
'Zawstydza mnie dziś postawa pana Błaszczaka. Powinien cieszyć się z tego, że pomógł Ukrainie i że wojna zatrzymała się tam, a nie u nas. Zamiast wdzięczności za to, że ukraińscy żołnierze giną, broniąc również naszego b
Urszula Augustyn. Fot. Agnieszka Wrońska.
Kilka dni temu w Krakowie zdewastowano nagrobek ukraińskiego pisarza. Ukraińskie MSZ przekonuje, że to świadoma prowokacja, czego jednak nie potwierdza polska policja. Widać, że doszliśmy już do pewnej granicy, biorąc pod uwagę wzajemne relacje. Wie pani, którędy prowadzi droga do deeskalacji konfliktu? I czy prowadzi raczej przez Kijów, czy przez Warszawę?
Rozumiem, że nie odnosi się pani wyłącznie do polskich polityków i polskich wyborców. Przed nami tydzień, w którym będziemy upamiętniać ofiary ludobójstwa na Wołyniu, a to może wiązać się z rosyjskimi prowokacjami. Czego oczekiwałaby pani w tej sytuacji od strony ukraińskiej?
A obie strony powinny spokojnie napić się melisy, zdając sobie sprawę z tego, że Rosjanie chyba już wypili całe zapasy szampana. Dajemy im zbyt wiele prezentów i prowokujemy kolejne incydenty. Z pokłóconymi zawsze łatwiej jest walczyć, dlatego Rosja z całą pewnością cieszy się z tego, że może z tej sytuacji korzystać.
Wydaje się, że na Kremlu dalej będą pić tego szampana, skoro opozycja oskarża rząd o przekazanie Ukrainie rakiet do systemu Patriot. Co się stało, że przez cztery i pół roku dumę polityków ze wspierania Ukrainy zastąpił wstyd z tego, że w ogóle wspiera się sąsiada?
Ale później przekazywał już kolejne transze uzbrojenia.
Szef MON zapowiedział odtajnienie informacji o wszystkich donacjach przekazanych Ukrainie. Czy to odpowiedzialna decyzja w kontekście wiedzy o naszych zasobach, uzbrojeniu i skali wsparcia?
Zostawmy już wątki ukraińskie. W tym tygodniu na pewno będziemy do nich wracać, zwłaszcza że przed nami szczyt NATO.
Po wielowątkowej sprawie Szpitala Południowego minister Jolanta Sobierajska-Grenda może być pewna swojego stanowiska?
Patrząc jednak szerzej, mam wrażenie, że opozycja nagle obudziła się z protestami i krytyką. Tymczasem ten system nie powstał ani wczoraj, ani dwa i pół roku temu, gdy objęliśmy władzę. Dlatego uważam, że każdy powinien uderzyć się we własną pierś i przestać przekonywać, że problemy pojawiły się dopiero teraz.
To sprawa wielowątkowa. Mówimy o szpitalu zarządzanym przez samorząd, ale jednocześnie o problemach całego systemu ochrony zdrowia. Przy okazji coraz częściej pojawia się określenie „kontraktoza”. Czy będą państwo chcieli wrócić do pomysłu wprowadzenia limitu zarobków lekarzy? Taki projekt pojawił się już kilka miesięcy temu. Jeśli dobrze pamiętam, górna granica miała wynosić niespełna 50 tysięcy złotych.
Bez względu na to, że politycznie jest to trudny moment na podejmowanie tak odważnych decyzji, trzeba je podjąć. Powtórzę jednak jeszcze raz: będą one skuteczne tylko wtedy, gdy zostaną wypracowane wspólnie ze środowiskiem ochrony zdrowia. Nad takim porozumieniem trzeba teraz pracować.
Jacek Bańka: Jak groźne dla notowań Koalicji Obywatelskiej może być referendum, jeśli do niego dojdzie? Mam na myśli referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy, jednego z czołowych polityków Koalicji Obywatelskiej.
Nie wyobraża sobie pani jednak sytuacji, w której dwukrotny kandydat na prezydenta RP, gdyby do takiego referendum doszło, apelowałby do swoich wyborców, by – jak kiedyś w Krakowie – „zostali w domach”?
Taki scenariusz zapowiadają zarówno politycy prawicy, jak i partii Razem. Te ugrupowania z pewnością będą tym zainteresowane.
Na koniec pytanie o zawetowaną ustawę dotyczącą prawa oświatowego, a konkretnie o Rzecznika Praw Ucznia. Czy będą państwo nadal forsować to rozwiązanie? Prezydent uznał, że oznacza ono dublowanie istniejących instytucji. Było oczywiście więcej powodów, dla których nie podpisał ustawy. Co dalej? Czy to koniec projektu dotyczącego Rzecznika Praw Ucznia, czy będą państwo chcieli wrócić do podobnych rozwiązań, a może nawet do ustawy w tym samym kształcie?
Oczywiście, to była znacznie szersza regulacja.
Natomiast jednym z najważniejszych i najbardziej wartościowych elementów tej ustawy była próba skodyfikowania praw ucznia na poziomie ustawowym. Uczniowie mają prawa, ale mają też obowiązki. I naprawdę warto o tym mówić, bo to, co szkoły próbują regulować w statutach, bywa czasem kontestowane. Tutaj mielibyśmy jasną wykładnię: uczeń ma prawa, to prawda, ale ma też obowiązki. Taka sytuacja powinna być odpowiednio ustawiona na poziomie wartości.
To, że pan prezydent wyrzucił ustawę do kosza, oceniam bardzo źle. Efekt jest później taki: oczekujemy, żeby szkoła reagowała, ale odbieramy jej możliwość reagowania. Odbieramy instrumenty, wetujemy jedną ustawę, drugą, trzecią. Przypomnę, że w edukacji to nie jest pierwsza ustawa, którą pan prezydent zawetował. Jeżeli chcemy, żeby uczeń był bezpieczny, żeby mógł w szkole zdobywać wiedzę i czuć się dobrze, to trzeba tak organizować pracę szkoły, aby miała narzędzia do realizowania tych zadań.
Ustawa powróci w tym samym kształcie? Czy będą państwo prowadzić jeszcze jakieś konsultacje, na przykład z Kancelarią Prezydenta, żeby była akceptowalna dla prezydenta?