
Naleśniki z serem - to w tym posiłku, który otrzymały dzieci w kilku niepublicznych przedszkolach i żłobkach na Limanowszczyźnie - wykryto salmonellę. Sanepid wciąż szuka źródła zakażenia; może być nim produkt spożywczy lub osoba z personelu. Tymczasem wyniki badań ujawniają obecność salmonelli u pozostałych osób z kontaktu - pracowników i podopiecznych placówek - u których nie wystąpiły dotąd objawy.
Dzieci w kilku niepublicznych przedszkolach i żłobkach otrzymały na obiad naleśniki z serem, które były skażone salmonellą. Obecność bakterii potwierdziły wyniki badań. Informacje przekazała nam Aneta Jagaczewska, powiatowy inspektor sanitarny w Limanowej.
To jest przyczyna, ale szukamy źródła. Laboratorium wojewódzkiej stacji bada poszczególne produkty, z których przyrządzone zostały naleśniki, czyli jajka i ser biały - mówi szefowa limanowskiego sanepidu. Jak zaznacza, źródłem zakażenia nie musi być produkt spożywczy - może to być także osoba z personelu, która miała bakterie na dłoniach. Dodatkowo laboratorium w Krakowie będzie oznaczało typ salmonelli, będącej przyczyną zachorowań u łącznie 28 dzieci.
Do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Limanowej cały czas spływają wyniki tzw. osób z kontaktu. To przede wszystkim pozostałe dzieci uczęszczające do przedszkoli oraz pracownicy tych placówek. Jak się okazuje, wyniki badań potwierdzają obecność salmonelli u personelu i podopiecznych, u których dotąd nie wystąpiły objawy chorobowe. Do końca tygodnia powinna być znana łączna liczba osób, u których doszło do zakażenia.
Przedszkole i żłobek w Biczycach Dolnych (pow. nowosądecki) zostały już otwarte - nie stwierdzono tam żadnego przypadku zakażenia. Były tam zachorowania o podobnych objawach, ale okazało się, że mają one podłoże wirusowe, a nie bakteriologiczne. Placówki na Limanowszczyźnie: w Limanowej, Mordarce i Przyszowej - pozostają nieczynne.
W tej sprawie jest bardzo dużo znaków zapytania. W Mordarce na sześć grup mamy zachorowania w trzech z nich i ani jednego zachorowania w żłobku, a w naszych placówkach w Limanowej na 120 dzieci stwierdzonych zostało 7 przypadków. Pobrano próbki z desek do krojenia i naczyń - wszystkie wyniki na obecność salmonelli były negatywne, a próbki były pobierane przez sanepid bardzo skrupulatnie we wszystkich naszych placówkach. Nadal czekamy na szczegółowe wyniki badań m.in. składników oraz personelu kuchni - usłyszeliśmy od dyrekcji sieci niepublicznych przedszkoli. Jak ponadto nam przekazano, kilka tygodni przed całą sprawą przedszkole wraz z kuchnią przechodziły planową kontrolę sanepidu, która według dyrekcji przebiegła bez zastrzeżeń.
Z powodu przepełnienia oddziału pediatrycznego limanowskiego szpitala na początku ubiegłego tygodnia, część dzieci z ostrymi objawami żołądkowo-jelitowymi trafiła pod opiekę ościennych placówek w Bochni oraz Nowym Sączu. Po stwierdzeniu zakażeń salmonellą sanepid wszczął kontrolę w placówkach, których podopiecznymi były chorujące dzieci - okazało się, że przedszkola i żłobki prowadzone są przez ten sam podmiot. Co więcej, wszystkie placówki były obsługiwane przez jedną kuchnię, mieszczącą się w budynku przedszkola w Przyszowej. Przyrządzane tam posiłki każdego dnia spożywało kilkaset dzieci.