
Pożar wybuchł w nocy z 25 na 26 czerwca kilka minut przed godziną 3. Dźwięk syren postawił na nogi kilkudziesięciu strażaków ze Starego Wiśnicza i sąsiednich miejscowości. Z oddali było już widać słup ognia i płomienną łunę nad centrum Starego Wiśnicza. Okazało się, że pożar dotknął jednego ze strażaków.
– Dojazd na miejsce, pierwsze rozpoznanie i działamy. W drodze kolejne zastępy strażaków do pomocy. Tak wyglądał początek pożaru który strawił dobytek Druha Prezesa Sławomira Błoniarza i jego rodziny – relacjonują strażacy z OSP Stary Wiśnicz. Wieloletni strażak i sołtys Starego Wiśnicza oraz jego żona stracili w wyniku pożaru ogromną część dorobku swojego życia i źródło utrzymania rodziny.
– Spłonęła stodoła z zapasem paszy dla zwierząt, dachy nad zabudowaniami dla bydła, oraz sprzęt rolniczy.
Beata Poradowska, córka poszkodowanej rodziny, uruchomiła zbiórkę w internecie.
– Moi rodzice to ludzie wielkiego serca, którzy od zawsze pomagali innym i byli gotowi stanąć obok każdego, kto potrzebował wsparcia . Całe swoje życie poświęcili ciężkiej pracy, pełnej wyrzeczeń, siły i determinacji. W jednej chwili ogień zabrał im dorobek życia – gospodarstwo, które tworzyli przez lata. Zostały tylko zgliszcza i cisza, której nie da się opisać słowami – opowiada kobieta. Zaznacza, że w ogromie bólu wydarzyło się jednak coś niezwykłego. – Pojawili się ludzie. Rodzina, przyjaciele, strażacy, sąsiedzi, znajomi – przyszli i zaczęli pomagać , krok po kroku porządkując to, co zostało po pożarze. Nie poddawali się mimo temperatury i żaru. To było coś więcej niż pomoc – to była ogromna ludzka dobroć i serce, którego nigdy nie zapomnimy. Dzięki Wam w tej tragedii pojawiła się nadzieja, ale przed nami wciąż najtrudniejsze – odbudować wszystko od zera . Sami nie damy rady… dlatego dziś z całego serca prosimy o pomoc dla nich. Dziękujemy za każdą obecność, każde wsparcie i każdą chwilę poświęconą dla nas w tym najtrudniejszym czasie… To daje nam siłę, żeby próbować iść dalej – mówi Beata Poradowska.
Link do zbiórki: TUTAJ .