
Kiedy we wtorek prezydent Płocka Andrzej Nowakowski ogłosił, że miasto kończy negocjacje ze spółką Fautores, trudno było mówić o zaskoczeniu. Bardziej o formalnym domknięciu procesu, który od kilku miesięcy sprawiał wrażenie, że zmierza donikąd.
Komunikat był krótki. „Gmina Miasto Płock i spółka Fautores przez kilka miesięcy prowadziły negocjacje dotyczące sprzedaży udziałów w Wiśle Płock. Wspólnie podjęliśmy decyzję o zakończeniu procesu na tym etapie. Dziękujemy inwestorowi za poświęcony czas i rozmowy, które dostarczyły cennych doświadczeń. Obecnie samorząd Płocka pozostaje jedynym udziałowcem w Wiśle Płock SA” – przekazał prezydent.
Nie ma tu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie wiadomo, czy strony nie porozumiały się w sprawie ceny, zakresu sprzedawanych udziałów, modelu zarządzania klubem, gwarancji finansowych czy wizji jego rozwoju. Nie wiadomo również, kto podjął decydujący krok i uznał, że dalsze rozmowy nie mają sensu. Obie strony zgodnie poinformowały jedynie, że negocjacje zostały zakończone.
W każdym razie zakończyła się historia, która miała otworzyć nowy rozdział w dziejach jednego z najważniejszych klubów sportowych w mieście. Bo po miesiącach rozmów, zapewnień o konstruktywnych negocjacjach Płock wrócił dokładnie do miejsca, z którego wyruszył.
Brzmiało racjonalnie
Jesienią ubiegłego roku niewielu kwestionowało samą ideę znalezienia prywatnego inwestora. Model finansowania zawodowego futbolu od dawna się zmienia. Coraz więcej samorządów dochodzi do wniosku, że utrzymywanie ekstraklasowego klubu wyłącznie z publicznych pieniędzy staje się coraz trudniejsze. Rosną koszty funkcjonowania, wynagrodzeń, infrastruktury i rywalizacji sportowej.
Także w Płocku od lat powtarzano, że jeśli Wisła ma się rozwijać, prędzej czy później będzie potrzebowała silnego partnera prywatnego. To nie był pomysł kontrowersyjny. Kontrowersje pojawiły się dopiero, gdy przyszło do jego realizacji.
30 października ub.r. Rada Miasta Płocka zgodziła się na rozpoczęcie procesu sprzedaży części udziałów w Wiśle. Uchwała dawała prezydentowi zielone światło do poszukiwania inwestora strategicznego. Podkreślano przy tym, że miasto nie zamierza całkowicie wycofywać się z klubu i zachowa wpływ na jego funkcjonowanie. W uzasadnieniu wskazywano, że pozyskanie kapitału prywatnego ma umożliwić dalszy rozwój sportowy i organizacyjny spółki. Brzmiało racjonalnie.
Rynek odpowiedział ciszą
Niedługo później prezydent Andrzej Nowakowski powołał zespół negocjacyjny, który miał przeprowadzić jedną z najważniejszych transakcji w historii płockiego sportu. W jego skład weszli przedstawiciele ratusza, urzędnicy odpowiedzialni za finanse i nadzór właścicielski, reprezentowani byli rada miasta, kibice. Miało to gwarantować przejrzystość całego procesu i uwzględnienie różnych punktów widzenia.
Miasto zapowiadało, że chce znaleźć partnera, który nie będzie jedynie inwestorem finansowym, ale wniesie do klubu doświadczenie, kontakty i pomysł na rozwój.
Pierwszym sygnałem, że proces może nie przebiegać zgodnie z planem, było zainteresowanie rynku, a właściwie jego brak. Choć sprzedaż ekstraklasowego klubu zapowiadano jako ważne wydarzenie, do rozmów zgłosił się tylko jeden podmiot. Była nim spółka Fautores, za którą stali ludzie doskonale znani w polskiej piłce. Marek Koźmiński – były reprezentant Polski, były wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej. Cezary Kucharski – były piłkarz, menedżer piłkarski, przez lata jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego futbolowego biznesu, od kilku lat skonfliktowany z Robertem Lewandowskim. Trzecim z partnerów był przedsiębiorca Mariusz Siewierski.
W swoich publicznych wypowiedziach podkreślali, że nie interesuje ich krótkoterminowa inwestycja ani szybki zysk. Mówili o budowie stabilnego klubu, wykorzystaniu doświadczenia zdobytego w piłce i stworzeniu projektu, który pozwoli Wiśle na trwałe zadomowić się w Ekstraklasie.
To właśnie z nimi miasto rozpoczęło wyłączne negocjacje. Można było odnieść wrażenie, że najtrudniejszy etap jest już za nim. Potencjalny inwestor został znaleziony, rozmowy miały dotyczyć już tylko szczegółów transakcji.
Szybko okazało się jednak, że najważniejsze pytania dopiero się pojawią.
Już wtedy część obserwatorów zwracała uwagę, że sytuacja jest nietypowa. W transakcjach dotyczących tak ważnych aktywów konkurencja pomiędzy zainteresowanymi zwykle wzmacnia pozycję sprzedającego. Pozwala porównywać oferty, negocjować warunki i wybierać najlepsze rozwiązanie. Płock takiego komfortu nie miał. Od pierwszego dnia wszystko zależało od powodzenia rozmów z jednym partnerem.
Przecież i tak radni byliby przeciw
Przez kolejne miesiące mieszkańcy słyszeli przede wszystkim jedno zdanie: Negocjacje trwają. Ewentualnie – że proces jest skomplikowany, obejmuje analizę dokumentów, kwestie finansowe i prawne, dlatego wymaga czasu. Zwracano uwagę, że podobne transakcje nie kończą się po kilku tygodniach – potrafią trwać nawet kilka lat.
Innych informacji było niewiele. Ratusz nie ujawniał szczegółów rozmów, powołując się na poufność. Trudno było z całą pewnością powiedzieć, jaki pakiet udziałów miałby ostatecznie trafić do inwestora, jakie zobowiązania miałby przejąć i jakie gwarancje pozostawiono miastu.
Bardziej rozmowni byli potencjalni nowi właściciele – jak wyżej wspomniany Koźmiński, którego wypowiedzi mogły wzbudzić niepokój kadry zarządzającej klubem i drużyną:
W miarę upływu czasu pytań przybywało. Radni zaczęli dopytywać o przebieg negocjacji, a kibice coraz częściej zastanawiali się, czy rozmowy rzeczywiście zmierzają do finału, czy jedynie przeciągają się bez wyraźnego celu. W okresie przedłużającej się niepewności właścicielskiej w klubie doszło do istotnych zmian personalnych. Nie ma publicznych podstaw, by przypisywać je negocjacjom, jednak ich zbieżność czasowa z procesem sprzedażowym jest faktem.
Na odpowiedź przyszło czekać do ostatniego dnia czerwca. Wiadomo już, że sprawa części udziałów nie stanie już – choć całkiem niedawno zapowiadał to skarbnik miasta Wojciech Ostrowski – na żadnej wakacyjnej sesji rady miasta, zwykłej czy nadzwyczajnej.
Zresztą…
Przecież i tak radni byliby przeciw.
Na zdj.: sparing z Pogonią Grodzisk Mazowiecki 2:1, fot. Sebastian Wiciński / Wisła Płoc k
Arkadiusz Adamkowski