
Fot. Emilia Wietecha
Minęło pół roku od wejścia w życie Strefy Czystego Transportu w Krakowie . Od 1 stycznia ograniczenia objęły około 60 proc. powierzchni miasta. Do strefy bezpłatnie mogą wjechać jedynie samochody spełniające określone normy emisji spalin oraz pojazdy objęte wyjątkami przewidzianymi w uchwale. Kierowcy starszych aut muszą uiścić opłatę – obecnie wynosi ona 2,50 zł za godzinę, 5 zł za dzień lub 100 zł za miesiąc.
Jak wynika z danych Zarządu Dróg Miasta Krakowa, przez pierwsze sześć miesięcy obowiązywania SCT do miejskiej kasy wpłynęło 17 mln zł.
Część tych środków ma trafić także do gmin sąsiadujących z Krakowem, choć nie w formie bezpośredniego przekazania pieniędzy z opłat.
– O tym, gdzie trafią te środki, decyduje skarbnik miasta. Jeżeli chodzi o ekwiwalent dla gmin ościennych, będzie to właśnie forma ekwiwalentu. Z przyczyn formalnych nie można wprost przekazać tych samych pieniędzy gminom na walkę ze smogiem i poprawę jakości powietrza – wyjaśnia Krzysztof Wojdowski z Zarządu Dróg Miasta Krakowa. Przepisów pilnuje Straż Miejska. W pierwszym półroczu funkcjonowania strefy funkcjonariusze skontrolowali ponad 10 tys. pojazdów. Większość działań zakończyła się pouczeniami. – Strażnicy nałożyli 32 mandaty karne i pouczyli 569 kierowców – informuje rzecznik Straży Miejskiej Marek Anioł.
Strefa Czystego Transportu pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w Krakowie. Przepisy krytykowali zarówno część mieszkańców, jak i samorządy gmin ościennych. Wprowadzenie SCT było także jednym z głównych tematów kampanii przed majowym referendum, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego .
Jednocześnie przyszłość strefy nadal nie jest przesądzona. Obecnie sprawą zajmuje się Naczelny Sąd Administracyjny po wniesieniu skargi kasacyjnej przez wojewodę małopolskiego Krzysztofa Klęczara.