RAK
    Budowanie na wczoraj, czyli co dalej po nowym moście?

    Budowanie na wczoraj, czyli co dalej po nowym moście?

    463 odsłon
    Budowanie na wczoraj, czyli co dalej po nowym moście?

    Polityka ma jedną wadę. Najczęściej myśli do następnych wyborów. Tymczasem miasto powinno planować swoje działania na dwadzieścia, trzydzieści lat do przodu. Dlatego coraz częściej mam wrażenie, że w Ostrołęce gonimy poprzednią dekadę, budując np. most, którym powinniśmy już dawno jeździć. Skupiamy się na inwestycjach, które odpowiadają na potrzeby mieszkańców tu i teraz, a znacznie mniej uwagi poświęcamy temu, jak będzie wyglądało nasze miasto za dekadę.

    Dziś napiszę o demografii, której nieodłącznym symbolem są dla mnie żłobki. Nie chodzi o to, że żłobki są niepotrzebne. Są potrzebne. Opieka nad najmłodszymi zawsze będzie jednym z zadań samorządu. Problem polega na tym, że rzeczywistość demograficzna zmienia się szybciej niż nasze myślenie.

    Mój redakcyjny kolega Piotr Ossowski trafnie zauważył , że w ostatnich latach w Ostrołęce powstało pięć prywatnych żłobków . Mimo to miasto buduje drugi żłobek samorządowy. Nie chodzi o krytykę samej inwestycji, która będzie służyła nam przez długie lata. Czy jednak właśnie tego najbardziej będzie potrzebowała Ostrołęka za pięć czy dziesięć lat?

    Nie mam wątpliwości co do tego, że powstawanie kolejnego żłobka i nowych przedszkoli to inwestycje spóźnione . Budujemy w momencie, gdy zapotrzebowanie już od dawna spada, a dane GUS mówią o tym, że Polska wymiera . Pieniądze i energię, które dziś idą w nowe miejsca dla maluchów, za kilka lat trzeba będzie kierować zupełnie gdzie indziej. Tymczasem nowymi żłobkami chwalą się nie tylko miasta i miasteczka. Swój drugi żłobek buduje Ostrołęka , jak na byłe wojewódzkie miasto przystało. Buduje także niespełna 3-tysięczny Różan (burmistrz chwalił się, że liczba mieszkańców wzrosła o... 13 osób).

    Żłobek wybudowano m.in. w gminach Łyse , Kadzidło , Goworowo i Krasnosielc . Dwa żłobki ma gmina Olszewo-Borki (jeden w Nowej Wsi ). Za gminny żłobek nagrodę otrzymał Rzekuń . Tutaj warto się na chwilę zatrzymać, ponieważ właśnie do gm. Rzekuń przeprowadza się najwięcej Ostrołęczan i mieszkańców regionu. Fanaberią za to może wydawać się budowa żłobka w liczącej niespełna 1000 osób wsi Surowe w gm. Czarnia (cała gmina ma zaledwie nieco ponad 2 tys. mieszkańców). Jeszcze 5 lat temu pisaliśmy, że w tamtejszym żłobku trójką dzieci zajmują się... dwie opiekunki .

    Biznes robi swoje

    Prywatny rynek działa inaczej niż samorząd. Biznes zawsze jest pierwszy. Skoro prywatne żłobki powstały jako pierwsze (lata temu), to jako pierwsze się też zamkną, albo przekształcą w przedszkola czy inną działalność . Gdy zabraknie dzieci, prywatny właściciel po prostu znajdzie dla budynku nowe zastosowanie. To naturalny mechanizm. Samorząd takiej swobody nie ma. Publiczny budynek zostaje. Trzeba go ogrzać, utrzymać i finansować, nawet jeśli korzysta z niego garstka dzieci (ponownie przywołam przykład wsi Surowe). Zmiana przeznaczenia samorządom zajmuje lata.

    A liczby są bezlitosne. Ministerstwo Edukacji prognozuje, że w polskich szkołach ubędzie ponad półtora miliona uczniów . To około stu dziesięciu tysięcy dzieci mniej rocznie. W samym minionym roku kuratoria w całym kraju wydały blisko trzysta pozytywnych opinii w sprawie zamknięcia lub przekształcenia placówek. Niedawno przeczytałem o tym, że prezydent Lublina przyznaje , że w roczniku, do którego dziś dopasowany jest system edukacji, dzieci jest o połowę mniej niż rok wcześniej, a w ciągu dwóch lat z publicznych przedszkoli ubył tysiąc maluchów . Prezydent Sosnowca w prasie wprost powiedział , że problem dopiero wybuchnie, a pierwsze oddziały przedszkolne już zamyka.

    Najciekawsze jest jednak to, co proponuje samo ministerstwo. Skoro budynków szkół nie da się zapełnić uczniami, mają one stać się centrami integracji mieszkańców. Tych młodszych i tych starszych. Innymi słowy państwo już dziś szuka pomysłu, co zrobić z pustymi salami i jak otworzyć je dla seniorów . To powinno nam coś podpowiedzieć o kierunku, w którym zmierzamy. Znacznie większym wyzwaniem od braku miejsc w żłobkach wydaje się dziś coś zupełnie innego: starzenie się społeczeństwa. Wystarczy spojrzeć na prognozy GUS. Za kilkanaście lat osób starszych będzie znacznie więcej niż dzisiaj . I to właśnie pod ich potrzeby powinny być projektowane ulice, chodniki i przestrzeń publiczna.

    Mieszkałem przez pewien czas w Londynie, w dzielnicy, w której zdecydowanie dominowali seniorzy. Tam nikogo nie interesowało, czy krawężnik wygląda estetycznie. Najważniejsze było to, żeby go praktycznie nie było. Chodniki przebudowywano tak, by osoba starsza mogła przejść bez najmniejszego problemu. Zmiany polegały na tym, by pozbyć się stopni. Obniżone przejścia dla pieszych nie były luksusem, bo wyremontowane ulice miały chodnik i jezdnię na tym samym poziomie. Przypominało to nieco rynek starego miasta z wyraźnym jednak podziałem na ruch aut i pieszych. Takie było brytyjskie myślenie już 20 lat temu . W Polsce w największych miastach trwa dyskusja o tym, jak walczyć z betonozą i czy sadzenie drzew szczepionych na pniu ma jakikolwiek sens.

    Nad Wisłą wciąż cieszymy się z nowych rond, fontann i efektownych inwestycji. Prezydenci miast i wójtowie już mniej ścigają się na kilometry nowych szaro-czerwonych chodników . Nowa moda w samorządzie to miejsca wypoczynku, skateparki oraz stawy i oczka wodne. Tymczasem za dziesięć czy piętnaście lat największym luksusem może okazać się zwykły chodnik bez wysokiego krawężnika i ścieżka, która umożliwi komfortowe poruszanie się seniora na elektrycznym wózku. Ławka ustawiona co kilkaset metrów w cieniu dojrzałych drzew, niekoniecznie szczepionych na pniu. Miarą komfortu życia w mieście będzie dobrze oświetlone przejście, winda zamiast schodów. To takie drobiazgi zdecydują o jakości życia tysięcy mieszkańców.

    To samo dotyczy mieszkalnictwa i planowania przestrzennego. Dziś powstają domy coraz dalej od centrum, kilka kilometrów od zwartej zabudowy. Teraz wydaje się to atrakcyjne. Panuje moda na dom pod lasem i ciszę. Za kilkanaście lat może się to okazać problemem. Wodociągi, kanalizację, drogi i oświetlenie trzeba będzie utrzymywać dla coraz mniejszej liczby mieszkańców. A w tym samym czasie w centrum miasta będą stały kolejne pustostany. Tak wygląda już dziś wiele małych miast w Europie. Coraz częściej także w Polsce. Koszty utrzymania rozproszonej infrastruktury rosną , a liczba mieszkańców maleje. Matematyki nie da się oszukać. Największe koszty poniosą rozległe i słabo zaludnione gminy. Z troską patrzę na gm. Baranowo i powiat makowski . Zastanawiam się z czym będzie się mierzyć okalająca Ostrołękę z trzech stron gmina Rzekuń .

    Wyborcy lubią inwestycje

    Najtrudniejsze jest to, że politycznie takie myślenie się nie opłaca. Wyborcy lubią inwestycje, które można zobaczyć i sfotografować. Lubią nowe budynki, place zabaw i przecinanie wstęg. Ludzie chcą igrzysk. Znacznie trudniej wygrać wybory zapowiedzią, że przez najbliższe lata będziemy obniżać krawężniki i przygotowywać miasto na starość jego mieszkańców.

    Przyszłość jednak nie pyta o wyniki wyborów. Przychodzi niezależnie od nich. Jeśli zaczniemy się przygotowywać dopiero wtedy, gdy problem stanie się oczywisty dla wszystkich, będzie już znacznie drożej, znacznie trudniej i znacznie boleśniej.

    Most, na który Ostrołęka czekała ponad dwie dekady, w końcu stanął. Z przygotowaniem miasta na starość jego mieszkańców nie możemy spóźnić się tak samo. Bo tym razem nie nadrobimy tego jedną kadencją.

    Krzysztof Chojnowski

    Czytaj cały artykuł u źródła — MakówMaz24.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era