
Janochy to niewielka wieś w gminie Troszyn, ale przykładów społecznej aktywności mogłaby pozazdrościć jej niejedna większa miejscowość. Mieszkańcy od wielu lat dbają o wspólną przestrzeń i promują walory swojej małej ojczyzny. Jest tu świetlica, plac spotkań, prężnie działa koło gospodyń wiejskich, stowarzyszenie, młodzieżowa rada, a przede wszystkim – zgrana grupa mieszkańców, którzy potrafią zjednoczyć siły dla dobra swojej wsi. Miejscowość wyróżnia się oryginalnymi, międzypokoleniowymi działaniami i wieloletnią współpracą. O tym, jak to wszystko się zaczęło, co daje praca sołtysa i dlaczego warto włączać w życie społeczne dzieci i młodzież, rozmawiamy z Anną Tyszką, sołtyską Janoch.
Janochy są małą miejscowością, ale widać tu dużą aktywność mieszkańców. Co jest siłą tej wsi?
Największą siłą Janoch są bez wątpienia ludzie. Jesteśmy niewielkim sołectwem, liczącym około 100 mieszkańców, ale panuje u nas ogromna różnorodność. Mamy tu rolników, osoby wykonujące najróżniejsze inne zawody, mamy dzieci, młodzież i wspaniałych seniorów. Tworzymy prawdziwie wielopokoleniową społeczność. Nasi mieszkańcy są niezwykle pracowici i solidni. Kiedy podejmują się jakiegoś zadania, zawsze je kończą. To właśnie konsekwencja i cierpliwość sprawiają, że nasze wspólne przedsięwzięcia przynoszą tak wspaniałe rezultaty.
Dla mnie ta ludzka różnorodność jest najcenniejsza. Dzięki niej możemy realizować szeroki wachlarz inicjatyw – każdy wnosi coś unikalnego. Jedni mają nieszablonowe pomysły, inni cenne życiowe doświadczenie, a jeszcze inni oferują swój czas, energię lub konkretne umiejętności techniczne, czy artystyczne i kulinarne. Wspólne działanie naprawdę wychodzi nam świetnie.
A prywatnie, jak mocno jest pani związana z Janochami?
Bardzo mocno. W Janochach się urodziłam i wychowałam. Prawdę mówiąc, nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdziekolwiek indziej. Jestem głęboko przywiązana do mojej rodziny i krewnych, a wszystkich mieszkańców traktuję jak swoich bliskich. Zawsze widziałam swoją przyszłość w tej wsi. Tak się szczęśliwie złożyło, że razem z mężem osiedliliśmy się właśnie tutaj. Mój mąż pochodzi z gminy Czerwin, ale w Janochach zaaklimatyzował się błyskawicznie i złapał świetny kontakt z sąsiadami.
Jeśli chodzi o moją edukację, ukończyłam Szkołę Podstawową w Troszynie, następnie I LO w Ostrołęce, a potem zdobyłam tytuł magistra na studiach wyższych. Kształcenie i rozwój osobisty zawsze były dla mnie priorytetem, dlatego przez większość dorosłego życia równolegle z formalną edukacją podejmowałam różnorodne aktywności – kończyłam studia podyplomowe, kursy, programy szkoleniowe i angażowałam się w wolontariat. Zawsze jednak z jedną myślą: że zostanę w Janochach, bo tu jest moje miejsce na ziemi.
Czym zajmuje się pani zawodowo i czy ta praca pomaga w działalności sołeckiej?
Zawodowo od ponad 15 lat pełnię funkcję dyrektorki biura Stowarzyszenia LGD „Zaścianek Mazowsza”. Na co dzień zajmuję się pozyskiwaniem środków unijnych, zarządzaniem projektami oraz dbaniem o rozwój lokalny terenów wiejskich. Z wielką pasją wspieram i edukuję organizacje pozarządowe oraz koła gospodyń wiejskich.
To doświadczenie jest nieocenione w pracy dla naszego sołectwa. Doskonale wiem, gdzie szukać funduszy, jak prawidłowo napisać wniosek i w jaki sposób od A do Z poprowadzić projekt. Z drugiej strony działa to również w odwrotnym kierunku – moje wieloletnie doświadczenie w pracy sołtysa i animacji mieszkańców wykorzystuję zawodowo. Czerpię pełnymi garściami z rozwiązań wypracowanych u nas, w Janochach, takich jak skuteczna współpraca z młodzieżą, włączanie dzieci w decydowanie o funduszu sołeckim czy międzypokoleniowa integracja. Po tylu latach śmiało mogę przyznać, że stało się to moją specjalizacją.
Zawsze jednak podkreślam jedną żelazną zasadę: nie chcę nikogo uszczęśliwiać na siłę. Wszelkie działania i projekty muszą wynikać z autentycznych potrzeb społeczności. Staram się pozyskiwać środki na inwestycje i wydarzenia, które realnie poprawiają komfort życia lub dają ludziom radość i chęć do dalszego angażowania się. Dodatkowo jestem prezeską prężnie rozwijającego się Stowarzyszenia Społeczne Inicjatywy Łączą Aktywnych (SILA) oraz członkinią zarządu naszego lokalnego KGW. Obie te organizacje mocno wspierają to, co robimy w Janochach.
Jak to się stało, że została pani sołtys Janoch?
Przez wiele lat funkcję sołtysa pełnił mój tata. W obowiązkach sołtysa, jak to często bywa, wspierała go mama. Z biegiem czasu zauważyłam jednak, że te obowiązki zaczynają im coraz bardziej ciążyć. Kiedyś rola sołtysa była zdecydowanie bardziej urzędowa i formalna, dziś wygląda to zupełnie inaczej – sołtys nadal ma biurokrację na głowie, ale może robić dla mieszkańców znacznie więcej. Pomyślałam więc, że mogłabym przejąć od taty tę pałeczkę. Pracowałam już wtedy w LGD, miałam codzienny kontakt z Urzędem Gminy i wiedziałam od podszewki, jak wygląda współpraca z samorządem. Uznałam – przyznaję, że trochę naiwnie – że funkcja sołtysa nie będzie aż tak bardzo obciążająca.
Życie szybko zweryfikowało moje wyobrażenia. Okazało się, że to ogromna odpowiedzialność, wymagająca nieustannej uważności i otwartości na ludzi oraz ich codzienne sprawy. Poza formalnościami urzędowymi nierzadko reprezentuję mieszkańców również w sprawach parafialnych i jestem dla nich swoistym mediatorem. Dziś doskonale rozumiem, że sołtys to ktoś, kto nie tylko załatwia papierkową robotę, ale przede wszystkim angażuje ludzi i buduje pozytywną energię wokół miejscowości. Praca ta zajmuje sporo czasu, ale daje mi w zamian gigantyczną satysfakcję.
Czy Janochy zawsze były tak aktywne społecznie?
To był proces. Kiedy zaczynałam, na zebraniach wiejskich mieszkańcy potrzebowali mojej zachęty, żeby włączyć się w wspólne planowanie i działania. Niewiele osób zabierało głos. Myślę, że musieliśmy się siebie nawzajem nauczyć i zbudować sposób porozumiewania się. Dziś jest zupełnie inaczej. Niemal każdy chce powiedzieć, co myśli, zgłosić pomysł albo włączyć się w działanie. To pokazuje, że ludzie potrzebują poczucia sprawczości. Kiedy widzą, że ich głos ma znaczenie, zaczynają chętniej uczestniczyć w życiu wsi. Dla mnie to jedna z największych zmian, jakie zaszły w Janochach.
Od czego zaczęły się większe działania w sołectwie?
Pierwszy wniosek dla sołectwa napisałam do programu Mazowsze Lokalnie. Dotyczył placu przy świetlicy wiejskiej, który rozpaczliwie wymagał uporządkowania. Pisałam go bardzo od serca, bo to miejsce zawsze było ważne dla mieszkańców, szczególnie dzieci i młodzieży.To tam przed 30 laty wśród moich rówieśników rodziły się pierwsze przyjaźnie, wymyślane były przeróżne zabawy, a czasami nawet psoty. Nic dziwnego, że w realizację projektu zaangażowało się wiele osób.
Dzięki wspólnej pracy mieszkańców szybko udało się ożywić nasz plac i przywrócić mu dawną funkcjonalność. Jedni wyrównali teren, posiali trawę i wykonali nasadzenia roślin, inni postawili altanę i huśtawkę, powstała też piaskownica.
Zrozumieliśmy, że plac i świetlica stają się naszym prawdziwym, wspólnym domem. Od tego momentu machina ruszyła – zaczęliśmy organizować kolejne spotkania, pisać następne wnioski i śmielej patrzeć w przyszłość.
Co udało się zrobić w kolejnych latach?
Na początku działaliśmy po prostu jako zgrana grupa nieformalna, a z czasem przerodziliśmy się w Stowarzyszenie SIŁA. Wdrożyliśmy w życie chociażby projekt wypożyczalni zabawek i gier, z których najmłodsi mogą korzystać w domach. Ogromną rolę odegrał też projekt „Grzesiek i spółka”. Grzesiek to mój mąż, który jest niesamowicie pomocny i zaangażowany we wszystko, co robimy. Bez niego wiele inicjatyw zwyczajnie by nie wypaliło. To on rozpoczął pod tym szyldem systematyczną pracę z młodzieżą, co z czasem przerodziło się w świetnie działający młodzieżowy wolontariat. Młodzi pomagają nam teraz w organizacji animacji dla najmłodszych oraz spinają kwestie techniczne naszych wydarzeń. Zakupiliśmy dmuchańca, zorganizowaliśmy profesjonalne warsztaty animacyjne, a zaangażowanie młodzieży stało się jednym z fundamentów Janoch. Wzięliśmy również udział w ogólnopolskiej akcji Fundacji im. Stefana Batorego „Masz głos”, w ramach której powołaliśmy Młodzieżową Radę Janoch.
We wsi prężnie działa też Koło Gospodyń Wiejskich. W 2023 roku uroczyście otworzyliśmy naszą nową, piękną świetlicę wiejską. Było to bardzo ważne i wzruszające wydarzenie, ponieważ naszą świetlicę zbudowali własnymi rękoma mieszkańcy jeszcze w latach sześćdziesiątych, niektórzy z nich byli z nami. Dziś mamy nowiutką salę, nowoczesną kuchnię i piękny taras. Co więcej, staliśmy się innowacją w skali kraju dzięki Dziecięcemu Funduszowi Sołeckiemu! Stworzyliśmy mechanizm, w którym młodzież i dzieci mają głos w wydawaniu publicznych pieniędzy. Zostaliśmy nawet wyróżnieni w prestiżowym konkursie „Super Głos”.
Nasze działania charakteryzuje również podejście międzypokoleniowe. Wiele z naszych przedsięwzięć ma właśnie taki charakter. Od lat łączymy pokolenia organizując Bal Przebierańców z Babcią i Dziadkiem, pikniki rodzinne, konkursy wymagające zaangażowania całych rodzin. Dziś z dumą mogę powiedzieć, że społeczność Janoch nakręca się do działania sama i to jest fantastyczne.
Zatrzymajmy się przy Młodzieżowej Radzie Janoch. Skąd taki pomysł?
Ten pomysł wziął się w dużej mierze z moich własnych przeżyć. Kiedy postanowiłam kandydować na stanowisko sołtysa i poszłam na swoje pierwsze zebranie wiejskie, miałam już ponad trzydzieści lat. Niby znałam teorię i wiedziałam, jak wygląda procedura, ale na żywo wiele rzeczy było dla mnie nowych, a ja czułam się dość niekomfortowo. Doszłam do wniosku, że młodzi ludzie powinni znacznie wcześniej oswajać się z życiem obywatelskim i społecznym. Powinni rozumieć, jak funkcjonuje lokalny samorząd, jak przebiega zebranie wiejskie oraz na czym polega demokratyczne podejmowanie decyzji. Wspomniany wcześniej udział w akcji „Masz głos” był idealnym pretekstem do stworzenia Młodzieżowej Rady Janoch. To jest dziś nasz powód do ogromnej dumy. Jednym z jej owoców było wyodrębnienie w ramach funduszu sołeckiego specjalnej puli na dziecięcy fundusz. Młodzież razem ze mną przeprowadzała konsultacje z maluchami – pytaliśmy ich, czego potrzebują i jak wyobrażają sobie wymarzone miejsce do zabawy. Dzieci tworzyły rysunki, a my przekuwaliśmy te artystyczne wizje w rzeczywistość. To był mój autorski projekt i uważam go za coś naprawdę wyjątkowego.
Czego nauczyła panią praca z mieszkańcami?
Nauczyła mnie, że praca sołtysa to nie tylko projekty, pieniądze i wydarzenia. Na początku myślałam, że będę głównie osobą od konkretnych działań, pisania wniosków i pozyskiwania funduszy. Uważam, że jestem w tym dobra. Szybko okazało się jednak, że mieszkańcy potrzebują też rozmowy, wsparcia i pomocy w codziennych sprawach. Czasem pojawiają się konflikty sąsiedzkie albo prywatne problemy. Staram się wtedy łagodzić sytuację i szukać porozumienia. Społeczeństwo bywa dziś podzielone, ale na poziomie małej miejscowości bardzo ważne jest zaufanie. Bez niego trudno działać razem.
Czy jest moment, który szczególnie zapadł pani w pamięć?
Tak, to było wspomniane już uroczyście otwarcie naszej świetlicy wiejskiej. Było bardzo podniośle, z ogromnym zaangażowaniem całej wspólnoty. Patrzyłam wtedy na tych wszystkich ludzi, na owoce ich ciężkiej pracy i na to, jak nie do poznania zmieniła się nasza wieś. Dotarło wtedy do mnie, że jako liderka nie jestem im już wcale niezbędna do każdego najmniejszego kroku, jak miało to miejsce na początku. To było niesamowicie wzruszające przeżycie. Zrozumiałam, że sensem bycia liderem nie jest trzymanie wszystkich sznurków we własnych rękach, ale sprawienie, by ludzie uwierzyli we własne siły. Dziś z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że mieszkańcy Janoch są w pełni gotowi brać odpowiedzialność za swoją miejscowość. To dla mnie największa nagroda.
To już pani trzecia kadencja. Co jeszcze jest przed Janochami?
Nie ukrywam, że stoją przed nami spore wyzwania. Jestem zaniepokojona informacją o tym, że nie będzie u nas w najbliższym czasie wyodrębnionego funduszu sołeckiego. Choć rozumiem argumenty finansowe, wymusza to na nas szukanie pieniędzy na stałe działania w zupełnie innych źródłach zewnętrznych, choć liczę na uruchomienie odpowiednich mechanizmów finansowych w lokalnych samorządach. Oprócz tego, uważam, że w obecnych, niepewnych czasach mieszkańcy nie tylko naszej wsi, ale i całego kraju, potrzebują budowania poczucia bezpieczeństwa. Musimy otwarcie rozmawiać o przygotowaniu na różne kryzysowe sytuacje, które mogą mieć miejsce w kraju czy na świecie.
Niezmiennie, moim głównym celem pozostaje wzmacnianie zaufania, wzajemnego zrozumienia i jeszcze silniejszych więzi społecznych. To są wartości, których nie da się kupić, a mają fundamentalne znaczenie w budowaniu odpowrności społecznej.
Co robi sołtys Janoch, kiedy ma wolny dzień?
Z tym wolnym czasem bywa krucho, ale niedawno zdrowie samo upomniało się o swoje, dlatego staram się wrzucić nieco na luz. Prywatnie, razem z mężem, dzielimy sportową pasję – jest nią crossfit, który daje nam ogromny zastrzyk endorfin i radości. Polecam wszystkim. Niemniej, trudnej sztuki odpoczywania na spokojnie wciąż muszę się jeszcze nauczyć.
Przed nami X Janochowski Piknik. Jaki będzie?
Nasz jubileuszowy, dziesiąty piknik odbędzie się 19 lipca i gwarantuję, że będzie wyjątkowy! Chcemy nadać mu nieco bardziej uroczysty charakter, zachowując jednak formę radosnego wydarzenia dla całych rodzin. Dla uczestników szykujemy lawinę atrakcji. Planujemy wspólne gotowanie i degustację naszych lokalnych potraw. Scena będzie tętnić życiem dzięki występom, a integrację zapewnią liczne konkursy i zabawy. Najmłodsi będą mogli poszaleć w dedykowanej im strefie z atrakcjami. Przygotowujemy warsztaty rękodzielnicze, muzykę na żywo i tańce. Zwieńczeniem całego dnia będzie tradycyjna, swojska biesiada. Serdecznie zapraszam wszystkich sympatyków naszej małej ojczyzny, sąsiadów, gości i przyjezdnych! Obiecuję, że każdy znajdzie u nas coś fantastycznego dla siebie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Beata Dzwonkowska