
Wrogowie Ukrainy to oczywiście Putin, który prowadzi krwawą, okrutną, miejscami ludobójczą wojnę z narodem i państwem ukraińskim. Do tej wojny, na razie w wymiarze symbolicznym i propagandowym, dołączyli polscy nacjonaliści, a przede wszystkim Batyr i jego szajka. Ich wrogość, którą usiłują zainfekować całe społeczeństwo, okazuje się silniejsza niż wspólne zagrożenie ze strony Moskwy, dążącej do zniewolenia naszych narodów.
Okazało się, że po dość krótkim okresie serdeczności i gestów przyjaźni tląca się, pełzająca wrogość, podsycana przez nacjonalizm po obydwu stronach, wybuchła z nieoczekiwaną siłą. Dla Nawrockiego wrogiem jest obecny rząd Polski, a przede wszystkim premier Donald Tusk, który jest najwybitniejszym polskim politykiem, który doprowadził do zwycięstwa koalicji 15 października i dziś bierze na siebie główny ciężar obrony demokracji oraz niedopuszczenia do władzy brunatnej fali nacjonalizmu, która sprowadzałaby się do bezkarnej korupcji i odrażającego odwetu. Od dawna nacjonaliści, zwłaszcza z obydwu Konfederacji, prezentowali zrozumienie i mniej lub bardziej wyraźne poparcie dla Putina. Głównym wrogiem dla nich była Unia Europejska, a przede wszystkim rząd Donalda Tuska i sam premier, absurdalnie oskarżany o wszystkie możliwe zbrodnie, obrzucany kłamliwymi oskarżeniami, niezasługującymi na uwagę.
Jak pisze red. naczelny „Polityki” Jerzy Baczyński: „Hipoteza jest taka, że Karol Nawrocki, ogłaszając po dwutygodniowej zwłoce decyzję o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego, zareagował na spotkanie Tusk – Zełenski podczas szczytu Unii. (…) Groźba deeskalacji konfliktu polsko-ukraińskiego odebrałaby Nawrockiemu szansę pokazania się w roli twardego obrońcy honoru narodowego, który – niczym sam Donald Trump – potrafi publicznie upokorzyć, przywołać do porządku aroganckiego, niewdzięcznego prezydenta Ukrainy. Mieliśmy tu, mamy, do czynienia z dość typowym mechanizmem nakręcania się nacjonalizmów, bardzo poręcznym w polityce wewnętrznej” („Nie marnujmy kryzysów”, „Polityka”, 24–30.06.2026 r.).
Wrogość ze strony p. Nawrockiego do obecnego rządu czyni jakąkolwiek dyskusję z tzw. ośrodkiem prezydenckim, moim zdaniem, niemożliwą i zbyteczną. Incydent z nazwą batalionu wojskowego, wywołany przez prezydenta Zełenskiego, został wykorzystany do rozpętania istniejącej i coraz silniejszej fali nienawiści do Ukrainy, narodu ukraińskiego i tych wszystkich, którzy odrzucają nacjonalistyczną historiozofię, według której największymi wrogami Polski są Niemcy, Ukraińcy, Żydzi i oczywiście Unia („eurokołchoz”), a także polityczny obóz demokracji w Polsce. Wchodzimy w okres, w którym dla obozu nacjonalizmu nienawiść do Ukrainy i jej wszystkich sojuszników oraz zwolenników staje się wyznaniem wiary, patriotyzmu i politycznym manifestem. Putin jest nieistotnym detalem historii, a jego zbrodnie wojenne są niczym wobec krwawego reżimu Żurka i Tuska oraz antypolskości Zełenskiego. Sam Putin, a zwłaszcza Donald Trump, są sojusznikami w walce z lewacką Unią, która stanowi nie wydumane, lecz realne zagrożenie dla Polski, obok oczywiście Niemców i Ukraińców. Dlatego nacjonaliści głoszą potrzebę polexitu oraz sprzeciwiają się przyjęciu Ukrainy do Unii, domagając się polskiego weta w tej sprawie. To jest przejęcie po klęsce Orbána jego polityki i strategii w stosunkach z Unią. Polityki fatalnej dla Polski, głupiej i kosztownej, w której wrogość do Unii, czyli do naszego miejsca w Europie, jest przekreśleniem walki wielu pokoleń o przynależność do Zachodu. To jest program, z którym obóz nacjonalistyczny idzie do wyborów w 2027 roku, które obóz demokratyczny dla dobra Polski, naszej niepodległości i wolności musi wygrać.
Nie widzę powodu do tak częstego po stronie demokratycznej rozdzierania szat, wróżenia klęski oraz zachwytów nad „mądrą, przebiegłą i skuteczną” taktyką nacjonalistów, którzy, w przeciwieństwie do strony demokratycznej, nie popełniają samych błędów i są wiarygodni. Na razie najtwardszy nacjonalizm skupiony w partii Grzegorza Brauna dysponuje poparciem na poziomie 7,8%, czyli mniejszym niż Lewica, a najgorszą taktyką jest przyjmowanie niektórych haseł nacjonalistów w wersji „miękkiej”, co ma rzekomo odbierać im elektorat. Takie błędy bardzo drogo kosztowały Rafała Trzaskowskiego, który poprzez dialog z Mentzenem myślał, że przekona jego wyborców. Mentzen, Braun, Kaczyński, Matecki, Macierewicz, Nawrocki itd. to nie potencjalni sojusznicy, ale wrogowie demokracji, ludzie działający przeciwko naszej niepodległości. Targowica także miała na swoich sztandarach wypisaną potęgę Polski, miłość ojczyzny i obronę wiary, a skończyło się dekretami carycy Katarzyny (zresztą posiadaczki Orderu Orła Białego – może odbierze pan ten order, panie Nawrocki?). Wiele osób, które przystąpiły do Targowicy, bardzo się zdziwiło, gdy zobaczyły, że nie ma już Polski. Tak samo mogą się zdziwić polscy nacjonaliści, gdy zobaczą Polskę w nowej niewoli.
W długiej historii relacji polsko-ukraińskich zwykle po krótkim czasie współpracy i sojuszu, mającego na celu wspólną obronę przed Moskwą, mieliśmy do czynienia z rosyjskim przeciwdziałaniem, po którym przychodziła rosyjska niewola. W 1658 roku Unia Hadziacka zapewniała wspólne państwo Polski, Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Księstwa Ruskiego, czyli Ukrainy. Gwarantowała przywileje kozackie, wspólny parlament i siły zbrojne. Unię zaprzysiągł król Jan Kazimierz i poparli posłowie, ale słabnąca Rzeczpospolita nie była w stanie zrealizować tych planów, którym sprzeciwiała się Moskwa. Zwolennik unii z Polską, hetman Jan Wyhowski, został obalony, a na czele Kozaków stanął Jerzy Chmielnicki, podporządkowany Moskwie, który zawarł tzw. drugą ugodę perejasławską, podporządkowującą Kozaków Moskwie. Tak skończyły się próby wspólnego wyzwolenia spod rosyjskiej dominacji, a potem przyszło ponad sto lat niewoli, która skończyła się w 1918 roku upadkiem Rosji i powstaniem zarówno Polski, jak i Ukrainy, na czele której stanął ataman Symon Petlura, sojusznik Piłsudskiego w wojnie z Rosją. Polska była zbyt słaba, aby w 1920 roku pobić Rosję i zapewnić niepodległość Ukrainie, a pretensje do Polski, że nie wywalczyła wolności także dla naszego sojusznika, są nieuzasadnione. Takiej siły nasz kraj ani wówczas, ani nigdy później nie miał.
Tak pisze Edwin Bendyk: „Pełnoskalowa wojna spowodowała radykalny antyrosyjski zwrot ukraińskiego społeczeństwa i przyspieszenie procesu dekolonizacji, czyli odcinania się od jakichkolwiek związków z dawnym imperium. Zmieniają się nazwy ulic, padają pomniki Puszkina i innych ikon imperialnej dominacji, wskrzeszani są bohaterowie skazani na niepamięć w czasach rosyjskich i radzieckich, symbolizujący opór wobec Rosji i walkę o ukraińską państwowość: Iwan Mazepa, Symon Petlura, hetman Pawło Skoropadski. I UPA jako symbol walki do końca, nawet po rozbiciu powstańczych oddziałów przez NKWD. Bo pojmani żołnierze wszczynali powstania w łagrach GUŁagu, do których zostali zesłani… Bo Ukraińcy nie mają wątpliwości, że walczą nie tylko o swoją suwerenność, ale także o bezpieczeństwo Europy, powstrzymując Rosję” („Polska wojna o Ukrainę”, „Polityka”, 24–30.06.2026 r.).
Polscy nacjonaliści mają obsesję na punkcie małpowania Dmowskiego, są prorosyjscy, antyniemieccy, antysemiccy i oczywiście nienawidzą Ukrainy. Roman Dmowski działał w innej epoce i niektóre jego obsesje w tamtym czasie można było jakoś zrozumieć, chociaż niechęć do Ukrainy, w której widział głównie niemiecką antypolską agenturę i zagrożenie, nie jest rozumna. Dziś nacjonalistyczne poglądy z epoki Dmowskiego są anachronizmem. Jak mówi wybitny polski minister spraw zagranicznych Daniel Rotfeld: „Nawrocki chce dyskredytować wszystko, co robi rząd. O reakcji polskiego prezydenta zadecydował taki motyw – pozyskanie tej grupy społeczeństwa, która odwołuje się głównie do nastrojów nacjonalistycznych i ksenofobicznych” („Gazeta Wyborcza”, 24.06.2026 r.).
Podnoszenie sprawy Wołynia i niszczenie, przy pomocy „pamięci polskich bohaterów”, naszych relacji z Ukrainą to głupota, podłość i przede wszystkim realizowanie strategii Putina. Nie jest przy tym istotne, czy robią to rosyjscy agenci, czy rodzimi idioci, a najpewniej jedni i drudzy.
To z inspiracji nacjonalistów przez niemal cały okres II RP relacje polsko-ukraińskie były złe, a Polska miała do zaproponowania Ukraińcom „polonizację” – fatalne i naiwne dziedzictwo nacjonalistów, którzy często w ogóle kwestionowali istnienie narodu ukraińskiego. To samo robi dziś Putin. Skala nienawiści i antyukraińskiej propagandy jest trudna do zrozumienia. Jest to, w moim przekonaniu, efekt działania moskiewskiej agentury oraz propagandy nacjonalistów, którzy dla dorwania się do władzy gotowi są rozpętać zimną wojnę domową w Polsce i zniszczyć dobre relacje z naszymi największymi sąsiadami – Niemcami i Ukrainą.
Czytaj cały artykuł u źródła — TEMI – Twoje Media Informacyjne