Słowo „legumina” wywodzi się z łaciny, od form legumen w liczbie pojedynczej i legumina w liczbie mnogiej. Początkowo, podobnie jak w języku łacińskim, oznaczało jarzyny, a także niektóre produkty spożywcze, takie jak mąka, kasza czy groch. Z czasem jego znaczenie uległo zmianie i zaczęto nim określać słodkie potrawy, najczęściej mączne, mleczne, jajeczne lub przygotowywane na bazie kaszy, podawane po zasadniczym posiłku. Legumina nie była zatem nazwą jednego konkretnego deseru, lecz całej kategorii dań, podobnie jak angielskie słowo pudding. Pod tym określeniem kryły się między innymi słodkie kasze, budynie, suflety, pieczone lub gotowane kremy oraz lekkie desery jajeczne. Potrawy te cieszyły się dużą popularnością na polskich stołach w XIX i pierwszej połowie XX wieku, stanowiąc eleganckie zwieńczenie obiadu. W okresie PRL-u znaczenie tego słowa zaczęło się zawężać. Leguminą nazywano wówczas przede wszystkim niedrogi, puszysty deser przygotowywany z mleka i jajek, często o konsystencji gęstego kremu. Współcześnie określenie to wyszło niemal z codziennego użycia, a jeżeli się pojawia, najczęściej kojarzone jest z lekkim, cytrynowym deserem jajecznym. W kuchni śląskiej i kaszubskiej jego odpowiednikiem jest tradycyjna szpajza. Migdałowa legumina z owocowym sosem
Skład:
migdałowa legumina
pół szklanki kaszki manny; szklanka (250 ml) śmietany kremówki; 50 ml amaretto (w zamian za 2–3 gorzkie migdały, które są trudno dostępne ze względu na wysoką zawartość amigdaliny – związku mogącego podczas trawienia uwalniać cyjanowodór) pół szklanki migdałów (przed zmieleniem); pół szklanki cukru; 5 jajek;
sos owocowy
szklanka jagód (w mojej wersji wykorzystałam jagody kamczackie); szklanka truskawek; 1/3 szklanki cukru.
Wykonanie: Migdały drobno mielimy. Śmietankę doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy kaszę mannę i gotujemy, cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje. Dodajemy amaretto, mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia. Oddzielamy białka od żółtek. Białka