
Zdarzało mi się podróżować po Polsce, a i po świecie też trochę pojeździłam. Jeśli chodzi o nasz kraj, to widać wyraźne różnice między obszarami dawnych zaborów. Lębork, Łeba, Tarnów, niedawno odwiedzone Kościerzyna, Wejherowo i Kartuzy kojarzą mi się z ładem, dbałością o pomniki, zieleń miejską, no i z architekturą, w której widać planowanie i wpływ konserwatorów zabytków. Tego już nie da się powiedzieć o dawnym zaborze rosyjskim, czyli także o Ostrołęce.
Jak to możliwe, że zaniedbania czy ogólnie brak troski o to, co mamy, ciągnie się od stuleci? Pomnik gen. J. Bema, żelbetowe popiersie naprzeciwko Urzędu Miasta, musiało aż zacząć się niebezpiecznie rozsypywać, zagrażając przechodniom, by doczekać się renowacji, za którą zapłaciliśmy aż 80 tys. zł! Na popiersiu wyrosła nawet brzózka, prowadzący wycieczki żartował, że musi wziąć drabinę i sam ją wyrwać... Dowcipnisie przypuszczali, że Bemowi - innowiercy, władze dadzą się rozsypać, by zniknął bezpowrotnie...
Tak właśnie zniknął inny pomnik - "Macierzyństwo", rzeźba Kazimierza Zielińskiego, niestety, już nieżyjącego, więc się o swoje dzieło nie upomni... Nie wiem, czy jest w Polsce drugie miasto, w którym potężna rzeźba, najpierw sfinansowana przez mieszkańców i wprowadzona do przestrzeni kulturowej miasta, znika! Nikt z osób odpowiedzialnych za kulturę nie składa zawiadomienia do prokuratury! Konserwator zabytków pewnie odpowiedziałaby i tym razem, że "ten zabytek jej nie podlega", jak odpisała mi na temat "Kurpianek" tego samego autora. Nieszczęsne "Kurpianki" zamiast zdobić - szpecą, jako że nasi domorośli "artyści" poskładali na nich swoje niewybredne podpisy/penisy... Wstyd kogoś z turystów tam podprowadzić, że u nas aż tak się o dobra kultury nie dba... Wyczyszczenie ławeczki dr. J. Psarskiego wymusiłam na Straży Miejskiej, ale "Kurpianki" cierpią hańbę nadal, a tak mało mamy ciekawych obiektów w mieście... Strażnik miejski przekonywał, że fontanna z tyłu pomnika będzie remontowana, więc nie ma co zajmować się "Kurpiankami"... Kuriozalne!
Jakiś czas temu, zupełnie przypadkiem odkryłam, że w trzech wydaniach monografii "Ostrołęka. Dzieje miasta" Zofii Niedziałkowskiej jest zdjęcie czaszki nosorożca włochatego, znalezionej w 1954 r. podczas wykopów do Elektrowni i oddanej do Muzeum Ziemi w Warszawie. Powędrowałam tropem "Włochatka" i okazało się, że nie ma czaszki naszego nosorożca włochatego w tamtym muzeum! Zniknęła!! Także jej zdjęcie z 4. wydania monografii, a to był jeden z najcenniejszych eksponatów! Czyj prywatny zbiór zdobi?! Nikt mi nie potrafi odpowiedzieć, skoro nadal nie znaleziono "Macierzyństwa", a tylko ja poszukuję czaszki "Włochatka"... Prokuratorzy są bezsilni w zabetonowanym prawie nawet wobec wyrzucenia w błoto 2 mld zł podczas wznoszenia i usuwania pylonów pod nową Elektrownię, cóż zatem za "afera", że zniknął jeden z 20 eksponatów archeologicznych w Polsce albo jakaś tam rzeźba, choćby i piękna, a nawet bardzo duża...
Czego to jednak dowodzi? Gospodarze naszego miasta przyzwalają na nieszanowanie dzieł kultury i ich twórców! Czy Kazimierz Zieliński byłby zadowolony, że rzeźbę, którą wykonał na zamówienie do Ostrołęki, ktoś bezkarnie ukradł?! Nie zniknęła bowiem w ramach likwidowania niewygodnych pomników, np. Dzierżyńskiego czy Lenina! To piękne "Macierzyństwo" - postać kobieca o obfitych kształtach z dzieckiem, niczym nowoczesna Madonna... Czyje prywatne ogrody zdobi zamiast cieszyć oczy Ostrołęczan i turystów?! Cokół pozostał przed Urzędem Stanu Cywilnego, naprzeciwko siedziby Straży Miejskiej, widać też jak na ironię tabliczkę: "Biuro Rzeczy Znalezionych"... A może tam się "Macierzyństwo" zawieruszyło?! O "Witaczach", które też zniknęły, można by przypuszczać, że porosty i grzyby je zniszczyły, bo to były rzeźby drewniane, nie najlepiej zaimpregnowane, ale "Macierzyństwo" - niezniszczalny kamień! Gdzie jest? W dobie problemów z dzietnością byłoby bardzo przydatne, pusty postument raczej zniechęca...
Popatrzyłam niedawno w Kościerzynie i Wejherowie na przepiękne pomniki Remusa i św. Franciszka (fontanna) - dynamiczne, wieloelementowe, wykonane z dbałością o każdy detal (stopy, zdeptane buty, połatane ubranie, książki na taczce, postacie dzieci i zwierząt) - dzieła Tomasza Radziewicza i Doroty Dziekiewicz-Pilich. Władze tamtych miast chyba nawet by nie dopuściły myśli, że któraś z rzeźb może "zniknąć"... Od lat cieszą mieszkańców i turystów, są wizytówką miast! U nas bywa i tak, że przepiękna rzeźba wcale nie powstaje, choć była elementem projektu, np. wystawa stała "6 x Narew" w MKK miała być zwieńczona figuralną rzeźbą wędkarza/wodni(a)ka, która wykraczałaby poza mury sali wystawowej i zawisła w oczekiwaniu na połów między niebem, a wodą Narwi. Zbyt to było nowatorskie? Zbyt śmiałe? A jakże pięknie by się teraz wpisywało w tworzone nabrzeże Narwi... Gdyby jeszcze i Grodzisko było zrekonstruowane... Na darmo jeździliśmy z Bohdanem Wojciechowskim i Andrzejem Krauze do RDC w Warszawie. Nasze lokalne zaszłości są nie do przeskoczenia! Czy nie czas już pójść do przodu, skoro prezydent Niewiadomski tyle inwestuje naszych pieniędzy (także z funduszy unijnych) w poprawianie wizerunku miasta?! Oczywiście "do przodu" - tak, ale w granicach dobrego smaku i dbałości o zabytkowe obiekty, chronione prawem...
Podobno mam zbyt wygórowane wymagania, ale od zawsze kultura była mi bliska. Dlatego przeżyłam szok, gdy zobaczyłam, jak wykonano renowację w Farze. To była kiedyś moja parafia, pamiętałam tamte freski z dzieciństwa, a teraz przybyły... marmury, złote lamówki/szlaczki, czyli "na bogato", no i symetria na sklepieniu dziwnie się zakłóciła, jakby artyści robili te malunki w stanie nieważkości... Nie mogłam uwierzyć, w końcu to zabytek, jeden z najcenniejszych w Ostrołęce! Jednak nasze miasto rządzi się własnymi prawami, skąd rodem? Na moje protesty usłyszałam, że jest w kościele "czyściej". Faktycznie. Mogę przecież nie patrzeć na pozbawione symetrii sklepienie ani na te nowe marmury...
Ostatnio usłyszałam, że w Żelazowej Woli należało zamknąć oczy, by nie widzieć, iż nie wystawiono fortepianu, a artysta objawił nam się jedynie do ukłonów... Jechałam tam na koncert plenerowy na żywo, a dostałam muzykę z głośników, pianista grał (?) za zamkniętymi drzwiami i oknami... Japończycy pokonali pół świata, by usłyszeć coś z głośników i nie widzieć ekspresji artysty! Część widzów wyszła! Mógłby nas zadowolić choćby telebim, ale nikt o tym nie pomyślał! Czy mój protest coś zmieni? Okazało się, że nawet mieli tam specjalny druk do wypełnienia... Czy Dyrektor Narodowego Instytutu F. Chopina, dr Artur Szklener, to zrozumie? Zobaczymy, pracę doktorską obronił w oparciu o rozprawę "Idiom melodyki Chopina"... Czyżby w Żelazowej Woli zwyciężył merkantylizm? Gmach z kasami, sklepikami i wystawą czasową przyćmił "oficynę" powszechnie nazywaną dworkiem Chopina...
Podobnie jak w Wojciechowicach - plebania zasłoniła kościółek pw. św. Wojciecha... Piramida Maslowa tam się drastycznie wdarła?! Czyżby skarpetki w pięknych kolorach, gdzie dzieci mogą deptać Frycka, a dorośli głowę starszego Chopina, zastąpiły to, co najważniejsze?! Owszem, obiad w restauracji "Sonata" był smaczny, park - przepiękny i zadbany, ale przyjechaliśmy, by posłuchać i zobaczyć, jak gra Chopina Piotr Sołtysik! Spotkałyśmy go w parku, pogratulowałyśmy wykonania, ale i jemu gra do pustych ścian nie odpowiada jak każdemu artyście, który potrzebuje interakcji z publicznością... Ale wróćmy do Ostrołęki. Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki cztery lata temu zgłosiło do Prezydenta wniosek postawienia niebanalnego pomnika naszemu nieodżałowanemu choreografowi, aktorowi, animatorowi kultury, założycielowi Grupy Teatralnej "Arka", Pawłowi Opęchowskiemu. Miał to być pomnik wyjątkowy - dynamiczny, z arką, czyli kufrem na rekwizyty teatralne, zamiast ławeczki, Paweł miał stać boso na kamieniu, sięgając gwiazd, a właściwie trzymać latawiec imitujący naszą rybę z Ratusza. Jeszcze z "arki" mogłoby się wydobywać ledowe światło (bateria fotowoltaiczna!), by postać oświetlało, a wszystko miało stanąć przed budynkiem OCK, gdzie odbywają się OKR-y, ulubione "dziecko" Pawła i rozsławione na całą Polskę. Rozesłaliśmy wici, ludzie dobrej woli powpłacali na cegiełki, niestety, zbieg niesprzyjających okoliczności sprawił, że pomnik nie powstał ani na 40. rocznicę śmierci Pawła, ani na 70. rocznicę jego urodzin... Nadal czekamy na "zielone światło". Czy pan Prezydent rozpisze konkurs? Teraz już nie gonią nas żadne rocznicowe daty. Inne miasta mają takie piękne pomniki, dalekie od typowych, powtarzalnych ławeczek, my też na podobny liczymy... Mnie trochę trudno to zrozumieć, ale...
Wystarczy wspomnieć pomnik Szarży Artyleryjskiej Bema... Jak czytamy w monografii o Romualdzie Zerychu, nie pozwolono na postawienie dynamicznego pomnika Bema, bo jako innowiercy mu się nie należał (protest biskupa Stanisława Łukomskiego)... Władze przystały na zmienioną wersję z orłem. Zerych to wykonał, niejako wbrew sobie, ale już po wojnie nie pozwolono mu dokonać rekonstrukcji zniszczonego pomnika, choć rodzina żyła w ubóstwie... Mało tego - nie otrzymał zapłaty za pomnik w 1932 r., bo uznano, że to element wcześniejszego projektu (mauzoleum). Ewidentnie były to szykany wobec ewangelika, znane u nas od lat, stosowane choćby wobec pisarza kalwińskiego Sudrowskiego, za którym szykanujący udali się i do Wilna... Miejscowy artysta pewnie nawet nie wiedział, że wykonuje renowację pomnika Szarży Bema za żyjącego jeszcze Zerycha... Dodam, że zamówiony dla Grodna pomnik Elizy Orzeszkowej Zerych musiał za własne pieniądze dokończyć i opłacić kamieniarzy... To nie koniec szykan. Zaciągnął dług u Komitetu Budowy Pomnika pod zastaw wielu swoich prac...
Uroczystość odsłonięcia pomnika zgromadziła wielu vipów, a należności za pomnik Zerychowi nie wypłacono! Mało tego, zdesperowany pozostawił pod pomnikiem list do Orzeszkowej: "Wielka i Jasna Pani! (...) składa skromne kwiaty ten, który Twe imię zakuł w najszlachetniejszy materiał Twego kraju. Jednocześnie proszę Cię, Granitowa Pani, przemów do tych, którzy od 8 lat więżą moje prace w komitecie Twego Jasnego Imienia." Do 1938 r. artysta odzyskał tylko popiersie Orzeszkowej i rzeźbę "Święty Franciszek", inne 12 prac nadal były przetrzymywane, by mu uniemożliwić ich eksponowanie... Aż trudno w to uwierzyć, ale to fakty! W Ostrołęce miał równie trudno. To Zerych wygrał w konkursie na projekt mauzoleum na naszych Fortach Bema, ale wykonał ten pomnik ktoś inny... Zinserling, zaproszony do współpracy przez Zerycha. Na dodatek mauzoleum zostało pozbawione tak ważnych postaci husarzy. Całe szczęście, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy... Po latach do popiersia Zinserlinga dołączyło i popiersie Zerycha, przywiezione przez rodzinę z USA... Patrzą na zwiedzających obydwaj, pierwszy z nutą zawodu, drugi z ulgą, że po tylu latach prześladowania się jednak kończą... Szkoda, że nie wyciągamy wniosków - genialny ewangelik ma takie samo prawo tworzenia arcydzieł jak inni. Dzieła sztuki nie mają cech narodowościowych czy wyznaniowych, liczy się ich wartość artystyczna, przynajmniej powinna...
Popiersie Zerycha przywieźli członkowie rodziny i zdeponowali w Mauzoleum. To także symptomatyczne w naszym mieście. Wielu ludzi kultury czy bohaterów historycznych pozostawałoby w cieniu, gdyby nie dbałość o pamięć o nich najbliższych czy osób sentymentalnie z nimi związanych. O pomnik-ławeczkę dr. J. Psarskiego zabiegała dr. Krystyna Psarska, o ławeczkę Zofii Niedziałkowskiej - p. prezes TPO Jadwiga Nowicka, przyjaciółka, która wielokrotnie gościła p. Zofię w swoim domu. Anna Nosek zadbała o prawdę na temat Aleksandra Bednarczyka, ps. "Adam", swojego stryja, wydając książkę o rodzinie "Poszarpane nasze losy". Podobnie uczynił Bohdan Wojciechowski, publikując książkę wspomnieniową "Albert, Alik, Ali szwoleżer" o Albercie Wojciechowskim i rodzie założycieli Wojciechowic. Andrzej Krauze doprowadził do upamiętnienia swojego ojca, Henryka Krauzego, obeliskiem i nadaniem skwerowi jego imienia... Czy stanie pomnik Pawła Opęchowskiego? Siostra Pawła, Marianna, wielokrotnie dostarczała do TPO wspaniałe zdjęcia Pawła, było w czym wybierać... W ostatnim Zeszycie TPO Wiesław Szczubełek (arkowe "dziecko" Pawła) zamieścił bardzo ciepły tekst wspomnieniowy na 70. rocznicę urodzin twórcy "Arki". Pomnik musi jednak cierpliwie czekać, bo teraz będzie budowany schron pod OCK, co podobno mogłoby kolidować... Mnie to nie przekonuje. Sprawa wydawała się prosta - projekt niebanalnego pomnika, według oczekiwań społecznych, miałyśmy wstępnie opracowany z Teresą Piórkowską-Ciepierską, nawet inni plastycy go zaakceptowali jako świetny... Później nagle ktoś zmienił zdanie ("czerwone światło"?). Dlaczego kłody rzuca się Pawłowi Opęchowskiemu nawet po śmierci?! Był niepokorny! Był genialny! Mnóstwo dobrego zrobił dla Ostrołęki i całego kraju, a że zginął tragicznie - widocznie taki miał być jego trudny los... To był straszny zbieg okoliczności - ktoś zostawił na moście nieoświetloną, nieoznakowaną ciężarówkę właśnie wtedy, gdy Paweł poprosił przyjaciela, by pojechali po klucze, które zostały w domu mamy... Faktem jest, że ten genialny, niepasujący do naszej nieco zaściankowej kultury chłopak odszedł za wczesnie... Niechby więc miał w naszym mieście, któremu oddał swoje zdolności, talent i życie, pomnik na miarę jego zaangażowania w pracę z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi i seniorami...
Tak, Paweł organizował warsztaty dla wszystkich i wielokrotnie otrzymywał propozycje pracy od wybitnych reżyserów w wielkich miastach! Wybrał Ostrołękę! Czas najwyższy uczciwie rozpisać konkurs, zaprosić utalentowanych rzeźbiarzy, byśmy mieli w naszym mieście pomnik, pod którym nie tylko my, Ostrołęczanie, ale i turyści, a zwłaszcza uczestnicy OKR-ów, zechcą przysiąść, pomyśleć o kruchości życia i jego wartości oraz o sztuce... Na tegorocznym OKR-ze młoda instruktorka nie posiadała się z radości, gdy odbierała piękną statuetkę, wykonaną przez Zenona Kowalczyka - Nagrodę im. Pawła Opęchowskiego! Niechby mieli recytatorzy i instruktorzy z całej Polski szansę na wspólne zdjęcie z Pawłem z pomnika... My także. Pomnik Brata Zeno u stóp Góry Fudżi został wzniesiony w całości ze składek, a genialny projekt i wykonanie były wspólne - Polaka, Adolfa Ryszki, i Japończyka, Hajime Togashi. Jeśli w grę wchodzi naprawdę dobra wola - wiele da się osiągnąć! Prośba p. Prezes Nowickiej o wpłaty na pomnik Pawła spotkała się w kilkudziesięciu instytucjach z bardzo pozytywnym odzewem, tylko w trzech nie przyjęto pisma (w dwóch, bo firmy upadały). Dlaczego zatem nie przełożyło się to na większą ilość wpłaconych pieniędzy? Czyżby tajemnicze "czerwone światło" zadziałało w tak pięknej wspólnej sprawie? Czas najwyższy zamienić je na zielone! Zobaczymy. Niestety, mama Pawła już tego nie dożyła... Była na wspaniałym spotkaniu "Myszyniana", zorganizowanym przez Fundację "Kulturalne Kurpie", bo Paweł urodził się w Myszyńcu. Tam powiedziała te cudowne słowa: "Nie wiedziałam, że ja tutaj zobaczę Pawełka żywego." Basia Wojciulewicz odnalazła bowiem film z nagraną gadką w wykonaniu Pawła, teraz jest to już dołączone do jego biogramu w Wikipedii... Prezentację z Myszyńca zobaczyliśmy także w "Oczku", ale już tylko z udziałem siostry i brata Pawła, w Myszyńcu była cała Rodzina...
Rozmawiałam niedawno z wieloma osobami, że sprawę rozpisania konkursu na pomnik Pawła Opęchowskiego należy przyśpieszyć i jednak sfinalizować ten ważny wspólny projekt. Ostrołęka staje się coraz nowocześniejsza, może wreszcie zasłuży i na niebanalny pomnik w przestrzeni miasta... Oby następny "Spacerownik ostrołęcki" mógł już zawierać zdjęcie tego pomnika z nazwiskiem rzeźbiarza, który pięknie oddał osobowość naszego charyzmatycznego i niepokornego człowieka kultury, jakim był Paweł Opęchowski.
O autorce:
Barbara Zakrzewska - pisarka, entuzjastka liberatury i eksperymentów literackich, publicystka, zamieszczała eseje i recenzje w "Przydrożach", Zeszytach TPO "Ostrołęka pełna wspomnień", "Tygodniku Zamojskim", Zeszytach Naukowych OTN.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.