RAK
    Jeszcze słówko… Absolutorium absolutnie niepotrzebne

    Jeszcze słówko… Absolutorium absolutnie niepotrzebne

    2849 odsłon
    Jeszcze słówko… Absolutorium absolutnie niepotrzebne

    Niespodzianki nie było - prezydent Ostrołęki otrzymał absolutorium z wykonania budżetu i wotum zaufania. Po czym z dumą oświadczył, że "wszyscy możemy się czuć matkami i ojcami tego sukcesu". To ja o tym jeszcze słówko...

    Od lat obserwuję działalność samorządu Ostrołęki (i samorządów ościennych) i niezmiennie śmieszy mnie zadęcie i sztuczność corocznego spektaklu pod tytułem "sesja absolutoryjna". I żeby było jasne - nie dotyczy to tylko Ostrołęki lecz, moim skromnym zdaniem, zdecydowanej większości samorządów w Polsce. Być może czas już z tym skończyć? Co niniejszym postuluję. Choć bez wiary, bo tendencja jest taka, że raczej wszystko zmierza do rozbudowy i zwiększenia tego rytuału. Kiedyś radni podejmowali dwie uchwały - w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego i w sprawie udzielenia absolutorium. Teraz jest jeszcze wotum zaufania poprzedzone przedstawieniem raportu o stanie gminy/miasta.

    Te dwie pierwsze uchwały winny dotyczyć tylko i wyłącznie finansów samorządu. Ale w praktyce jest tak, że radnym nawet nie chce się przeczytać opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej, nie mówiąc już o osobistej analizie realizacji budżetu. W praktyce było zawsze tak - no może nie zawsze, ale bardzo często - że dyskusja nad absolutorium była wszystkim tylko nie tym, czym być powinna. I właśnie dlatego kilka lat temu wprowadzono instrument raportu o stanie miasta/gminy i głosowanie nad udzieleniem wotum zaufania. To teoretycznie miało pozwalać na szerszą dyskusję - nie tylko o tym, upraszczając, czy dochody zgadzają się z wydatkami, ale także jak miasto jest zarządzane, jakie są jego kierunki rozwoju, jak prezydent wypełnia swoje obowiązki, i te de, i te pe. Wprowadzono nawet możliwość uczestnictwa mieszkańców w takiej dyskusji, choć w praktyce, przynajmniej naszej, lokalne, nikt z tego nie korzysta.

    Tyle, że tak naprawdę niewiele to zmieniło. Jak wcześniej dwie, tak teraz trzy uchwały są podejmowane niejako w pakiecie. Pamiętam, że jak zmiany wprowadzano, pojawiały się pomysły, żeby te właśnie sesje - z głosowaniem fotum zaufania - organizować z szerszym dostępem publiczności (choć oczywiście każda sesja jest otwarta), z dyskusją z mieszkańcami, i tak dalej. Nic z tego nie wyszło. Raport o stanie miasta/gminy ogranicza się do prezentacji - najczęściej w formie slajdów - o tym co działo się przez rok. Dla kogoś kto samorządem się na bieżąco interesuje, niczego nowego tam nie ma. A głosowanie i tak jest emanacją politycznego układu w radzie miasta. Mało tego, brak wotum zaufania dla prezydenta/burmistrza/wójta praktycznie niczym nie skutkuje. Dopiero dwukrotne nieudzielenie mu takiego wotum otwiera drogę do decyzji rady o ogłoszeniu referendum w sprawie odwołania prezydenta/burmistrza/wójta. Takie karkołomne rozwiązanie nasi mądrzy politycy wymyślili chyba tylko po to, żeby w ogóle jakoś uzasadnić sens udzielania wotum zaufania. Tymczasem taki przepis jest praktycznie głupi - stwarza możliwość odwołania prezydenta/burmistrza w procesie trwającym jakieś trzy lata. I to i tak ostatecznie przecież nie decyzją rady, ale głosami mieszkańców w referendum. Mieszkańców, którzy mają przecież szybszą możliwość - co pokazał ostatni przykład referendum krakowskiego.

    Referendum moim zdaniem budującego i mogącego być pewnym krokiem milowym w rozwoju demokracji lokalnej. Od razu zaznaczę, że nie mam bladego pojęcia o rządach byłego już prezydenta Krakowa i tym samym nie mam żadnego zdania o wynikach referendum. Istotne jest, że się udało; że, trochę wbrew przepisom nieułatwiającym w tym przypadku działania mechanizmów demokracji bezpośredniej mieszkańcy mieli głos. Swój głos a nie głos radnych, którzy owszem, w kampanii zapewniają, że będą głosem mieszkańców, a faktycznie często nawet nie są potem w pełni swoim własnym głosem lecz także głosem stojących za nimi partii i sił politycznych.

    Gdyby tak mechanizmy referendum lokalnego dało się uprościć, być może włodarze miast i gmin w końcu poczuli by realną odpowiedzialność przed mieszkańcami. A nie przed radami, czyli organami - wiem, że wielu radnych zaraz się oburzy, ale mogę tej tezy bronić - politycznymi.

    Ciekaw jestem także - a może przede wszystkim - opinii samych wójtów/burmistrzów/prezydentów. Czy naprawdę potrzebują oni corocznego potwierdzenia i oceny swoich rządów przez radę? Czy może woleliby w spokoju zarządzać miastem ze świadomością, że mieszkańcy ocenią ich na koniec kadencji, a jeśli zajdą wyjątkowe okoliczności nawet wcześniej?

    Może czas skończyć z fikcją corocznego teatrzyku pod tytułem "sesja absolutoryjna", który de facto jest liczeniem politycznych szabel, potwierdzeniem powyborczej arytmetyki i deklaracją politycznej lojalności.

    Na koniec dodam, że inspiracją do tych kilku słów do dyskusji, była ostatnia absolutoryjna sesja rady miasta. Sesja podsumowująca naprawdę wyjątkowy rok w dziejach Ostrołęki. W wystąpieniach niektórych radnych - nazwiska litościwie pominę - uderzyło mnie, że poza pochwałami pod adresem prezydenta pobrzmiewał też ton autopromocji. Radni podkreślali, subtelnie acz zauważalnie, że to przecież też ich zasługa, bo to oni przyjęli zaproponowany przez prezydenta budżet. I to oni głosowali za projektami jego uchwał. Zdecydowane nadużycie...

    Zapraszam do dyskusji.

    Piotr Ossowski

    Czytaj cały artykuł u źródła — MakówMaz24.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era