
Czym Kurpie różnią się od innych regionów Polski? Odpowiedź można znaleźć w nowej książce Laury Bziukiewicz "Kurpie i folklor". Publikacja powstała z myślą o osobach, które chcą lepiej poznać kulturę, gwarę, strój, budownictwo i tradycyjne rzemiosło Kurpiowszczyzny. Z twórczynią z Muzeum Kurpiowskiego w Wachu rozmawiamy również o frywolitkach, pracy nad wyjątkową peleryną na pokaz mody w Londynie oraz kolejnej książce, która ma ukazać się jesienią.
Spotykamy się z okazji wydania książki "Kurpie i folklor". O czym jest ta publikacja?
To niewielka pigułka wiedzy pokazująca, czym Kurpie różnią się od innych regionów Polski. Nasze muzeum odwiedzają przede wszystkim osoby spoza Kurpiowszczyzny. Zauważyłam, że ich wiedza o odrębności naszej kultury, stroju, gwary, budownictwa czy rzemiosła jest niewielka. Stąd pomysł, aby w prostej i przystępnej formie pokazać, jak wyjątkowy jest nasz region.
Chciałam, żeby książka była napisana prostym językiem i uzupełniona archiwalnymi zdjęciami. Ma być również pamiątką z pobytu na Kurpiach.
To kolejna pani publikacja po książkach związanych z kurpiowską kuchnią i ziołami.
We wcześniejszych książkach zebrałam wiedzę mieszkańców Kurpiowszczyzny dotyczącą kulinariów oraz domowego wykorzystywania ziół. To informacje przekazywane przez ludzi, którzy pamiętają dawne zwyczaje i sposoby radzenia sobie w codziennym życiu. Zależało mi na tym, żeby tę wiedzę zachować i przekazać dalej.
Pracuje pani już nad kolejną książką. Tym razem będzie związana z frywolitką?
Tak. Frywolitka jest moją drugą wielką pasją. Powstaje książka z wzorami moich koronek. Dwie wcześniejsze publikacje poświęcone frywolitkom spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem również poza Polską, dlatego pojawił się pomysł na kolejną. Pracuję nad nią razem z mężem, który odpowiada za stronę graficzną. Przy licznych obowiązkach związanych z prowadzeniem muzeum próbujemy wygospodarować czas, aby książka mogła ukazać się jesienią.
O pani koronkach usłyszeli również projektanci mody. W ubiegłym roku przygotowała pani element kolekcji prezentowanej w Londynie.
To był bardzo ciekawy i intensywny rok. Miałam przyjemność uczestniczyć jako twórczyni w projekcie pokazanym podczas pokazu mody w Londynie. Powstała kolekcja poświęcona współczesnej koronce, która jednocześnie nawiązywała do tradycji i oddawała hołd dawnym twórcom.
Odpowiadałam za wykonanie części koronczarskiej. Było to wymagające, ale niezwykle inspirujące doświadczenie. Projekt wzbudził duże zainteresowanie. Dla mnie stał się potwierdzeniem, że to, co robię, reprezentuje naprawdę wysoki poziom.
Jednym z najważniejszych elementów kolekcji była efektowna peleryna. Ile trwało jej wykonanie?
Samo tworzenie peleryny zajęło około miesiąca. Wcześniej odbywały się jednak przygotowania związane z wykrojem, dopasowaniem konstrukcji do modelki i zrozumieniem wizji projektanta.
Nie znaliśmy się osobiście. Wszystkie ustalenia prowadziliśmy za pomocą komunikatorów. Projektant nie zajmuje się koronką, ale miał określoną wizję. Musieliśmy więc znaleźć rozwiązanie, które połączy jego oczekiwania z możliwościami technicznymi frywolitki.
Dodatkowym wyzwaniem były nietypowe nici.
Projektant zdecydował, że koronka ma zostać wykonana z bardzo grubej nici. Nie mogłam znaleźć odpowiedniego materiału w Polsce, dlatego trzeba było sprowadzić go z zagranicy.
Cały czas towarzyszyła mi obawa, że nici zabraknie. Gdybym popełniła błąd i musiała wyrzucić fragment pracy, mogłoby się okazać, że nie mam już materiału na dokończenie projektu.
Praca z grubą nicią jest również bardzo wymagająca dla dłoni. Niewielka jej ilość mieści się na czółenku, dlatego trzeba ją często nawijać. Przez miesiąc pracowałam bardzo intensywnie, ponieważ termin był krótki. Później przez dwa miesiące nie wykonywałam żadnych frywolitek. Musiałam pozwolić odpocząć przeciążonym dłoniom i stawom.
Czy na Kurpiach jest duże zainteresowanie pani koronkami?
Moi odbiorcy pochodzą przede wszystkim spoza regionu. Na Kurpiach zainteresowanie wykonywanymi przeze mnie frywolitkami jest niewielkie. Zamówienia docierają do mnie z innych części Polski, a także z zagranicy.
Jednym z takich zamówień była wyjątkowa kolia dla klientki z Łodzi.
Klientka wymarzyła sobie szeroką, koronkową taśmę zakładaną na szyję, z dużą zabudowaną częścią. Chciała, aby znalazły się w niej naturalne perły, bursztyny, szlifowane elementy i srebro.
Potrzebna była również bardzo delikatna angielska nić w nietypowym odcieniu. Był to kolor na pograniczu pudrowego różu i brązu. Kolejnym wyzwaniem było dopasowanie całości do osoby, którą znałam jedynie ze zdjęcia.
Okazało się, że klientka ma podobną budowę do mojej, dlatego mogłam przymierzać kolię na sobie. Mimo to potrzebnych było kilka wysyłek i przymiarek. Niektóre elementy trzeba było zmieniać, a wzór opracowywać na nowo.
Dużo czasu zajmuje również wybór właściwej nici.
Osoba, która nie zna techniki, może uznać, że skoro nić pięknie wygląda w motku, to równie dobrze sprawdzi się w koronce. Tak jednak nie jest.
Klientka chciała na przykład, aby frywolitka została wykonana z jedwabiu. Próbowałam jej wyjaśnić, że dostępny materiał nie nadaje się do tej techniki. Ostatecznie robiłam próbne kwiatki z wybranych przez nią nici i wysyłałam je, aby mogła zobaczyć efekt. Dopiero wtedy przyznawała, że rzeczywiście nie wygląda to dobrze.
Doświadczenie pozwala mi ocenić, który materiał sprawdzi się w konkretnej pracy. Czasem coś droższego i bardziej luksusowego wcale nie daje lepszego rezultatu.
Czy osoby odwiedzające Muzeum Kurpiowskie w Wachu mogą zobaczyć, jak powstaje frywolitka?
Oczywiście. Jeżeli tylko mam wolną chwilę, z radością pokazuję gościom, jak tworzy się frywolitki. To wyjątkowo piękna technika. Warto zobaczyć ją z bliska i przekonać się, ile cierpliwości, dokładności i pracy wymaga wykonanie nawet niewielkiego elementu.