1. RAK
  2. ›
  3. Mazowieckie

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

    Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

    RAK0RAK0przeszczepów
    2582 odsłon
    Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

    Mama zabrała trzylatka na słynny szlak Camino. Razem przeszli 150 kilometrów. „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

    Agnieszka Jaskulska

    Dzisiaj, 20:07

    Pani Aleksandra i Antoś to mieszkańcy powiatu otwockiego. Aleksandra Kasprzak, mieszkanka powiatu otwockiego, razem z 3,5-letnim Antosiem pokonała około 150 kilometrów portugalskiego szlaku Camino de Santiago, który prowadzi przez hiszpańską Galicję. Przez osiem dni wędrowali przez miasta, wsie, lasy, plaże i górskie ścieżki. Choć wiele osób wątpiło, że wyprawa z tak małym dzieckiem może się udać, to właśnie syn okazał się jej największym wsparciem.

    Marzenie silniejsze niż obawy

    Pani Aleksandra marzyła o Camino od lat. – Zaczęło się od książek Paulo Coelho „Pielgrzym” i „Alchemik”. Potem przeczytałam wspomnienia z tej podróży Conrado Moreno. Wtedy Camino było w sferze nierealnych marzeń, zwłaszcza że mam małego synka – opowiada mama chłopca. Kiedy zdecydowała się spełnić to marzenie, nie chciała czekać, aż syn będzie starszy, ani zostawiać go na dwa tygodnie w domu. Uznała, że macierzyństwo nie musi oznaczać rezygnacji z własnych planów, i kupiła bilety dla siebie oraz Antosia. – Najbardziej zależało mi na tym, żeby zobaczył, jak walczę o swoje marzenie. Chciałam, żeby była to dla nas piękna, choć trudna przygoda. Dla mnie ta wyprawa miała być też sposobem na odzyskanie własnej siły. Chciałam, żeby Antoś zobaczył to, co w świecie jest najpiękniejsze – podkreśla pani Aleksandra.

    „Jakbym chciała wejść na K2 bez tlenu”

    Wielu znajomych radziło jej, żeby odłożyła wyprawę o kilka lat. Gdy napisała w mediach społecznościowych, że chce samotnie przejść Camino z trzylatkiem, spotkała się z falą niedowierzania. – Komentarze były takie, jakbym chciała zimą wejść na K2 bez tlenu albo przepłynąć Amazonkę na własnoręcznie zbudowanej tratwie – wspomina z uśmiechem. Pani Aleksandra uważa jednak, że podróż może być dla małego dziecka ważnym doświadczeniem. – Nawet jeśli nie zapamięta nazw miejsc czy zabytków, zapamięta emocje. Będzie czuł atmosferę i doświadczał świata wszystkimi zmysłami – tłumaczy mama chłopca. I dodaje, że w podróży dziecko widzi, jak rodzic radzi sobie z trudnościami, podejmuje decyzje i reaguje na niespodziewane sytuacje. Poza tym pani Aleksandra wiedziała też, że Antoś dobrze znosi wyjazdy. Tłumaczy, że synek miał już za sobą kilkanaście lotów samolotem oraz podróże pociągami i autobusami. Wcześniej razem objechali komunikacją publiczną hiszpańską wyspę La Palma. – Długi trekking był jednak dla nas czymś zupełnie nowym – przyznaje pani Aleksandra.

    Jeden plecak i wózek na dużych kołach

    Największym wyzwaniem okazało się pakowanie. Cały bagaż musiał zmieścić się w plecaku ważącym około 9 kilogramów. Pani Aleksandra zabrała ubrania na pięć lub sześć dni, podstawową apteczkę i najpotrzebniejsze rzeczy. Oprócz plecaka miała ze sobą wózek biegowy z dużymi, pompowanymi kołami.

    – Zwykły wózek dziecięcy nie poradziłby sobie na trudnej, kamienistej trasie. W biegowym było więcej miejsca, więc Antoś mógł w nim odpocząć, zdrzemnąć się, poczytać albo schować przed słońcem. Przy wózku miał też torbę z wodą, przekąskami, książeczkami i ulubionymi zabawkami – wyjaśnia pani Aleksandra.

    Camino w rytmie Antosia

    Pani Aleksandra z Antosiem najpierw polecieli z Warszawy do portugalskiego Porto. Stamtąd autobusem dotarli do hiszpańskiej Baiony, gdzie zaczyna się portugalski szlak Camino de Santiago. – Zależało mi, żeby przejść część szlaku prowadzącą nad oceanem – podkreśla mieszkanka powiatu otwockiego.

    Przez osiem dni pokonali około 150 kilometrów, wędrując przez miasta, wsie, lasy, plaże i górskie ścieżki. Dwa dni spędzili też w Fisterrze, nazywanej mitycznym Końcem Świata. To właśnie tam dawniej pielgrzymi kończyli swoją podróż, palili ubrania z pielgrzymki i kąpali się w oceanie. – Antoś każdego dnia przechodził kilka kilometrów o własnych siłach, a kiedy się męczył, odpoczywał w przyczepce – wspomina mama chłopca. – Nie narzucaliśmy sobie tempa. Zatrzymywaliśmy się, kiedy chciał obejrzeć kwiaty, pogłaskać psa czy pobawić się kamieniami. To nie był wyścig. Chodziło o wspólną drogę – opowiada pani Aleksandra.

    Każdy dzień wyglądał trochę inaczej. Były dłuższe postoje, wspólne posiłki i noclegi w kolejnych miejscowościach. Jak podkreśla pani Aleksandra, najważniejsze było słuchanie potrzeb Antosia, a nie realizowanie planu za wszelką cenę.

    Najtrudniejsze dni

    Najbardziej wymagające były dwa górskie odcinki. Trasa prowadziła tam po stromych podejściach i zejściach oraz ścieżkach pełnych dużych kamieni. – To były dwa bardzo ciężkie dni. Bez pomocy innych pielgrzymów nie dalibyśmy sobie rady – przyznaje pani Aleksandra. I wspomina, że zarówno mieszkańcy, jak i pielgrzymi bez wahania pomagali jej na trudniejszych fragmentach trasy. – Wszyscy byli bardzo mili i pomocni. Antoś dostał po drodze mnóstwo drobnych prezentów i pamiątek. Ludzie często z nami rozmawiali i pytali, czy naprawdę idziemy tylko we dwoje aż do Santiago. Wiele osób robiło nam zdjęcia i wysyłało je swoim rodzinom. To było bardzo miłe – opowiada pani Aleksandra.

    Tylko raz spotkała się z krytyką. – Jedna pani komentowała za naszymi plecami, że to szaleństwo. Dzień później sama musiała zrezygnować z wędrówki przez poranione nogi. Chyba dopadła ją karma – mówi półżartem.

    „Mamo, ubieraj mnie, idziemy”

    Pani Aleksandra obawiała się, że Antoś będzie tęsknił za tatą, rodzeństwem i domem. Tymczasem z każdym dniem coraz lepiej odnajdywał się na szlaku. Chętnie szedł o własnych siłach, rozmawiał z ludźmi i nauczył się pielgrzymiego pozdrowienia „Buen Camino”. – Kiedy mieliśmy ciężkie chwile, mówił: „Mamo, jeszcze się nie poddajemy. Wiem, że dasz radę, poradzisz sobie, pomogę ci”, i pchał ze mną wózek. Rano wstawał i mówił: „Mamo, ubieraj mnie, idziemy” – wspomina pani Aleksandra. I dodaje, że paradoksalnie to właśnie on był moim największym wsparciem i motywacją.

    „Tam odzyskaliśmy wiarę w ludzi”

    – Odzyskałam poczucie, że mogę wiele osiągnąć. Ta droga nauczyła mnie też większego spokoju i pokazała, że nie tylko cel jest ważny, ale również każdy dzień po drodze – podkreśla pani Aleksandra. Jak dodaje, samotna podróż z dzieckiem oznacza znacznie większą odpowiedzialność, mało czasu na odpoczynek i konieczność przewidywania różnych sytuacji. – Warto mieć plan awaryjny, znać inne trasy, połączenia autobusowe i możliwość transportu bagażu. Sama świadomość, że w razie czego wiem, co zrobić, dawała mi spokój – tłumaczy.

    Po powrocie najbardziej brakowało im życzliwości ludzi spotkanych na Camino. – Tam odzyskaliśmy wiarę w ludzi. Następnego dnia po powrocie zażartowałam, żeby Antoś pakował plecak, bo znowu idziemy. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Do dziś często mówi, że chce wrócić, a kiedy widzi mapę, pyta, czy to mapa Camino – opowiada.

    Pani Aleksandra już myśli o kolejnych wyprawach. Chciałaby przejść następny odcinek portugalskiego Camino, spróbować szlaku angielskiego, a w przyszłości spełnić marzenie o Mont Blanc.

    Teraz mama z powiatu otwockiego inspiruje innych rodziców do podobnych wypraw.

    Fot. Archiwum prywatne Fot. Archiwum prywatne

    Czytaj cały artykuł u źródła — Przegląd Otwocki

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.