Wczorajsza sejmowa debata o smartfonach w szkołach rozgrzała polityków do białości. Padły oskarżenia o polityczny plagiat, ale też konkretne pytania o pieniądze na szafki depozytowe, które według pomysłodawców mają pojawić się w podstawówkach już do końca października.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || ).push({});
Na wczorajszym (1.07) 61. posiedzeniu Sejmu posłowie zajęli się sprawozdaniem Komisji dotyczącym projektów ustaw o zmianie prawa oświatowego. Jednym z tematów w dyskusji były nowe przepisy, które mają radykalnie ograniczyć używanie telefonów komórkowych w szkołach podstawowych .
Projekt ustawy zakłada całkowity zakaz korzystania przez uczniów podstawówek z telefonów i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających komunikację na terenie szkoły.
Co ważne, dla szkół ponadpodstawowych oraz innych placówek zakaz ten nie będzie obligatoryjny, to dyrektorzy będą mogli wprowadzić go według własnego uznania. Ustawodawca przewidział jednak furtkę dla nauczycieli , w uzasadnionych przypadkach, np. na potrzeby zajęć dydaktycznych, możliwe będzie odstępstwo od zakazu.
Najwięcej emocji podczas wczorajszej debaty wywołał jednak nie sam zakaz, ale sposób jego wprowadzenia. Głos zabrał poseł Filip Kaczyński z Wadowic , który w ostrych słowach skrytykował rządzących za to, co nazwał „politycznym zapożyczeniem” i brakiem przygotowania finansowego.
Kiedy minister edukacji Przemysław Czarnek pytał Radę Dzieci i Młodzieży o zdanie w sprawie zakazu komórek, był atakowany przez obecnie rządzących. Słyszeliśmy histeryczne krzyki o „zamachu na wolność ucznia” przypominał poseł. Dzisiaj te same osoby proponują nasze rozwiązania jako swój własny, rzekomo innowacyjny pomysł.
Jak podkreślił parlamentarzysta, działania rządu są nie tylko spóźnione, ale przede wszystkim chaotyczne i niedopracowane. Jego zdaniem największym problemem jest zapis ustawy nakładający na szkoły obowiązek zorganizowania miejsc bezpiecznego przechowywania urządzeń elektronicznych.
Do końca października! – zaakcentował poseł Kaczyński, zwracając się w stronę ministerstwa.- Pytam więc panią minister: gdzie są na to środki w budżecie państwa? Czy zabezpieczono chociaż jedną złotówkę na szafki depozytowe, na systemy zabezpieczeń?
Polityk nie pozostawił wątpliwości, że koszty nowych regulacji spadną na barki samorządów lub rodziców, co określił mianem skandalu. W jego ocenie, jeśli rządzący chcą wprowadzać nowe obostrzenia, powinni zapewnić na nie realne wsparcie finansowe, a nie przerzucać ciężar na lokalne budżety i komitety rodzicielskie.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || ).push({});
Artykuł Poseł Kaczyński krytykuje rządowy zakaz komórek w szkołach. O co mu chodzi? pochodzi z serwisu Wadowice24.pl .