkania szybko okazało się, że mieszkańcy chcą również wiedzieć, dlaczego doszło do zmian w funkcjonowaniu zakładu, czy działalność była prowadzona zgodnie z wymaganiami oraz dlaczego – ich zdaniem – wcześniej nie było zdecydowanej reakcji instytucji. Zarzuty kierowali nie tylko wobec przedsiębiorcy, ale i władz samorządowych oraz innych organów. Jak wyliczali, to choćby: Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Starostwo Powiatowe czy Powiatowy Lekarz Weterynarii.
Właściciel Zbiornicy w ogniu pytań Podczas spotkania właściciel Zbiornicy Skórzec Marcin Cabaj odpowiadał na pytania. A tych było wiele. Mieszkańcy chcieli wiedzieć, dlaczego zakład działa w obecnym kształcie, czy posiada wszystkie wymagane dokumenty, dlaczego nie przeprowadzono konsultacji społecznych dotyczących rozwoju działalności oraz jakie działania zostaną podjęte, aby zakończyć problem zapachów. Duże emocje wywołało zdjęcie wykonane z drona nad terenem Zbiornicy. Jak wskazywano, na fotografii widać krew i odpady pochodzenia zwierzęcego, co wzbudza obawy, że mogło dojść do zanieczyszczenia środowiska, zagrażającego okolicznym gospodarstwom. Atmosfera podczas spotkania była bardzo napięta. Już na początku doszło do krótkiego zamieszania. Część mieszkańców była oburzona tym, że właściciel zakładu przywiózł ze sobą pracowników, którzy – jak podkreślali – nie są mieszkańcami Skórca. Później mieszkańcy zarzucali, że działalność zakładu miała zostać znacząco rozszerzona, a ilość przyjmowanych odpadów zwiększona wielokrotnie. Pojawiały się również pytania o wdrażanie nowych technologii, pozwolenia, instalacje oraz sposób gospodarowania ściekami.
Zapowiedzi zmian nie uspokoiły mieszkańców Marcin Cabaj podczas spotkania zapewniał, że firma chce rozwiązać problem i wdrożyć rozwiązania ograniczające uciążliwości. Mówił o montażu kurtyn mgłowych i antyodorowych, poprawieniu działania biofiltra wentylacji oraz zastosowaniu dodatkowego filtra węglowego. Przekonywał również, że część odpadów, zamiast trafiać do Skórca, będzie kierowana do innych zakładów, gdzie zostanie poddana dalszemu przetworzeniu. I wskazywał na plany związane z biogazownią, która ma jeszcze bardziej ograniczyć wpływ zakładu na otoczenie. A komentując zdjęcia z drona, właściciel tłumaczył, że widoczna na nich sytuacja nie powinna się wydarzyć, ale była jednorazowa. Mieszkańcy nie przyjęli tych wyjaśnień jednak. Mówili o utracie zaufania. Pytali, dlaczego działania naprawcze pojawiły się dopiero kiedy sprawa zaczęła wywoływać protesty i zainteresowanie społeczne. Podkreślali również, że same zapowiedzi nie wystarczą - chcą mieć pewność, że zastosowane rozwiązania będą działały długofalowo.
„Uwierzyliśmy człowiekowi trochę na słowo” Zaledwie dwa dni później, 18 czerwca, odbyła się sesja Rady Gminy Skórzec. Jednym z najważniejszych punktów było głosowanie nad udzieleniem wójtowi Jerzemu Długoszowi wotum zaufania. Wójt nie uzyskał wymaganego poparcia radnych. Podczas sesji mówiono o „żółtej kartce” dla włodarza gminy. Miejscowi mówili, że na wynik głosowania ogromny wpływ miała właśnie sprawa Zbiornicy. Czy rzeczywiście? Zdaniem Artura Jastrzębskiego-Pypowskiego, przewodniczącego rady, zdecydowanie. – Zbiornica na pewno miała wpływ na głosowanie podczas sesji – mówi. Jak zwraca uwagę, przed głosowanie nad wotum zaufania wójtowi zarzucano brak odpowiedniego przepływu informacji pomiędzy urzędem, radnymi a mieszkańcami. – Na szczęście już po dwóch dniach od sesji dowiedzieliśmy się, że złożona jest decyzja o warunkach zabudowy na następne działki. Dzięki temu smogłem zlecić przekazanie tej informacji radnym, żeby byli świadomi, co się dzieje na tych działkach. A więc coś się zmieniło. Podczas spotkania z mieszkańcami można było jednak odnieść wrażenie, że część radnych nie ma pełnej wiedzy o sytuacji w Zbiornicy i działaniach podejmowanych przez właściciela. – Na posiedzeniu 4 maja pan Cabaj opowiedział o swoich planach i zapewniał, że ma wszystkie pozwolenia – relacjonuje Artur Pypowski. Jak dodaje, późniejsze informacje z kontroli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska postawiły sprawę w zupełnie innym świetle. – Napisano tam o nieprawidłowościach, między innymi braku tzw. pozwolenia zintegrowanego, które powinien posiadać, ponieważ produkował więcej, niż deklarował – dodaje. Czy radni czują się w takim razie oszukani przez właściciela Zbiornicy? – Oczywiście. Uwierzyliśmy mu na słowo. A tymczasem on nie ma pozwoleń na użytkowanie budynków i prowadzi działalność na większą skalę niż deklarował – odpowiada. Jego zdaniem radni muszą opierać się na dokumentach i informacjach, które otrzymują. – Co do filtrów trudno się wypowiedzieć, bo jeszcze ich nie ma. Czy firma faktycznie wstrzymała produkcję, czy nie, tego nie wiem. Ale rzeczywiście przez kilka dni nie było tego problemu z zapachem – mówi.
„Kompetencje rady są określone” Na wcześniejszych spotkaniach mieszkańcy zarzucali radnym, że nie wszyscy od początku byli po ich stronie. Pojawiały się głosy, że dopiero teraz samorządowcy przejrzeli na oczy. Artur Jastrzębski-Pypowski nie do końca zgadza się z takim stwierdzeniem. – Rada nie może kontrolować czy zamykać firmy. Tym zajmują się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, nadzór budowlany i inne służby. My możemy tylko apelować, pytać i oczekiwać, żeby kontrole prawidłowo przeprowadzono i doprowadzono do końca – tłumaczy. Jak dodaje, obecnie najważniejsze jest wyjaśnienie wszystkich wątpliwości: – Jeżeli przedsiębiorca ma tutaj działać, to przede wszystkim zgodnie z prawem i z poszanowaniem społeczeństwa. Inaczej nie będzie dobrze. Nasze ostateczne stanowisko jako rady jest takie, że jesteśmy murem za mieszkańcami – podkreśla.
Wójt: „To jest ważny zakład” O stanowisko w sprawie zapytaliśmy również Jerzego Długosza, wójta gminy Skórzec. Jak mówi, z tego, co jemu wiadomo, na terenie zakładu zakończyła się instalacja kurtyny antyodorowej, montaż kolejnych elementów jest na zaawansowanym etapie, a firma planuje przeprowadzenie na terenie Zbiornicy i w jej otoczeniu niezależnych pomiarów odoru, które obiektywnie ocenią skuteczność zastosowanych rozwiązań. – W związku z planowanymi testami przywracana jest częściowa funkcjonalność zakładu. O wynikach testów będę informował na bieżąco – podkreśla. Na sesji wójt odczytał oświadczenie o dobrowolnym wstrzymaniu produkcji przez właściciela Zbiornicy. Nie wszyscy w to uwierzyli. Jeden z uczestników sesji wskazał, że sytuacja miała wyglądać inaczej. Dziś Jerzy Długosz potwierdza, że firma otrzymała z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego odmowę zmiany sposobu użytkowania budynku magazynowego, co oznacza brak możliwości prowadzenia w nim określonej działalności.
Czy urząd również został wprowadzony w błąd? Zapytaliśmy wójta, czy po ujawnieniu kolejnych informacji również czuje się wprowadzony w błąd przez właściciela firmy. – Nie wiem, dlaczego na posiedzeniu komisji przedstawiał sprawę tak, a nie inaczej. Dziś mogę powiedzieć, że powinien zacząć proces wdrażania produkcji od urządzeń niwelujących zapach. Teraz, jak informuje, pracuje nad tym i jest w ciągłym kontakcie z urzędem gminy – odpowiada. Podkreśla jednocześnie, że Zbiornica jest zakładem, którego znaczenie wykracza poza samą gminę: – Jego zamknięcie spowoduje przerwanie pewnego procesu bezpieczeństwa żywnościowego. Uważam, że w wyniku presji społecznej i tego, co wydarzyło się podczas sesji, właściciel to zrozumiał i obierze odpowiednią drogę: informowania społeczeństwa i wdrażania zabezpieczeń technologicznych.
„Nie chcemy wojny, chcemy normalności” Mieszkańcy Skórca nie ukrywają rozgoryczenia. Podkreślają, że nie walczą z samą firmą i nie domagają się jej likwidacji. – Zbiornica istnieje od około 30 lat. Rozumiemy, że ktoś musi wykonywać takie usługi. Ale czemu to my mamy ponosić konsekwencje tego, że ktoś prowadzi działalność bez zachowania odpowiednich norm? – pytają. Jak dodają, to, co od kilku miesięcy dzieje się w tej sprawie, przechodzi ludzkie pojęcie. – Ludzie już nie wierzą w żadne deklaracje. To, co słyszymy, jest całkiem inne niż fakty – dodają. Dziś sprawa trafia na kolejny etap. Zawiadomienia mieszkańców mają sprawdzić odpowiednie organy, a kontrole mają odpowiedzieć na pytania dotyczące działalności zakładu. Tylko czy po tak dużym konflikcie możliwe będzie jeszcze odbudowanie zaufania pomiędzy mieszkańcami, przedsiębiorcą i samorządem? Właściciel Zbiornicy, mimo prób kontaktu ze strony naszej redakcji, nie zdecydował się na rozmowę.
Przypominamy materiał opublikowany w papierowym wydaniu „Życia Siedleckiego” z 10 lipca 2026 roku.
Co sądzisz na ten temat?
Czytaj cały artykuł u źródła — zyciesiedleckie.pl (Życie Siedleckie)