Wydanie 27/2026
Układała bukiety nad Tamizą, teraz robi to nad Rabą
Następny artykuł
Konkurs rozstrzygnięty, nagrodzeni w błysku festiwalowych fleszy
Katarzyna Kiszka Fot. Fot. Archiwum prywatne
Czy może być większy komplement dla florysty niż ten, że każdy jego bukiet to „małe dzieło sztuki”? Takie właśnie kierują pod adresem Katarzyny Kiszki klienci. I to chyba najlepsze potwierdzenie tego, że warto iść za głosem swojej intuicji. Ta florystka i przedsiębiorczyni, właścicielka myślenickiego Studia Florystycznego „Bukieciarnia”, tak właśnie zrobiła i po liceum gastronomicznym poszła do pracy w… kwiaciarni. Bukiety układa od prawie 25 lat, z czego dwie dekady robiła to w Londynie.
Do dziś pamięta jak po maturze, przeszukując ogłoszenia o pracę omijała te dla kucharzy i kelnerów, bo wiedziała już, że wybór szkoły nie był do końca przemyślany i nie chce pracować w wyuczonym zawodzie. W jakim chce tego jeszcze nie wiedziała, ale przypadkiem natrafiła na ogłoszenie o kursie florystyki. - To był trzydniowy kurs, mało mający wspólnego z profesjonalnymi kursami, jakie organizowane są dziś. Nie gwarantował żadnego certyfikatu, ale pomyślałam „spróbuję”. Tak zrobiłam i jak się okazało złapałam bakcyla. Co więcej, wkrótce znalazłam swoją pierwszą pracę w zawodzie florystki - wspomina Katarzyna Kiszka.
Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej i wielu Polaków ruszyło do pracy zagranicą, ona także zdecydowała się wyjechać. Mimo, że miała tu pracę chciała spróbować swoich sił na emigracji. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że spędzi tam kolejnych 20 lat, ale Londyn szybko ją wciągnął, tym bardziej że po niedługim okresie kelnerowania, znalazła pracę w kwiaciarni.
- Do dziś pamiętam moją pierwszą rozmowę o pracę. Miałam zrobić bukiet na próbę i zrobiłam go „po polsku”. Chciałam się popisać, pokazać co potrafię i poszaleć z kształtem, ale n...
Artykuł dostępny tylko dla abonentów - pozostało 80%
Kup cyfrowe wydanie
Uzyskaj dostęp do wszystkich treści strony www
Pobierz całą treśc gazety w formacie PDF
Czytaj gazetę wcześniej niż w kiosku
W prenumeracie od 1,45 zł
Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Cudawianki” z Polanki
„Napis, jak godos. Po swojemu. Po myślenicku. Po ludowemu” - w taki sposób zachęcała do wzięcia udziału w literackiej zabawie z folklorem zatytułowanej „Strofy spod Myślenic” Miejska Biblioteka Publiczna im.ks. Jana Kruczka w Myślenicach.
Wystarczyło napisać wiersz inspirowany folklorem i dostarczyć go do biblioteki przed 30 czerwca. O czym? O Beskidach, legendach, muzyce, tańcu albo tradycji. Chętnych nie brakowało, talentów literackich również. Po zapoznaniu się ze zgłoszonymi pracami oraz dokonaniu ich oceny pod kątem zgodności z regulaminem konkursu, analizy ich walorów literackich, użycia regionalizmów oraz inspiracji folklorem regionu, komisja wyłoniła następujących laureatów:
Kategoria I (6–12 lat):
I miejsce: Julia Kotecka – „Bysińsko godka”
Wyróżnienie: Lena Fudali – „Myślenicki piesek”, Amelia Kotecka – „Tam, gdzie inkszyj spiewają”, Filip Maciuszek – „Moje Myślenice”, Alicja Róg – „Myślenicka nuta”.
Kategoria II (13 lat i powyżej):
I miejsce Ex aequo: Ewelina Kiełtyka – „Hejze tam w dolinie”, Monika Kotecka – „Mówią, że gwara odchodzi”, Justyna Kubic – „Diabylski kamień”.
Rozstrzygnięty został również inny biblioteczny konkurs zatytułowany „Zaproszenie na FOLK”, w którym należało nagrać 30 -sekundowy film i zaprosić na 12. Międzynarodowe Spotkania z Folklorem w Myślenicach. Nikt nie zrobił tego lepiej niż Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Cudawianki” z Polanki i to im przypadła główna nagroda.
Laureaci natomiast mieli okazję pokazać się przed bardzo dużym audytorium, gdyż uroczyste wręczenie nagród odbyło się 18 lipca podczas Koncertu Galowego 12. Międzynarodowych Małopolskich Spotkań z Folklorem. Wśród wręczających nagrody znaleźli się burmistrz Jarosław Szlachetka, zastępca burmistrza i dyrektor festiwalu Robert Bylica, naczelnik Wydziału Edukacji Kultury i Sportu Małgorzata Ciemińska oraz dyrektor MBP w Myślenicach Agnieszka Kazanecka - Bylica.
Ewelina Kiełtyka
Hejze tam w dolinie
Hejze tam w dolinie
Hejze tam pod lipkom, we zielonyj dolinie,
płynie se Raba i potok płynie.
Rumiane dziołchy i chłopcy śwarni,
tańcujom łoberka, aze łogień barwi.
Przydrozne brzózki cyrwieni cieniem,
klisczackim godaniym, wesołym spojrzeniym.
Przyjdze tu ku nom, wyndrowcu drogi,
niech cie łotuli wionecek tak błogi.
Uwity ze słomy i siana spod lasu.
Zatańc ze do rytmu, zatańc ze do basu.
Ugościmy ciebie trójniokiem słodkawym,
bedzies mioł siły wiyncyj niz od kawy.
Pójdzies na Kudłoce, na wyciąg na Chełmie,
a potym na Jazie wykumpies sie we dnie.
A jak sie juz zmyncys tym łażyniym po drodze,
odpocnij se na Rynku przy piykny pogodzie.
Tam tańce hulanki, do biołego rana.
Spotkania z folklorym, same smacne dania.
Hej!